8 obserwujących
288 notek
429k odsłon
530 odsłon

Sztuka Clyfforda Stilla i obsceniczny atak na jedno z jego dzieł.

Wykop Skomentuj8

Artystą zainteresowałem się, gdy kilka lat temu wpadł mi w ręce artykuł (opublikowany na portalu "Rynek i sztuka") dotyczący próby zbezczeszczenia jednego z jego największych dzieł. Portal pisał o tym zdarzeniu tak:  

„Każdy artysta marzy, aby jego dzieła budziły w widzach silne emocje. Jednak reakcja Amerykanki Carmen Tisch na obraz Clyfforda Still’a przyprawia o niedowierzanie. Kobieta została oskarżona o zniszczenie dzieła wartego ponad 30 milionów dolarów. Carmen Tisch odwiedziła muzeum poświęcone Clyfford’owi Still’owi 29 grudnia 2011 roku. Oglądając wystawę natrafiła na 1957-J-nr. 2, czyli jeden z najwspanialszych obrazów znajdujących się w placówce. Zgodnie z raportem naocznych świadków, w pewnym momencie kobieta zaczęła drapać dzieło, uderzać w nie, aż w końcu zdjęła spodnie i ocierała o powierzchnię obrazu pośladkami. Zwieńczeniem tego niezrozumiałego aktu, było częściowe zsunięcie pracy na podłogę i usiłowanie oddania na nią moczu. Jak zbadali eksperci, ekskrementy nie trafiły na szczęście na powierzchnię malowidła, jednak całkowity koszt przywrócenia płótna do dawnej świetności szacuje się na około 10 tysięcy dolarów. Nikt nie potrafi dokładnie określić, dlaczego Carmen Tisch zareagowała w tak nieprzewidziany sposób na widok obrazu.”

Still to (amerykański) malarz znacznie różniący się od innych mistrzów pędzla, ławkowca, brzytwy, czy farby lanej bezpośrednio na płótno. Jego inność polega chyba głównie na tym, że zauważył, iż wcale nie ma potrzeby, by zamalowywać farbą całej powierzchni płótna. I to był strzał w dziesiątkę, bo tym sposobem można było namalować wielkie dzieła zużywając (na ich stworzenie) taką ilość farby, która innym wystarczała na namalowanie zaledwie płócien wielkości średniej. Poza tym każdy chyba rozumie, że pokrycie np. połowy płótna farbą, to jest czysta oszczędność czasu i pieniędzy, a więc czysty zysk. Choć, aby oddać artyście sprawiedliwość - trzeba stwierdzić, że malował też płótna całkowicie pokryte farbą. Jego obrazy wyglądają np. tak:

image

albo też tak:

image

Z prawej strony w powiększeniu obraz wiszący w rogu sali wystawowej.

Pozwoliłem sobie pokazać to muzeum, bo znalazłem w materiałach, że mistrz zostawił po sobie kilkaset płócien i ofiarował je miastu Denver pod warunkiem, że władze stworzą dla ich ekspozycji specjalne muzeum... poświęcone wyłącznie jego twórczości.

Wiem, macie rację – rzeczywiście, oglądając zdjęcia z muzeum... przedstawiające dzieła mistrza, trudno obiektywnie ocenić jego mistrzostwo, a jeszcze trudniej się jego malarstwem zachwycić.

Wobec powyższego poniżej przedstawiam fragment słynnego (wspomnianego na początku notki) obrazu mistrza:

image

Sam obraz ma 9.5 metra szerokości i 13 metrów wysokości, więc myślę, że teraz już zaczynacie doceniać wielkość jego sztuki.

O samym artyście i jego sztuce autorka albumu „Jak czytać sztukę” – pisze tak:

 „Still korzysta z techniki gestu z wielkim wyczuciem przestrzeni i powagą, zwykle na bardzo dużych płótnach. Charakterystyczne dla jego malarstwa są nierówne kształty plam koloru, rozmieszczonego subtelnie z pełną świadomością zamierzonego efektu.”

Tak więc sami widzicie, że to coś na obrazach mistrza, to nie są byle jakie plamy, ale „technika gestu”, „subtelność”, „powaga” i „wyczucie przestrzeni”.

Clyfford Still jest zaliczany do przedstawicieli tzw. malarstwa barwnych płaszczyzn, ale jego obrazy (w większości) zdecydowanie się różnią od dzieł innych przedstawicieli tego nurtu w malarstwie, co widać na kolejnych przykładach sztuki malarskiej Stilla:

image

Przyznaję, że jeszcze nie rozgryzłem do końca stosowanej numeracji dzieł, ale już do mnie dotarło, że jest podobnie skomplikowana, jak same dzieła. Co do sposobu malarstwa, to pochwalę się, że doskonale Stilla rozumiem. Też wolę korzystać z „nierównych kształtów plam koloru”, bo wtedy – nawet, gdy człowiekowi zadrży ręka, nie trzeba dokonywać żadnych korekt, bo i tak żadna z osób postronnych tego nie zauważy, a z kolei fachowcom z branży nie przyjdzie nawet do głowy, że akurat nie taki był zamysł artysty.

Z tych przedstawionych powyżej przykładów - najbardziej przemówił do mnie PH-489 i też postanowiłem sobie stworzyć coś w tym stylu... tyle, że zupełnie niepodobnego do dzieł mistrza.

Moje dzieło wygląda mniej więcej tak:

image

Fakt, bardziej przypomina znaczek pocztowy bez „ząbków”, ale starałem się przy prezentacji mojego dzieła zachować odpowiednie proporcje w stosunku do wielkości płócien mistrza Clyfforda.

Zdjęcie tego samego obrazu (w parametrach nie wymagających użycia szkła powiększającego) umieściłem poniżej i od razu wyjaśniam – moje dzieło to coś na kształt abstrakcji ekspresyjnej, ale raczej nie jest to malarstwo barwnych płaszczyzn. Tymczasowo nazwałem je HB 2 (od nazwy ołówka, którego zazwyczaj używam do szkicowania).

image

Ps. – Obraz rozpoczynający niniejszy odcinek "Sztuki współczesnej i nowoczesnej na wesoło", to również moje dzieło. Nosi ono tytuł: - „U kresu – Armagedon”.

Wykop Skomentuj8
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale Kultura