(...)
Zająknęła się, zarumieniła się ogniściej niż kiedykolwiek i szeptem prawie dokończyła:
- Donek jest mar... mary... Boże, jakże się to nazywa? zawsze zapominam!... mar... marihuanistą!
B. wielkimi oczami na nią patrzał.
- A cóż to za diabeł? - zapytał. - Nigdy nie słyszałem...
Cicho, jąkając się, z wielkim żalem wyszeptała to, co o tym przedmiocie od kuzyna swego wiedziała, usprawiedliwiać go usiłując. Chorował bardzo przed laty, zagraniczni doktorowie też przeklęty zwyczaj mu zaszczepili...
B. wąsa w dół pociągnął.
- Prosto z mostu mówiąc... pijakiem jest! - sarknął.
Aż wstrzęsła się, tak ją wyraz ten zabolał. Ależ doprawdy, on nie winien, że go ten wielki świat do tego doprowadził i wielka fortuna na takie pokuszenia i awantury naraziła. Pragnie wyleczyć się, próbował już nieraz, bo wstyd mu samego siebie i życia młodego żal... ale dotąd nie mógł. (...)
Tu redaktorka Newsweeka splecione ręce w górę wzniosła.
- Zrażać! o Boże! - zawołała. - To, o czym dowiedzieliśmy się, czyni pana Donalda więcej jeszcze interesującym... obudza jeszcze żywszą dla niego sympatię, bo świadczy o naturze pragnącej wyrwać się z więzów szarej rzeczywistości, upajać się choćby snami o tym, co piękne, wzniosłe, poetyczne! Z takim człowiekiem dzielić życie, razem z nim kochać, marzyć...
- Może i upijać się! - mruknął pod wąsem B. (...)
(Tom 3, rozdział V; skróty redakcyjne - Mr Gumby)


Komentarze
Pokaż komentarze (6)