mwalczyk mwalczyk
393
BLOG

Cała prawda o euro!

mwalczyk mwalczyk Gospodarka Obserwuj notkę 0

Tekst pochodzi z portalu prawy.pl

 

Rząd kolanem dopycha Polskę do zgubnej polityki monetarnej, strasząc poważnymi skutkami kryzysu. Cichaczem pojawia się najbardziej pożądana informacja o tym, jak bardzo sami Polacy zainteresowani są wejściem do strefy euro. Wydawać by się mogło – news dnia!  A w mediach głucha cisza.

Za jednym z ekonomicznych portali informujemy naszych Drogich Czytelników, że oto jeden z ośrodków badania opinii publicznej policzył, że zdecydowana większość Polaków nie chce wprowadzenia euro w naszym kraju. Aż 62 procent badanych uznało, że wprowadzenie europejskiej waluty będzie niekorzystne dla naszego kraju. Zaledwie 12 procent twierdzi, że sytuacja poprawi się, gdy eurowaluta zastąpi złotego.

Najbardziej jednak poraża nie ilość przeciwników, ale szybkość, z jaką ich przybywa. Otóż zaledwie w ciągu niecałych dwóch miesięcy od ostatniego badania odsetek ten wzrósł aż o 9 procent! W październiku tego roku przeciwników było nieco ponad połowa ankietowanych (53 procent). Warto jednak zauważyć, że znacząco spadła liczba osób korzystnie oceniających przyjęcie euro – z 15 procent do 12., oraz tych, którzy w jej przyjęciu nie widzą niczego dobrego, jak i niczego złego – z 25 procent do 19.

Z opracowań wynika więc jasno, że mimo ostatnich działań rządu, który z ogromną determinacją próbuje wepchnąć Polskę do „zaszczytnego” grona posługującego się jednolitą walutą, Polacy co raz bardziej utwierdzają się w przekonaniu, że nic dobrego z tego członkostwa nie wyniknie.

Ale co tam... Przecież „ciemny oraz zaściankowy naród” nie ma nic do gadania, bo na „niczym się nie zna”. Tymczasem, gdy przypatrzymy się podobnemu sondażowi wykonanemu trzy tygodnie temu, po wyborach parlamentarnych w Hiszpanii, zauważymy podobne tendencje co u nas.

Jak się okazuje, aż 70 procent badanych przez niezależny królewski ośrodek uznało, że wspólna waluta nie przyniosła korzyści dla Hiszpanii. Zaledwie 28,5 procent ankietowanych uznało, że wprowadzenie wspólnej europejskiej waluty przyniosło jakieś korzyści dla kraju. Warto przypomnieć, ze 1 stycznia 2012 roku minie dokładnie 10 lat obowiązywania wspólnej waluty europejskiej.

Ankietowani, jako sprawców złego oddziaływania europejskiej waluty na gospodarkę Hiszpanii wymieniają na pierwszym miejscu inwestorów spekulujących na rynku papierów dłużnych państwa a następnie... hiszpański rząd!

Wróćmy do Polski. Wyniki pokazują, że wśród zwolenników eurowaluty nie ma wyraźnego przełożenia na wyniki wyborów parlamentarnych i poglądy polityczne. Za wprowadzeniem euro w Polsce opowiada się zalewie 26 procent głosujących na Platformę Obywatelską. A zatem stanowią oni mniej więcej połowę elektoratu z ostatnich wyborów parlamentarnych.

Czyżby rząd zrozumiał ten problem, poczuł „pismo nosem”, nagle stosując różne sztuczki propagandowe, by zmusić nieprzekonanych do pozytywnego myślenia o nieuchronnej zmianie waluty? Wygląda na to, że właśnie taką taktykę na najbliższe miesiące obrał premier wraz z podległymi mu ministrami. Tylko patrzeć, jak odpowiednio „urobiona” opinia publiczna zacznie nagle dostrzegać pozytywne skutki wprowadzenia eurowaluty!

Ale będzie to wciąż ta sama, skompromitowana waluta europejska, od której dziś ma zależeć być albo nie być całej Unii Europejskiej. Waluty, na ratowanie której trzeba wyłożyć grube miliardy z naszych kieszeni, choć tak naprawdę nie wiemy czy w ogóle taki wydatek się opłaci. Co gorsza – nie wiemy jeszcze ile tych pieniędzy dokładnie Narodowy Bank Polski oraz rząd wydrenuje z naszych kieszeni.

Temat ten w najbliższych tygodniach będzie powracał rykoszetem, tym bardziej, że co raz więcej ekspertów ostrzega przed zgubnymi skutkami takiej operacji. W wywiadzie dla jednego z dzienników, były wiceminister finansów, dr Cezary Mech twierdzi, że dokładanie się krajów niebędących w strefie euro do jej ratowania jest po prostu nie fair. „Obserwujemy odejście od zasad sprawiedliwości w relacjach między krajami Unii. Sprawiedliwość wymaga, aby dłużnik i wierzyciel sami ponosili odpowiedzialność za swoje zobowiązania. Dłużnik powinien je spłacić, a jeśli wierzyciel pożyczył mu zbyt wiele – to na własną odpowiedzialność i także powinien ponieść konsekwencje” - mówi.

Wiele do myślenia daje też porównanie, zresztą w podobnym stylu, zaprezentowane przez jeden z tabloidów, który pyta: dlaczego mamy pomagać Grecji, mimo że najniższa emerytura w tym kraju wynosi 2200 zł, a w Polsce – zaledwie 730 zł? Gazeta przypomina także, że Grecy mają jeszcze kilkanaście innych przywilejów, o których w Polsce nawet nikt nie odważyłby się pomyśleć...

Choć to spore uproszczenie – wręcz populizm – ale jednak wymowna figura retoryczna, będąca bodźcem do poważnych dyskusji o kondycji polskiej gospodarki w kontekście Unii Europejskiej.

Michał Polak
źródło: www.bankier.pl, www.fakt.pl, www.naszdziennik.pl

 

tekst ukazał się na portalu: www.prawy.pl

mwalczyk
O mnie mwalczyk

Moje teksty można także znaleźć pod adresem: www.prawy.pl

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze

Inne tematy w dziale Gospodarka