Dawno temu to czytałem, jako pacholę, jeszcze w poprzednim ustroju. I bardzo mnie cieszyło, że to fikcja literacka sprzed lat. A nawet jeśli się opiera na faktach, to przecież było dawno temu i za cara.
U nas zaś ludzie wykształceni i nie ciemni przecież. Gdzieżby tam kto chciał w Polsce takiej szkody narobić dla jakiegoś tam ciągarka.
Prawda?
Nieprawda.
W Raciborzu parę lat temu kilkuletnia dziewczynka wpada do kanału odpływowego. Zwłoki zostają znalezione bodajże kilometr dalej. W innym miejscu, nazwy którego w tej chwili nie pamiętam, matka z dzieckiem na ręku nie mieści się do otworu, więc rzecz kończy się wstrząsem mózgu i złamaniem. W obu przypadkach ciężkie żeliwne kratki przydały się złomiarzom.
Piekary Śląskie pozbawione na kilka godzin prądu, bo inny złomiarz ukradł muterkę, a może i inne elementy ze słupa wysokiego napięcia. Wysokiego, podkreślam, czyli nie 400 V doprowadzanych z transformatora do osiedla, ale dziesiątek kV biegnących między masywnymi stalowymi wieżami. Jakże wartościowymi.
W Bytomiu w nocy ginie z zabytkowego cmentarza stuletnia figura płaczącej kobiety. Unikalne dzieło sztuki, przepraszam za parle franse, funeralnej. Pusta w środku - to wada, bo mniej można za nią dostać w skupie metali kolorowych, ale i zaleta - łatwiej pociąć piłką i sklepać młotem. Może nikt nie pozna. Poznali. Niewiele to dało - odtworzenie zabytku graniczyłoby z cudem.
Ale to tylko patologie jakieś, prawda?
Nieprawda. Nie tylko.
Ten sam Górny Śląsk. Wbrew stereotypom - pełen miejsc zielonych. Sarny, zające, bażanty, śmieci. Góry śmieci. Śmieci sprawnie zapakowane w worki, albo przywiezione luzem, gruz. Wyrzucone na skraj lasu, do rowu, na łąkę. Przez zacnych obywateli, płacących podatki i niekaranych.
A pół Polski - pokryte graffiti. Może jeden procent z nich reprezentuje jakiś poziom. Z reguły zresztą te lepsze są umieszczane niekonfliktowo - na ogrodzeniach, transformatorach. Pozostałe 99% - to zwykłe odciski brudnych mózgów na cudzej własności.
Co łączy złomiarzy, śmieciarzy, bazgrolarzy?
Stosunek ich zysku do wypchniętych na zewnątrz kosztów. Kosztów często niewymiernych.
Kratka ściekowa w skupie? Może 12 złotych. Naprawa szkody? Pewnie z pięć razy tyle.
Rzeźba z brązu na złomie? Może kilkadziesiąt PLN. Naprawa? Niemożliwa.
Wywóz śmieci? Zyskujemy na usłudze, tracimy trochę kalorii. Naprawa? Spróbujcie wyzbierać z trawy zawartość pięciu worów ze śmieciami tzw. komunalnymi.
Albo dzika radość pseudoartysty z upstrzenia muru, kontra koszty tegoż muru odnowienia.
Czy jest na to jakaś rada? Wg mojego zbolałego mózgu - owszem.
Po pierwsze, skończyć z pobłażliwym traktowaniem sprawców. Analogicznie do niesławnej klauzuli o niskiej społecznej szkodliwości czynu, wprowadzić zapis o szkodliwości - czy ja wiem? - niewspółmiernej, nadmiernej - niechże nasi renomowani karniści wymyślą jakiś zręczny termin. Taka kwalifikacja wykroczenia powinna automatycznie podnosić wymiar kary.
Po drugie: uderzać punktowo. Często pojawia się tłumaczenie: przecież wszystkich i tak się nie wyłapie. Pewnie, że nie. Chodzi o to, żeby złapać jednego. A kara na niego nałożona, powinna powetować straty spowodowane przez dziesięciu. Czy to takie trudne, znaleźć eksperta, który stwierdzi autorytatywnie, że liternictwo na naściennym bohomazie jest identyczne jak na kilku innych? O bratku, recydywa, bulisz za czyszczenie fasad całej ulicy. Następny pięć razy się zastanowi, zanim kupi spray.
Po trzecie: dopuszczać kary odpowiednie do poziomu umysłowego sprawców. Więzienie dla degenerata przekuwającego stuletni zabytek na flaszkę to przecież jak podarunek od losu: dadzą jeść i piżamkę, natrysk dwa razy w tygodniu. Tam gdzie to możliwe, wymagać naprawienia szkód, wręcz z naddatkiem - np. wywóz śmieci z całego lasu. Powrócić do starych sprawdzonych metod: chłosta, pręgierz. Czyli to, co do ograniczonych mózgów przemawia. Zapomnieć o naiwnym przekonaniu, że to są ludzie równi pozostałym. Należy w nich po prostu wyrobić odruch warunkowy: zły czyn - ból grzbietu. Że to średniowiecze? Cóż z tego, widział kto w średniowieczu graffiti czy plastikowe butelki w lasku?
Jeśli ktoś uważa, że wykroczyłem poza zakres tematyczny portalu, to może się zastanowić, w jakim stopniu nasza klasa rządząca wykazuje cechy złomiarzy czy śmieciarzy. Moim skromnym zdaniem - w dużym. Jak wysoka jest ich szkodliwość społeczna, mierzona współczynnikiem przyszłych kosztów w stosunku do doraźnego zysku? Moim skromnym zdaniem - wysoka.
Sęk w tym, że próby wychłostania może by im przywróciły właściwą optykę, ale, wobec otaczających ich chłopców z BOR, są skazane na niepowodzenie.


Komentarze
Pokaż komentarze (5)