Czy świat w którym żyjemy jest sprawiedliwy? Czymże w ogóle jest sprawiedliwość? Na te pytania postaram się odpowiedzieć, konfrontując pojęcie sprawiedliwości z Polską sceną polityczna i nie tylko.
Pojęcie sprawiedliwości można rozbić na wiele czynników, ze względu na które o niej orzekamy. Tak możemy orzekać o sprawiedliwych czynach, ludziach czy obowiązującym prawie. Bliżej przyjrzyjmy się czynom. Czyn sprawiedliwy to taki, który wywołuje w nas etycznie dodatnie wrażenie a niesprawiedliwy, etycznie ujemne. Rozszyfrowując to, można powiedzieć, że sprawiedliwie jest zapłacić komuś za jego prace a niesprawiedliwym będzie oszukanie go. Czy w dzisiejszej Polsce ludzie za wkład własny są godziwie nagradzani? Weźmy tu pod uwagę sferę budżetową. Przez nasz kraj corocznie przetaczają się protesty pielęgniarek, policjantów czy nauczycieli. Za trudy włożone w swoją pracę nie są oni godziwie wynagradzani, co powoduje ich frustrację gdy patrzą na rząd, pławiących się w luksusach obiboków, którzy zamiast pracować robią tylko dobrą minę do złej gry. Niesprawiedliwość dotyka tu zarówno pielęgniarek jak i ministrów gdyż następuje tu podział środków ze względu na status społeczny a nie ze względu na włożoną pracę, mało dla pracowitego strażaka, dużo dla leniwego urzędnika. Innymi słowy osoby, nie na stanowiskach kierowniczych, nie otrzymują tego co im się od tych właśnie osób należy. Im wyżej w hierarchii tym mniej pracy a więcej profitów. Spójrzmy teraz na jakiej zasadzie opierać można stwierdzenie, iż coś się komuś od kogoś należy.
Na wstępie należy dokonać rozgraniczenia sprawiedliwości na trzy kategorie, według których coś się komuś należy. Pierwszą z tych kategorii jest litera prawa. Niesprawiedliwym jest tu ten uczynek, który można podciągnąć pod konkretny paragraf ( np. niesprawiedliwością jest okradzenie kogoś oraz pobicie go, gdyż ten czyn jest regulowany przez art. 210 dawnego kk ). Jasna sprawa, lecz druga kategoria nie jest już taka oczywista.
Traktuje ona o sprawiedliwości legalnej polegającej na zgodności z duchem prawa. A czymże ten duch jest? Prawo tworzy pewien porządek społeczny, kierując społeczeństwo do ideału przyświecającego ekipie stanowiącej prawo. Tym sposobem wprowadza się ustroje społeczne, gdyż właśnie w takim a nie innym systemie rządzący widzą przyszłość państwa. Lecz ustawodawca nie ma obowiązku kierować się dobrem narodu i bywają przypadki, iż najważniejszy jest dla niego interes własny lub pożytek wąskiej grupy społecznej. Taką sytuację, w mojej ocenie, możemy zaobserwować w dzisiejszej Polsce. Duch naszego prawa jest łatwy do streszczenia w haśle wyborczym obecnego rządu: "By żyło się lepiej - wszystkim". Niestety druga część tego sloganu była już tylko pustym słowem, co zweryfikował czas rządów Platformy Obywatelskiej. Stosowna jest zamiana 'wszystkim' na 'kolegom', gdy patrzeć co się dzieje. Afery które towarzyszą naszemu ustawodawstwu są tego przykładem. Każdy chce uszczypnąć dla siebie jak najwięcej. A skoro można pomóc kolegom to co w tym złego? Niby nic, gdyby nie chodziło o pieniądze i godność ludzi, nie będących w zażyłych stosunkach z ekipą rządzącą. Ustanawianie prawa jet skażone dodatkowo korupcją różnej maści. A my, Polacy musimy się przyznać, że mamy słabość do prezentów. Nieważnym już jest jego rodzaj, czy to czekoladki, kilka milionów 'lewego' zysku z rządowego przetargu, czy ciepła posadka dla córki kolegi. Przykładów można mnożyć na potęgę, co ukazuje stan naszego obywatelskiego zainteresowania poczynaniami kolejnych ekip rządzących. Pod tym względem jesteśmy specyficznym narodem, któremu wystarczy wiele uśmiechów i poklepywań po ramionach, aby wmówić mu że Polska jest na dobrej drodze. Jednakże coraz więcej osób widzi, iż jest to droga do nikąd, a to poklepywanie po ramionach prowadzi nasz kraj w coraz większą spirale kłopotów zarówno gospodarczych (blisko 750 mld PLN długu publicznego), jak i społecznych (każda osoba zadłużona na 20 tys. PLN). Jeśli rząd nie przestanie się lenić i dbać tylko o słupki w rankingach to czeka nas recesja podobna do tej którą można było obserwować w Grecji. Niestety reformowanie kraju nie jest procesem mile widzianym w sondażach, a ministrowie zamiast oszczędności szukać w swoich szeregach, sięgają coraz głębiej do kieszeni wyborców, którzy zapatrzeni w te uściski rąk i uśmiechy, są ślepi na to, że o kraju w pełni demokratycznym to możemy jedynie pomarzyć. Oby tylko kiedyś potrafiły się znaleźć niezawistne sądy potrafiące spełnić maksymę, iż 'sprawiedliwości stanie się zadość'. Póki co rządowi nieznana jest ostatnia kategoria według której, komuś coś się należy, a mianowicie pojęcie sprawiedliwości etycznej, które wiąże się z pojęciem należności wedle słuszności.
Najpierw należy przybliżyć owe pojęcie słuszności. Przyjmijmy, że pracuje dla nas dwoje ludzi, np. kafelkarzy. Umawialiśmy się, że obu zapłacimy tyle samo za taką samą powierzchnie kładzenia kafli. Przy odbiorze pracy dowiadujemy się jednak, iż jeden pracując w pocie czoła nadrobił zaległości, które wykonał ten drugi z powodu swojego lenistwa. Moralna słuszność kieruje nami w tą stronę aby pracusiowi zapłacić więcej niż leniuszkowi, który przez swoje lenistwo musi oddać koledze po fachu część swojej zapłaty. Istnieje dawna zasada równej zapłaty i odpłaty, której bardzo blisko jest do maksymy "oko za oko, ząb za ząb". Zasada ta tyczy się zarówno treści pozytywnych, jak i negatywnych, mówi o proporcjonalnej karze za winę oraz o proporcjonalnym dobru ofiarowywanym w zamian za dobro. Nie chcąc się za bardzo powtarzać przytoczę tylko przykład naszego rządu jako instytucji nagminnie łamiącej tą zasadę. Apele ekonomistów o to by wziął się do roboty i zaczął reformować kraj, odbijają się głuchym echem pośród coraz liczniejszej biurokracji utrzymywanej z ... sami wiecie czego.
Rząd ma za nic przyrodzone równouprawnienie wszystkich ludzi. Być może po prostu uważają, iż im i ich kolegom należy się więcej od losu. Przypisują sobie wyjątkowe uprawnienia za nie wiadomo co. A na takie uprawnienia trzeba sobie zapracować, a nie liczyć tylko na przyrodzone właściwości. Można być niską, niepozorną osobą, która swoją pracowitością wyrobi sobie pozycje męża stanu. Można też po prostu być kolegom kolegi, którego kolega zasiada w sejmowych ławach, aby mieć wpływ na ustawodawstwo w naszym kraju. Żadnemu Polakowi obce nie jest stwierdzenie, iż "na układy nie ma rady", lecz punkt oceniania tego stanu rzeczy zależy w dużej mierze od tego po której stronie się stoi, czy ma się wpływowych znajomych, czy też nie. Lecz gdzie tu miejsce na sprawiedliwość? Niestety odnoszę wrażenie, że w naszym kraju to już dawno przebrzmiała bajka.
P.G.


Komentarze
Pokaż komentarze (2)