48 urzędników, w tym aż sześciu dyrektorów! Mieli przygotować plany wprowadzenia kolei dużych prędkości w Polsce. Te miały ruszyć już za 8...9 lat. Decyzją ministra Nowka inwestycja odwlecze się w czasie o kolejne do 2030 roku. 55 milionów złotych już wyrzucono w błoto.
Decyzje o powołaniu dożycia Centrum Dużych Prędkości zapadły jeszcze w poprzedniej kadencji. Powstanie nowej instytucji zajmującej się wdrażaniem planów przyspieszenia na polskich torach forsował rząd Donalda Tuska na czele z podległym mu ministrem infrastruktury Cezarym Grabarczykiem. Pierwsze superszybkie pociągi miały pojawić się trasach między największymi aglomeracjami – a więc Poznaniem, Wrocławiem i Warszawą już w 2020 roku. To i tak zdecydowanie później niż w innych państwach europejskich!
Następca ministra Grabarczyka – Sławomir Nowak uznał, że Polskim kolejom takie przyspieszenie jest niepotrzebne, i swoje urzędowanie zaczął od wyhamowywania. Zamiast za 8 lat, szybka kolej pojedzie dopiero za 18. -Na mój wniosek przesunięto rozważanie nad projektem Kolei Dużych Prędkości na po 2030 roku – oznajmił tydzień temu minister Nowak.
Ale pieniądze na inwestycje związane z uruchomieniem Centrum Kolei Dużych Prędkości już zostały wydane. A skoro nie będzie z nich żadnego pożytku oznacza to, że zostały wyrzucone w błoto. Tylko w mijającym roku wszystkie pensje pochłoną 3,6 mln złotych, a łączne koszty utrzymania jednostki mają sięgnąć 5 mln złotych.
więcej na portalu: www.prawy.pl


Komentarze
Pokaż komentarze