Jest chyba jeszcze w polskich szkołach lista lektur i jest chyba jeszcze na liście lektur powieść "Syzyfowe Prace", opisująca działania rusyfikacyjne carskich władz wobec polskiej dziatwy i młodzieży. Jest za to na pewno w treści tej książki anegdota, jak to carska Ochrana w mieście powiatowym Kleryków, wykryła wywrotową organizację spiskową wśród polskich gimnazjalistów. Spiskowość tej organizacji, jak też wszystkie jej wywroty, polegała na tym, że kilku uczniów klas starszych skrycie spotykało się w chaszczach miejskiego parku, by tam strzelać na wiwat ze staroświeckiego, rozlatującego się pistoletu. Władze policyjne potraktowały sprawę poważnie, a nawet rozwojowo: od zsyłki i katorgi uratował kolegów uczeń Borowicz, zeznając że owszem, z pistoletu strzelał, ale bez prochu. Mówiąc dzisiejszym językiem "taktycznym": trenował postawy strzeleckie.
Władze zaborcze śledztwo umorzyły.
Czy w grupie, trenującej w miejskim parku postawy strzeleckie, uczestniczył także uczeń Borewicz, literatura milczy.
PS.
Ponieważ Ssalon od tego jest, by straszyć publiczność występami osobników o ujemnym IQ, czuję sie zmuszony wyjaśnić czarno na białym, że prawo polskie zakazuje posiadania - wymienionych konkretnie, w treści przepisów - materiałów wybuchowych. A nie żadnych ''materiałów o charakterze pirotechnicznym". Charakter pirotechniczny to mają główki od zapałek i choinkowe zimne ognie. Prawo polskie nie zakazuje także zbierania informacji w Internecie, ani uczęszczania na strzelnice w celach szkoleniowych.
To znaczy, na razie nie zakazuje. Sprawa jest rozwojowa.
Suplement
Prokurator generalny dał, z okazji pochwalenia się sukcesem, długi wykład o rosyjskiej działalności dywersyjnej, która za czasów rządów KO potwornie się nasiliła. Nie tłumaczył, czemu za czasów rządu PiS żadnej rosyjskiej działalności dywersyjnej nie było. Do tego stopnia, że zaplanowaną w Moskwie operację destabilizacyjną na polsko-białoruskiej granicy, musieli wspierać politycy dziś rządzącej koalicji, na oczach kamer ofiarujący dowiezionym przez białoruski reżim migrantom w Usnarzu jedzenie i śpiwory. Oraz zakłócający pracę polskich strażników i żołnierzy, który naszej granicy przed tymi dowiezionymi migrantami bronili.
Prokurator generalny nie wyjaśnił także, czemu jeden z tych broniących granicy żołnierzy, który w sytuacji zagrożenia oddał strzały ostrzegawcze, dostał teraz zarzuty i będzie sądzony. W ogóle, nie wspomniał tej sprawy. Może nie jest rozwojowa.


Komentarze
Pokaż komentarze (40)