Św. Barbara, patronka górników, nieprzypadkowo uznana została za orędowniczkę osób bezrobotnych. Od wielu lat Kościół w Polsce 4 grudnia modli się za pozostających bez zatrudnienia. Szkoda tylko, że w ten dzień zapominają o nich przywódcy z politycznego świecznika.
To zastanawiające. Dlaczego ani prezydent, ani premier nie mieli cywilnej odwagi pojechać na Śląsk? I to w dodatku w dzień patronalnego święta górników. Szef rządu Donald Tusk uznał, że najlepszą formą złożenia życzeń wielkiej rzeszy pracujących pod ziemią – będzie strona internetowa Kancelarii Prezesa Rady Ministrów. „W tym dniu chcę wam życzyć przede wszystkim bezpiecznej pracy. Wasze bezpieczeństwo będzie dla nas zawsze priorytetem” - powiedział między innymi w nagraniu wideo.
O tym, że praca górników jest trudna i niebezpieczna, nie sposób nie mówić. Tak samo zresztą, jak o tym, że jest nisko opłacana. Ale o tym premier ani razu nie wspomniał. Nie wspomniał też o tym, że już niebawem, za sprawą tzw. „limitów dwutlenku węgla” znacząca część braci górniczej będzie musiała poszukać innego zajęcia. Już w przyszłym roku mogą zacząć się pierwsze zwolnienia. Niewykluczone, że górnicy podzielą los tysięcy stoczniowców z likwidowanych w 2008 roku zakładów Polskiego wybrzeża.
Ale największą kreatywnością w unikaniu spotkań z zagrożoną grupą społeczną wykazała się Kancelaria Prezydenta. Bronisław Komorowski, jakby wbrew tradycji odwiedził Lubelszczyznę, a nie górniczy Śląsk. Spotkał się z pracownikami kopalni Bogdanka, zaopatrującej w węgiel elektrownię Kozienice (we wschodniej części Mazowsza). Choć od niedawna jest ona sprywatyzowana, zatrudnia stosunkowo niewielką liczbę górników. Ale produkcja węgla jest opłacalna. Roczny zysk firmy sięga 200...300 mln złotych. Można by tylko pogratulować.
Barbórka to tradycyjne święto górników, obchodzone w Polsce. To szczególny dzień dla blisko 200 tysięcy pracowników zakładów górniczych. Wśród nich, oprócz wydobywających węgiel kamienny i brunatny, są także pracownicy kopalń soli, rud cynku i ołowiu miedzi. Niezadowolona z ostatnich „posunięć” premiera jest właśnie ta ostatnia grupa. Niepokojące są zapowiedzi opodatkowania kopalin, a także słabnące wyniki finansowe KGHM-u.
Nic więc dziwnego, że przywódcy z tzw. świecznika nie odważyli się pojawić na Śląsku. Ta grupa polityków jest dosłownie znienawidzona przez pracowników kopalń. Być może taką decyzję politycy podjęli po ostatnich doświadczeniach spotkania z byłymi stoczniowcami w Gdyni czy mieszkańcami Szczecina. Niemal rok temu – 17 grudnia ubiegłego roku prezydent Bronisław Komorowski został wygwizdany przez przybyłych na obchody 70. rocznicy strajków na Wybrzeżu. Od tego czasu co raz rzadziej pojawia się podobnych uroczystościach.
Z ciepłym powitaniem i przychylnością spotkał się z kolei prezes PiS Jarosław Kaczyński. Złożył kwiaty przed Pomnikiem Porozumienia Jastrzębskiego, przed kopalnią „Zofiówka” w Jastrzębiu Zdroju. W ten sposób oddał też hołd górnikom, ranionym przez milicyjne kule podczas pacyfikacji tej kopalni w grudniu 1981 roku.
Tekst ukazał się na portalu "prawy.pl"



Komentarze
Pokaż komentarze (4)