Zanaczam od razu: popełniam w jakimś sensie nieuczciwość, bo znam twórców i wykonawców komedii, o której nieco poniżej. Od pewnego czasu obserwuję pewne zjawisko, zresztą do zaobserwowania nie trudne. W miastach średniej wielkości i miasteczkach mniejszych, sale widowiskowe zapełniają ich mieszkańcy płacąc znaczne, bo i nawet 100 pln, pieniądze na spektakle teatralne, w większości komedie, aby zobaczyć w takiej produkcji aktorów, celebrytów, bądź do spółki jednych i drugich, znanych z seriali, lubianych. Nic w tym zdrożnego, tyle tylko, że producenci takich "tworów", dzięki swojej inteligencji, tak, tak, przedsiębiorczości, a i owszem, dostrzegli w tym zjawisku, jak najbardziej naturalnym, zawsze "chodziło się" na gwiazdy ,łatwy łup. Klecą jakiś w miarę śmieszny tekst, czasami całkiem zgrabnie i dobierają obsadę! Też naturalna kolej rzeczy. Warunek: znani! Niekoniecznie dobrzy - znani! Taka "produkcja" rzadko ma znamiona rzetelnej sztuki komediowej, niezwykle trudnej, ale zaspokaja pragnienie zobaczenia w swoim mieście pani/pana z telewizji! I czego się czepiać? Ano tego, że jedynym celem jaki przyświeca sprytnym producentom jest zysk jaki dają tak zwane "nazwiska". Twórcy komedii "Dwójka bez sternika" niezwykle dobrze przyjmowanej przez publiczność warszawską, bo tylko tutaj była do tej pory grana, nieznanego właściwie autora Zama Believingooda mówili mi, że gdy rozmawiają w sprawie prezentowania tej komedii poza Warszawą, agenci specjalizujący się w organizowaniu takich imprez pytają kto w niej gra. Też słusznie, tylko nigdy nie pytają o czym rzecz traktuje. Akurat w "Dwójce bez sternika" główne role kreują, tak kreują, bo są to właściwie kreacje, aktorzy szerzej znani z serialu "Sąsiedzi" i "Daleko od noszy". Znani, ale nie tak znani, jak tego by oczekiwali agenci, albowiem łatwość z jaką "sprzedają" widowiska z aktorami i celebrytami z pierwszych stron kolorówek, bohaterami portalu "Pudelek" rozleniwiło ich kompletnie. Pamiętam czas, gdy spece od organizacji troszczyli się, owszem nie przsadnie, ale jednak, o jakość! Dzisiaj ta wartość jest... bez wartości. Szkoda! Podsłuchiwałem publiczność po komedii "Dwójka bez sternika" . Zdecydowana większość chwaliła swoje przeżycia, które możnaby zawrzeć w stwierdzeniu: znakomta zabawa podszyta głęboką refleksją. Coż więcej chcieć od dobrej komedii? Komedia komedii nierówna - oczywiste! Wystarczy nam tylko bezmyślne, a raczej, nie prowokujące do myślenia rechotanie? Może i wystarczy? Wnioski niech każdy wysnuje sam, na miarę swoich oczekiwań i gustów! Jeśli taka wola niech płaci za...shit! Tak! Zgadza się! Powyższą garść refleksji napisałem w interesie twórców, wykonawców i autora "Dwójki bez sternika". Mogę tylko radzić organizatorom, szefom sal widowiskowych: zanim zrezygnjecie z "Dwójki bez sternika" w swoim mieście dajcie sobie czas na refleksję. Wiem! Trudne czasy! Dyktat spłaszczonych, niewybrednych gustów! Cóż zrobić? Warto pamiętać, że idąc za tłumem nigdzie się nie dojdzie! Gwoli informacji dodam, że w "Dwójce bez sternika" występują: Małgorzada Lewińska, Ewa Konstanciak, Bogusław Kaczmarczyk i Jarosław Witaszczyk.
169
BLOG


Komentarze
Pokaż komentarze