Siostra Aldona Kulanka spojrzała wyczekująco.
- Już, już, dwa zastrzyki, akt zgonu i do domciu.
- Pośpieszmy się, doktorze, straciliśmy na niego wystarczająco dużo czasu.
- Tak, te głupie protesty.
Podszedł do łóżka, na którym leżał stary człowiek.
- No jak tam, dziadku, gotowy na ostatnią podróż?
Siostra Kulanka podeszła z tacką.
- Właściwie ten cały książę miał trochę racji. Sprawdziłam w karcie, on jeszcze nie ma osiemdziesięciu lat.
- Po pierwsze, nie „książę", tylko „ksiądz" - poprawił ją dobrotliwie doktor Wycior. - A po drugie, faktycznie brakuje mu roku, ale jak siostra widzi, jest po wylewie. Prawo zezwala w takich wypadkach na eutanazję. Tym bardziej, że nikt nie chciał się starym grzybem zająć - zaśmiał się. - Gdyby mógł mówić, na pewno nie protestowałby. Co nie, dziadku?
- Prawo to rzecz święta - potwierdziła z przejęciem siostra Aldona. - Bardzo dobrze, że policja przegoniła tych okropnych ludzi z transparentami.
- Nie tylko przegoniła, ale i wsadziła. Na drugi raz odechce im się protestować przeciwko dobrej śmierci. No, siostrzyczko, pierwszą strzykaweczkę poproszę.
Stanął nad starym Marutim - Pierwszy przynosi sen, drugi wyłącza serduszko. Nic nie poczujesz.
Maruti wyglądał jakby bardzo chciał coś powiedzieć. To co sobie myślał stary, zaprawiony w salonowych dyskusjach lewicowiec, pozostawało zagadką. I na zawsze miało nią pozostać.
Ten tekst powstał w reakcji na umiłowanie praworządności prezentowne dziś we wpisie niejakiego Marutiego. Oczywiście czytelnicy mogą spróbować rozwikłać końcową zagadkę w komentarzach.


Komentarze
Pokaż komentarze (4)