Budowie drugiej nitki warszawskiego metra kibicuje niemal cała Polska. Choć prace dopiero ruszyły, to jednak wygląda na to, że powstanie znacznie szybciej niż pierwszy odcinek z Kabat na Młociny.
Budowa funkcjonującego od 2001 roku stołecznego metra trwała aż 41 lat! Jednak mało kto wie, że pod Warszawą, według przedwojennych planów, miały kursować podziemne pociągi nawet na co najmniej ośmiu trasach. Wynika to z dokumentów Centralnego Archiwum Wojskowego w Warszawie. Stołeczne władze, w 1938 roku zwróciły się do Inspektoratu Obrony Powietrznej Państwa z prośbą o opinię na temat projektu budowy metra, która miała ruszyć w latach czterdziestych. „Przedwojenne” metro miało mieć łącznie 46 km długości, z czego 31 km trasy miało przebiegać w tunelu. Realizację projektu przewidziano na 35 lat.
Jak oceniają eksperci, projekt ówczesnego prezydenta Miasta Stołecznego świadczy o rozmachu, jakiego podjęły się władze II Rzeczpospolitej. „Dokument pokazuje, jak śmiałe były programy modernizacyjne opracowywane w końcu drugiej dekady Niepodległości. Szanse ich realizacji w latach 40-tych należy ocenić jako bardzo duże” - zaznacza dr Marek Deszczyński, historyk, badacz dziejów gospodarczych, dyplomatycznych i militarnych Polski i Europy.
Planowano, że powstanie pięć tras biegnących południkowo i trzy równoleżnikowo, wraz z odnogami. Poszczególne odcinki na planach przypominają okrąg. Wysunięte na północ sięgają ówczesnej wsi Wawrzyszew, a na południu – folwarku Służew. Z kolei zachodnia granica metra przebiega pod ulicą Okopową, Towarową i Grójecką, zaś na wschodzie najdalej wysunięta trasa miała biec od cmentarza żydowskiego i bródnowskiego przez Kamionek do Kępy Gocławskiej.
Jako pierwsza miała zostać wybudowana tzw linia A w kierunku północ-południe. Drugą linię B miał stanowić odcinek wschód-zachód. Oczywiście, wszystkie trasy projektowano tak, by można było w przyszłości je wydłużyć, np. do Ronda Wiatraczna. Warto podkreślić, że część linii biegła nie tylko pod ziemią, ale i na ziemi lub estakadach.
Metro, zgodnie z planem prezydenta Starzyńskiego miało służyć nie tylko w komunikacji mieszkańców Warszawy, ale także jako miejsce schronienia na wypadek wojny. Prezydent, w piśmie do Inspektoratu Obrony Powietrznej Państwa zwraca uwagę na głębokość trasy, co mogło mieć związek z planowaniem jego budowy pod kątem możliwości uszkodzenia w wyniku bombardowania. Być może tunele i stacje podziemnej kolei chciano wykorzystywać jako schrony dla ludności cywilnej.
Wiercenia geologiczne rozpoczęły się już w 1927 roku, jednak przerwał je kryzys ekonomiczny. Do projektów powrócono jedenaście lat później, gdy utworzono Biuro Studiów Kolei Podziemnej. Rok później rozpoczęła się II wojna światowa.


Komentarze
Pokaż komentarze (3)