Żucie gumy w kościele uważam za przejaw braku ogłady. Podobnie jak przyjście na ślub w klapkach czy porykiwanie do komórki w miejscu publicznym.
Z powyższego wynika, że jestem starym zgredem i faszystą, który:
- chce zabronić produkcji i importu gumy do żucia,
- wprowadzić nakaz chodzenia w czarnych półbutach,
- cofnąć Polskę technologicznie do epoki budek telefonicznych.
Implikacja powyższa opiera się na żelaznej logice, którą od dwóch dni prezentują media i ich konsumenci w związku z wypowiedzią Dużego Kaczora na temat głosowania przez Internet.
Streszczając: Kaczor jest wrogiem Internetu, piwa i pornografii.
Na ten żałosny chwyt łapie się nie tylko napędzana browarem i sterowana Onetem przyszłość narodu, ale nawet wierny pisowiec Rybitzki w ostatnim tekście.
Pisałem kiedyś o mechanizmach dzielenia przez grupowanie. Otóż i mamy wspaniały przykład nowej sztucznej walki klas: internauci kontra zły Jarosław. Korzystasz z Internetu? I twoi koledzy korzystają? I fajny on jest, ten Internet? A piwko lubicie? I na ładną laskę spojrzeć, co, he? No widzisz, a Kaczor nie lubi, karzeł zapluty, on by wam tego najchętniej zabronił.
Płakać mi się chce nad:
- mediami, które mają w dupie rzetelność,
- stadem baranów, które dają się pędzić we wskazanym kierunku, z poczuciem, że są wolne jak dzikie mustangi,
- i samym Kaczyńskim, który przez dwa lata nie zdążył się nauczyć, że najdrobniejsza jego niezręczność zostanie przedstawiona jako dowód jego choroby umysłowej, kompleksów czy ciężkich przeżyć z dzieciństwa.


Komentarze
Pokaż komentarze (3)