Mr Gumby Mr Gumby
40
BLOG

Dziel, grupuj i rządź

Mr Gumby Mr Gumby Polityka Obserwuj notkę 2

Zwykło się przyjmować, że metoda divide et impera ma swoje korzenie w Rzymie, choć w wymiarze międzyludzkim występowała pewnie już na poziomie hordy homo głęboko nie sapiens. Nieoceniona jako proteza blogera polska Wikipedia podaje, że jest to „taktyka silniejszych i zwierzchnich ośrodków władzy, które bronią swej pozycji osłabiając walkami opozycję”. Ha, nie tylko; może to być doskonała taktyka dla instytucji słabych, które dzięki niej dopiero mogą stać się silniejsze i zwierzchnie. O tym, że D&I ma się dobrze przekonałem się dobrych parę lat temu dzięki Internetowi.

Załóżmy model, w którym medium masowej komunikacji jest lub stara się być ośrodkiem władzy, a konsumenci informacji mają się stać tej władzy przedmiotem. Może to dotyczyć gazety czy kanału TV, jednak w przypadku Sieci (portale…) jest łatwe do obserwowania, ponieważ reakcje odbiorców są w dużej części uzewnętrzniane – w formie komentarzy.
Ponieważ nie chcę zostać sklasyfikowany już teraz jako zwolennik teorii spiskowych, założę, że celem medium nie jest zdobycie władzy czy wywieranie wpływu związane z jakimś ukrytym celem. Powiedzmy, że sam szum, towarzyszący podawanej informacji jest dla medium cenny, jako zwiększający jego oglądalność, cytowalność itd. Z takim założeniem może zgodzić się najchłodniejszy sceptyk.

Przypadek konkretny i reprezentatywny. Kilka lat temu były mocno dyskutowane przepisy dotyczące odliczania kosztów zakupu pojazdu i paliwa dla firmy. Propozycje zmian były na portalach opisywane – i komentowane. Nie jest tajemnicą, że duża liczba samochodów firmowych prowadzi drugie życie – jako auta rodzinne dla jednoosobowych działaczy gospodarczych.
Komentatorzy błyskawicznie dzielili się na wrogie obozy. Pierwszy z nich, nazwijmy ich umownie etatowcami, wszystkich posiadaczy aut „z kratką” wrzucał do wora pt. cwaniacy. Oszuści! – krzyczeli etatowcy – kupujecie sobie te wypasione bryki, nie płacicie od nich VATu, wrzucacie je sobie w koszty. A jeszcze paliwo macie taniej! A wozicie się nimi w niedzielę do kościoła i w wakacje nad morze!
Biznesmani nie pozostawali dłużni. Rzadko kiedy zresztą odpowiadali rzeczowo, choćby argumentem, że VATu nikt im nie darowuje, że po prostu wpłacają fiskusowi mniej podatku wypracowanego przez siebie. Ograniczali się zwykle do odpyskowania, że prowadzenie w Polsce jednoosobowej firmy to nie bajka, zwłaszcza gdy się zatrudnia takich… - tu następowały epitety, a dyskusja nieuchronnie zbaczała z tematu. Bo i etatowcy, uniesieni zapałem, rychło przypominali sobie o wszystkich krzywdach, rzeczywistych i subiektywnych, których doznali od swoich przełożonych. Po zakończeniu wątku jedni i drudzy pewnie wracali do swoich zajęć, maskując nienawiść do przedstawicieli drużyny przeciwnej, spotykanych w życiu realnym.

Nikt nie zdobył się na refleksje, że może przepisy nie są sprawiedliwe, że ci drudzy też nie mają łatwo. O słownictwie i poziomie kultury nie warto wspominać, ale przerażający był dla mnie dodatkowo brak logiki i nieumiejętności wnioskowania i prawidłowego zbijania argumentów przeciwnika. Często były to chwyty w stylu słynnego barejowskiego „i pijak, bo każdy pijak to złodziej!” (To zresztą bardzo popularne zagranie erystyczne do dziś, w ciemno obstawiam, że codziennie można na onet.pl znaleźć przypadek sklasyfikowania rozmówcy jako mohera/platfusa a następnie włożenia mu w usta tego czego nie powiedział - na podstawie jednego zdania, pasującego do stereotypów.)

I nie mogłem się pozbyć wrażenia, że taki podział i konflikty są ważne nie tylko dla portalu, któremu nabijają licznik odwiedzin i kliknięć w banery. Że jeśli ktoś tym całym cyrkiem rządzi, to na rękę mu jest takie naparzanie rządzonych między sobą. Głupia komuna próbowała kiedyś trzymac wszystkich za twarz, jednocześnie martwiąc się, że nie jest kochaną. Nowy ustrój jest o niebo mądrzejszy: kochać mnie nie musicie, a za twarz trzymać się będziecie sami nawzajem.

W najprostszej odmianie reguła D & I wykorzystuje podziały zastane. Oczko wyżej jest dopiero sztuczne stworzenie grup pasujących do przyjętych założeń. I przesuwanie ludzików z jednej do drugiej. Czyli nie tyle dzielenie, co grupowanie.

Mój kolega, niegłupi facet przed trzydziestką, nie krył zadowolenia z wyniku ostatnich wyborów. Za kaczorów czuł, powiada, jak narastał totalitaryzm. Nie jest dobra, wywodził, sytuacja, w której każdy, kto choć trochę się wyróżnia, może trafić do aresztu pod dziwnymi zarzutami.

Świadomie, czy nie*, myślał on schematem mile widzianym przez swoich lepiej sytuowanych kolegów, wtedy dużo bardziej realnie od niego zagrożonych aresztem. Przy okazji zaczęcia wielkiej gonitwy za Ryszardem Krauze, Fakty TVN zaprezentowały krótki felieton, którego myślą przewodnią było: teraz będą zamykać bogatych. I wielu faktycznych gołodupców mogło się, oglądając go, poczuć jak krezusi. Macie przecież, mówili słowem i mimiką dziennikarze, coraz więcej pięknych domów, macie coraz lepsze samochody. Robicie zakupy w ekskluzywnych sklepach! To co, to teraz was będą inwigilować, zabierać wam będą! Zaczęli od Ryśka, a skończą na piekarzach i mechanikach samochodowych! Ba, w którymś momencie próbowano nawet rozciągnąć znaczenie słowa oligarcha, ale nie było to kontynuowane. A szkoda. Usłyszeć dwudziestoparolatka jak dumnie mówi o sobie, że jest wykształciuchem i oligarchą – bezcenne!

Przyjaciele, nie będą zabierać, nie będą inwigilować. Nie dlatego, że przegrali wybory. (Wygrani nie są pod tym względem lepsi. Tylko styl zabierania będzie inny.) Możecie spać spokojnie, bo wasze podobieństwo do Ryśka Krauzego polega na tym, że obaj przychodzicie do pracy w garniturze. Tyle tylko, że wasze są warte mniej niż jego krawat. Byliście potrzebni jako koledzy, w sztucznie utworzonej grupie tzw. nowej klasy średniej. Macie ładne domy, na kredyt. Macie porządne samochody, na raty. Macie się za coś lepszego od waszych rodziców – no może nie tak dosłownie, powiedzmy: od typowych przedstawicieli ich pokolenia – i od buraków ze wsi. Niesłusznie. Dla tych na górze jesteście taką samą mierzwą. No, może lepiej pachnącą, taką, której nie trzeba się brzydzić.

Historia nasza zna podobne „ugrupienie”. O I Rzeczypospolitej chętnie mawia się: szlachecka. Guzik prawda. Od Wazów najpóźniej była republiką magnacką. Mógł karmazyn tokować o szlacheckim braterstwie i równości. Winem poić panów braci. Koszt takiego marketingu żaden. Ale już na sejmikach twardo pilnował swoich interesów. A gdy któryś z szaraków próbował egzekwować rzekomą równość – kończyło się to dla niego niedobrze. Problem w tym, że tak mało wykształconych czyta dziś Jasienicę czy Łozińskiego. A nawet jak czyta, to przecież to jakieś dawne sprawy, teraz mamy prawdziwą demokrację.

Widać taki już nasz charakter narodowy.

*) Parę akapitów wyżej zostawiłem otwartą sprawę, na ile świadome było utożsamienie się oligarchów małych z dużymi. Kwestia, jak przesiąkamy przekazem, chodzi mi po głowie i postaram się wysmażyć coś następnym razem.

Mr Gumby
O mnie Mr Gumby

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (2)

Inne tematy w dziale Polityka