Możesz
"Jeżeli myślisz, że coś możesz lub czegoś nie możesz, to w obu przypadkach masz rację" - Henry Ford
5 obserwujących
32 notki
13k odsłon
329 odsłon

Tato

Tytuł: Sky, Autor: RichardBarboza, źródło:
Tytuł: Sky, Autor: RichardBarboza, źródło:
Wykop Skomentuj

Tacie


Odkąd pamiętam zawsze łaknąłem uwagi ojca. Tak, jak niejeden syn kochałem mojego ojca bezgranicznie. Imponował mi swoją siłą, wiedzą, umiejętnościami. Był moim pierwszym Bogiem.

W sensie materialnym ojciec zapewnił mojej siostrze i mnie wszystko co niezbędne, a nawet więcej. Dzieciństwo przeżyłem w dobrobycie. Wychowałem się w domku jednorodzinnym na przedmieściach, mój tata prowadził firmę, mieliśmy samochód, a nawet trzy w czasach, gdy nie było to dobro powszechne, miałam własny pokój, klocki Lego, komputer, rower górski, jeździłem na wycieczki zagraniczne - innymi słowy wszystko to, o czym on sam nawet nie marzył, gdy był dzieckiem.

Jako DDA nigdy nie doświadczyłem jakiegokolwiek przejawu agresji fizycznej, słownej, czy finansowej ze strony mojego taty.

Było to coś na kształt absolutnej wolności i pewnie byłoby czymś cudownym, gdyby nie towarzyszyło temu dojmujące łaknienie jego uwagi. Łaknienie tak silne, że objawiało się kuriozalno-tragicznymi pretensajami okresu nastoletniego. Pamiętam, jak w pełnych wyrzutu słowach, sprawdziłem go kiedyś do swojego pokoju i ze łzami w oczach pytałem, czemu się mną nie interesuje, nie patrzy do moich zeszytów? Pytania głębszej natury nie przechodziły mi przez gardło. Dziś myślę, że był kompletnie zdezorientowany tym atakiem.

Nie rozumiałem, czemu tak mało go interesuje własny syn? Czemu nie był ciekawy mnie, tego co myślę, co czuję, jakimi żyje sprawami, z jakimi sytuacjami się mierzę i jak sobie z nimi radzę? Czemu zadowalał się tylko ocenzurowanymi sprawozdaniami mojej mamy? Czemu wystarczyło mu słowo “dobrze” na pytanie przy kolacji o to, “jak w szkole?”

Nigdy nie wiedziałem co tak naprawdę myśli ani czuję. Był obecny fizycznie, ale nieobecny emocjonalnie.

Lubiłem jeździć z nim do klientów za miasto na dłuższe wyprawy. To była pewna okazja, aby spędzić z nim więcej czasu sam na sam, dowiedzieć się o czegoś więcej, lepiej poznać. Była we mnie dociekliwość, z której, jak sądzę, wykształciła się bardzo dobra umiejętność słuchania i zadawania pytań.

Nigdy tak naprawdę nie dotarłem do mojego ojca, a on nigdy się przede mną nie otworzył. Nie wytworzyła się między nami relacja.

Stąd pierwszą kwestią, z jaką musiałem się ułożyć we wczesnym dzieciństwie było zinterpretowanie sobie braku zainteresowania ze strony ojca. Poradziłem sobie z tym szybko. Wziąłem sprawę osobiście.

Urodziłem się z zezem zbieżnym prawego oka. Wyraźna wada wzroku, źrenica prawie niewidoczna na białej gałce ocznej. Od drugiego roku życia nosiłem okulary. Widok cokolwiek trudny dla mojego ojca - mężczyzny, który w młodości nieomal zawodowo grał w piłkę siatkową, i dla którego sport był całym życiem nie licząc pracy. Oto rodzi mu się syn z defektem, który w żadnej mierze nie jest dla niego partnerem w sprawach sportu. Sprawę dodatkowo pogrążył fakt, że w wieku kilku lat straciłem na prawe ucho słuch, co włączało mnie do specjalistycznej opieki laryngologicznej zalecającej całkowite zwolnienie z wuefu.

“Przegląd Sportowy”, transmisja meczu w telewizji czy olimpiady - z tymi rywalami o uwagę ojca nie miałem od samego początku żadnych szans i dobrze o tym wiedziałem. Z tego też względu nienawidziłem w dzieciństwie sportu i trzymałem się od niego z daleka. Minęło 30 lat, nim zacząłem się otwierać na wartości, jaki wnosi do życia aktywność fizyczna.

Nie miałem szansy dorównać ojcu. Nie miałem szansy mu zaimponować. I nie miałem innego wyjścia, jak się z tą sytuacją pogodzić i nauczyć z nią żyć. Bardzo szybko, bo jako kilkulatek, uznałem się za niegodnego uwagi ojca, a przekonanie niemożności spełnienia jego oczekiwań wrosła we mnie stając się częścią przekonań na własny temat.

W informatycy istnieje pojęcie “demon”. Demon, to inaczej program, uruchamiany przy starcie systemu, niewidoczny dla użytkownika i działającego w tle. Takim demonem w moim umyśle było głęboko schowane, niewidoczne dla mnie samego, lecz pracujące cały czas w tle wewnętrzne przekonanie o własnej bezwartościowości w istotnych dla mężczyzny obszarach. Bez szansy na zmianę tego przekonania.

Dziś wiem, że moja interpretacja braku uwagi ojca jest tylko moją interpretacją i nijak się ma do rzeczywistych powodów, których być może nigdy nie poznam, a których źródłem jest wewnętrzny świat mojego ojca i bagaż doświadczeń, jaki otrzymał od swojego taty. Tak, jak ja staram się dać swoim dzieciom to, czego potrzebowałem (uwagę i obecność), tak mój ojciec dawał mi to czego brakowało jemu (bezpieczeństwo materialne). Każdy z nas chce najlepszy, jak to możliwe, mając za punkt odniesienia własne dzieciństwo.

A czas, miłość i dobrzy ludzie na drodze życia to nasi sprzymierzeńcy.


Powyższy koncept nie jest ani prawdą, ani fałszem, nie jest ani dobry, ani zły, natomiast bierze się z mojego doświadczenia i praktyki.

Wpis powstał w ramach projektu "Możesz - skieruj myśli ku najlepszemu".

Zobacz poprzednie odcinki bloga.

Bądź na bieżąco, subskrybuj posty na facebook'u.

Wykop Skomentuj
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale