Wiele osób było świadkami narodzin nowej Polski, III RP. Miała być niby lepsza, wolna. Coś na kształt Stanów Zjednoczonych. Po 20 latach mogę stwierdzić jedno, American Dream nie jest nam pisany, ani nawet Zielona Wyspa, choć tej nie wróżę świetlanej przyszłości.
Podczas pewnej rozmowy usłyszałam, że za granicą pracuje się kilka miesięcy cieżko by mieć później długi okres urlopowy, a w Polsce człowiek tyra jak głupi aby odpocząć dwa tygodnie Czy to już polska mentalność? Otóż nie. Polskie realia życia.
Ale żeby nikomu nie bylo smutno. Zawsze przecież mogliśmy żyć na Białorusi i mieć strach w oczach, czy też w Korei Północnej i śpiewać komunistyczne pieśni na urodziny Wodza. Stać po mięso w kilometrowych kolejkach z kartkami w dłoni, a za walutę mieć pół litra wódki.
W '89 roku obiecano nam wolność. Pod każdym znaczeniem tego słowa. Po latach już wiadomo, że to tylko mrzonki. jeśli ktoś się zbytnio wyłamuje z własnej grupy natychmiast zostaje spacyfikowany. Na naszych oczach rozgrywa się polityczne wojna na słowa. Ten temu coś obiecał, tamten znów nie wywiązał się. A wszystko to wina Tuska, bo Putin tak chciał. Ba! Mało tego, stajemy się częścią państwa kościelnego, gdzie na uroczystościach patriotycznych więcej "świętych" niż odpowiednich ludzi w odpowiednim miejscu. Państwa, którego autorytetem jest Anarchia, a celem - chaos.
Zatem nasz amerykański sen wygląda tak: pracujemy 6 dni w tygodniu za marne grosze, jeździmy na wczasy do mało znanych miejscowości, bo tak taniej i pijemy "piwo" za 1,39 zł, które nawet koło piwa nie leżało. Pracując uczciwie dorabiamy się co najwyżej garba na plecach, a na starość lądujemy w domach starców, gdyż nasze dzieci próbują tak jak my - spełnić swoje marzenia.


Komentarze
Pokaż komentarze