Trwająca od kilku dni ożywiona wymiana zdań na temat ciężarnej czternastolatki nie powinna dziwić uważnych czytelników internetowych forów. A jeszcze mniej postawa dopuszczających w tym wypadku aborcję. Wystarczająco często atakowali przecież swoich przeciwników argumentem: a czy zmuszałbyś do urodzenia dziecka zgwałconą nastolatkę? (Może sugeruję się chwilą, ale nie dam głowy, czy nie padał najczęściej przykład właśnie dziewczęcia czternastoletniego.) Było to oczywiście zagranie polegające na sprowadzeniu całej dyskusji nad aborcją do najbardziej drastycznego i ekstremalnego przykładu. Podobnie w dyskusji nad eutanazją podawane są przypadki najbardziej drastyczne, z nieodzownym leitmotywem wymiotowania kałem.
Problem polegał na tym, że najwidoczniej gwałciciele wybierają dziewczęta bardziej posunięte w latach. Aż tu nagle - co za szczęśliwy dla sił postępu zbieg okoliczności! - jakiś smarkacz zrobił kuku koleżance ze szkoły. Zgwałcił czy nie, ważne, że ma aparaturę, a i siniaków parę zrobił. Nietrudno sobie wyobrazić, jak na kolegium redakcyjnym pani Pochrzęst ze wzruszeniem mówi do dyżurnego rednacza: mamy ją! Mamy naszą czternastkę!
Tak więc nie dziwmy się sile i stylowi, walenia w ten bęben przez Wyborczą. Oni na to czekali i nie odpuszczą.
Przy okazji: w aktualnej dyskusji zdumiewa mnie jeszcze jeden argument proaborcjonistów - pomstowanie na czarnych, że po urodzeniu dziecka nie dadzą na pampersy i ogólnie stracą dla niego zainteresowanie. No zaraz, a co byście, kochani, chcieli? Żeby zapisali dziecko do zakonu i dali mu gustowny habicik? Jakoś dziwnie spokojny jestem, że pod odpowiednim ruchem batuty wrzeszczycie gromko jakie złe są wszelkie zasiłki dla bezrobotnych i że trzeba ograniczyć podatki, składki i renty dla darmozjadów. A tu nagle taka dziwna postawa roszczeniowa?


Komentarze
Pokaż komentarze (2)