Kiedy pani premier Ewa Kopacz ogłasza, że jej zdaniem nie jest możliwe ani dopisanie do w/w referendum dodatkowych pytań, ani jego odwołanie, minister jej rządu Marek Sawicki apeluje do prezydenta Dudy, by ten rozważył rezygnację z jego przeprowadzenia.
Portal tele.info pisze o tym tak:
„...minister rolnictwa zwrócił się do prezydenta Andrzeja Dudy, by ten rozważył rezygnację z wrześniowego referendum. – Apeluję o każdy potrzebny pieniądz. Żeby w sytuacji, kiedy mamy możliwość pomocy producentom, konkretnym obywatelom, nie wydawajmy pieniędzy na referendum – mówił. Jak dodał Marek Sawicki, najprawdopodobniej i tak okaże się ono nieważne, ponieważ do urn nie pójdzie wymagana większość, czyli ponad połowa uprawnionych do głosowania.
– Apeluję o to, żeby nie marnotrawić pieniędzy na gry polityczne, tylko rzeczywiście wspierać tych, którzy ciężko pracują – podkreślił szef resortu rolnictwa.”
No cóż, każdemu przydałoby się trochę grosza, ale czy to nie jest dziwne? Chciałoby się spytać, czy koalicja PO-PSL jeszcze wie, co robi, albo może bardziej zrozumiale - „czy leci z nami pilot?”.
Nie wiem, może to przegapiłem, ale jakoś nie przypominam sobie, by koalicjant Platformy protestował, kiedy przed drugą turą wyborów prezydenckich wzór stabilności i przewidywalności, Bronisław Komorowski poszedł „na całość” i zarządził referendum.
Prawda, że to wyrzucenie pieniędzy w błoto, jak widać dotarła nawet do ministra Sawickiego, dlatego postanowił się od pomysłu referendum zdystansować. Dlaczego dopiero teraz? – każdy chyba rozumie, że nie dlatego, iż pan minister tak wolno myśli.
Kampania wyborcza trwa, PSL dołuje, że aż miło, a wyrzuconych pieniędzy rzeczywiście żal. Czy to jest tylko gra obliczona na postawienie prezydenta Dudy w trudnej sytuacji, czy też może rzeczywiście PSL w związku z nadzwyczaj gorącą aurą mocno się poci, bo brakuje mu w ministerstwie pieniędzy, by przed wyborami ugłaskać i kupić rolników? – Nie mam pojęcia. Może być i tak, że koalicja faktycznie coraz bardziej pęka, ale w takiej sytuacji myślę, że akurat prezydent Duda nie powinien jej swoim działaniem wzmacniać.
Szkopuł w tym, że Beata Szydło wyszła z propozycją do pana prezydenta, aby do referendalnych pytań dopisać kilka dodatkowych – te pasujące PiS-owi, w sprawie których ostatnio społeczeństwo podejmowało inicjatywy referendalne. To by mogło podnieść frekwencję i stworzyć szansę, że będzie ono ważne, a odpowiedzi na pytania o sześciolatki w szkole, czy wiek emerytalny mogłyby uświadomić wyborcom, jak daleko władza Platformy i PSL-u rozminęła się z oczekiwaniami społeczeństwa. PiS by pewnie na tym zyskał, ale kiedy sobie pomyślę o tych wszystkich „ekspertach” w studiach telewizyjnych i radiowych, którzy udowadnialiby, że pan prezydent postąpił niegodnie, nadużył prawa itp. itd. – ta ewentualna korzyść mogłaby się okazać wątpliwa.
Co zrobić, aby wilk był syty i owca cała? Myślę, że pan prezydent wie jak rozwiązać ten problem i np. zarządzi w sprawie tych „dodatkowych” pytań następne referendum ustalając jego termin na dzień wyborów do sejmu i senatu.


Komentarze
Pokaż komentarze