Blog
Mrowisko tu i teraz
Recenzent JM
9 obserwujących 269 notek 383601 odsłon
Recenzent JM, 29 grudnia 2018 r.

Mistrz Opałka i „Detal...” za ponad dwa miliony złotych

1138 51 0 A A A

Sztuka współczesna i nowoczesna na wesoło (Roman Opałka)

Dzisiaj to mam faktycznie pod górkę, bo trudno pisać na wesoło o artyście, który (moim zdaniem) zmarnował czterdzieści sześć lat swojego życia na malowanie cyfr.

Wyobrażacie sobie? Jedno płótno za drugim (każde o identycznych wymiarach 196 x 135 cm) zapełnione namalowanymi, kolejnymi liczbami podobnej wielkości.

Myślę, że same uwiecznione na płótnie liczby to zbyt słaby przekaz, dlatego trzeba było dorzucić gratisowo jakiś wabik dla publiki. Opałka odczytywał więc głośno namalowane liczby nagrywając swój głos na magnetofon, a kiedy skończył - robił sobie fotkę, żeby udokumentować fakt, że podczas malowania danego płótna faktycznie się postarzał. Poszczególnym płótnom (zwanym „Detalami”) nadawał numer, który zawierał pierwszą oraz ostatnią namalowaną liczbę... i tak w kółko przez ostatnie czterdzieści sześć lat swojej egzystencji.

Wszystkie zapełnione liczbami płótna miały składać się na jeden całościowy obraz, czyli dzieło życia artysty. Aby poszczególne „detale” różniły się od siebie nie tylko odmalowywanymi liczbami, stopniowo rozjaśniał tonację farby stosowanej do ich malowania.

Na poniższym zdjęciu pozwoliłem sobie pokazać jak wygląda na przykład „Detal 3 065 461 – 3 083 581”.

image

Też uważam, że wypadło to dość blado i mało czytelnie, dlatego poniżej zamieściłem (w powiększeniu) fragment przedmiotowego „Detalu...”

image

Wiem, teraz też nie robi specjalnego wrażenia, ale niech was to nie zmyli, bo ten niewielki (jak na całe dzieło) „Detal...” został sprzedany w 2016 roku (dom aukcyjny DESA Unicum) za kwotę 2 300 000 złotych.

Myślę, że teraz zaczęliście wreszcie dostrzegać wagę artystycznego przedsięwzięcia Opałki... przynajmniej od strony biznesowej. Na każdym płótnie malował średnio około 126 840 cyfr, co daje (w przypadku tego akurat Detalu...) jakieś 18 złotych polskich za namalowaną cyfrę.

Czy to nie jest artystyczna koncepcja na miarę kury znoszącej złote jajka?  

Pomysł z „liczonymi obrazami” na swój sposób był genialny. Bo pomyślcie tylko - Roman Opałka nie musiał się więcej męczyć ciągłym szukaniem kolejnych tematów dla swoich prac, ani wymyślaniem dla nich nazw, bo te brały się jakby z automatu. Kolorystyka płócien i stosowana technika malarska została też w zasadzie określona na samym początku... czyli żyć, malować, sprzedawać i nie umierać. Dobrze płatna praca bez specjalnych stresów i zawirowań oraz święty spokój do samego końca, a ponadto uznanie artystycznego środowiska i spore grono czcicieli.

Jednak z drugiej strony... zasypiać z liczbami, budzić się z liczbami i pewnie śnić cyfrowe sny, to chyba bardziej „matrix”, niż normalne życie.

A z tym zarobkiem... czy to naprawdę aż takie kokosy? Kiedy wspomniany wcześniej „Detal...” został sprzedany za ponad dwa miliony złotych, to Opałka już od pięciu lat malował liczby po drugiej stronie życia. Zaś co do genialności strony biznesowej jego koncepcji... – to też nie jest to mistrzostwo świata. W 2015 roku „dzieło” (bez nazwy)... tzn. cztery czarne litery F O O L namalowane (przez Christophera Woola) w dwóch rzędach na bladym, niebieskawym tle – jakiś błazen, czy dureń kupił za prawie 17 milionów dolarów. To dopiero była „koncepcja”, choć samo dzieło Woola znawcy zaliczyli do dziedziny o nazwie „sztuka pełna postkonceptualnych idei”.

Nie myślcie, że sobie dworuję z Opałki, czy nawet Woola, bo jak kiedyś już pisałem, każdy ma prawo do wymyślania swoich koncepcji dla artystycznej (i nie tylko) działalności i każdy może swoje pieniądze wyrzucać nawet w błoto. Ale każdy też ma prawo do swojej indywidualnej oceny wyrobów artystycznych wystawianych w przestrzeni publicznej i ja nieśmiało sobie tylko z tego prawa korzystam.

Niektórych miłośników sztuki współczesnej – dzieła Opałki rzucają na kolana. Ja dostrzegam w nich tylko dość ciekawą koncepcję oraz sprytną akcję marketingową ubraną w szaty głębokiej zadumy nad przemijaniem.

Choć przyznaję, że pomysł Opałki na życie i jego „liczona” twórczość rzeczywiście skłaniają do przemyśleń. Jednak nie jestem pewien, czy akurat do takich, jak sobie to artysta zaplanował. Ja (na przykład) – zastanawiam się, czy było warto poświęcić czterdzieści sześć lat życia na malowanie liczb. Czy ta idea (albo program na życie, jak nazywają to niektórzy) polegająca na sprowadzeniu życia do ciągłego odliczania czasu, jaki pozostał człowiekowi, nim zabierze go z tego świata śmierć – jest warta ludzkiego istnienia? Dla mnie to jest raczej dołujące.

Memento mori... oczywiście, że zawsze trzeba mieć na uwadze fakt, że ziemskie życie kiedyś się skończy, ale żyć samym odliczaniem czasu do tego momentu i dokumentowaniem jego upływu, to chyba jednak jakiś rodzaj paranoi. Odbieram to, jak mozolną pracę nad tworzeniem swoistej „drabiny”, której każdy kolejny szczebel prowadzi twórcę coraz niżej... w głąb własnego grobu.

I jeszcze coś nie daje mi spokoju... taka niesforna, ale jednak nacechowana optymizmem myśl. Otóż zastanawiam się, czy to możliwe, żeby mistrz Opałka (przez tak wiele lat swojego życia) bawił się tylko kosztem „grubych ryb”... złapanych na wędkę ukręconą z liczb?

W każdym razie, malowane liczby z całą tą otoczką stworzoną przez artystę – mnie jakoś nie przekonują... ale być może miłośnicy sztuki mistrza Opałki, patrząc na jego cyfrowe obrazy mają zupełnie inne wizje, niż same cyfry... 

Zastanawiałem się nawet, jak mógłby wyglądać taki obraz, gdyby liczby zastąpić fragmentami barwnej, malarskiej materii... – może tak, jak ten przedstawiony poniżej? Nazwałem go „Kraina koloru – w wodach Morza Sargassowego”.

image

PS. W jednym z komentarzy (pod moją poprzednią notką) ktoś wspominał o fotografiach cyfrowych uzyskiwanych za pośrednictwem teleskopu Hubble`a. Wprawdzie dostępu do teleskopu nie mam, ale myślę, że obraz przedstawiony na wstępie notki spokojnie mieściłby się w tej konwencji. A tak przy okazji, to nie pogniewam się, gdyby ktoś podsunął mi jakąś ciekawą propozycję nazwy dla tej pracy.  

Skomentuj Obserwuj notkę Napisz notkę Zgłoś nadużycie
NEWSY - TOP 5

Ostatnie notki

Najpopularniejsze notki

Ostatnie komentarze

  • @maciekimaciek  Po pierwsze, nie "kosztem Strzemińskiego", bo jego to nic nie kosztuje, a ja...
  • @maciekimaciek  "... autopromocja na grzbiecie malarza" - ja bym nigdy nie użył takiego...
  • @ak pl  No cóż... rzeczywiście nie da się ukryć, że bardzo się różnią. Mam nadzieję,...

Tematy w dziale Kultura