Podpisana przez Prezydenta ustawa o spółdzielniach mieszkaniowych umożliwia członkom spółdzielni wykupić je na własność za … kilkaset złotych. Dotyczy to ok. 900 tysięcy lokali.To w rzeczywistości rozdawnictwo przez rząd cudzej, bo spółdzielczej, własności, przypomina nieco działania komunistycznych władz po wojnie, gdy władze także dysponowały prywatnymi mieszkaniami, dokwaterując do nich osoby bez własnego dachu nad głową. Wtedy było to przynajmniej zrozumiałe w kontekście powojennego braku mieszkań w wyniku zniszczeń.
Dzisiejsze natomiast działanie jest przykładem skrajnej niesprawiedliwości społecznej.Zasoby mieszkalne spółdzielni są jej własnością i w dobie podobno kapitalistycznej ochrony własności prywatnej, to wyłącznie członkowie spółdzielni powinni decydować o swej własności.
Działanie rządu jest także niesprawiedliwe wobec tych członków, którzy wykupili mieszkania lokatorskie po znacznie wyższych cenach. Jest ich 2.600.000. Nie mówiąc już o osobach, które zakupiły własnościowe mieszkania spółdzielcze po cenach rynkowych, także za kilkaset … ale tysięcy, uzyskując również członkostwo spółdzielni.
I ten element członkostwa jest niezwykle ciekawy.
W myśl bowiem obecnej ustawy, osoba kupująca mieszkanie własnościowe nie musi zostać członkiem spółdzielni. Będzie więc mieszkać w bloku spółdzielczym, będąc osobą prywatną.
Należy się liczyć z chęcią szybkiego odsprzedania uzyskanych za symboliczne kwoty mieszkań, ale już 100 -200 tys. zł.- przynajmniej ich części.Dla mprzeciętnego obywatela będzie to interes życia.
Można sobie wyobrazić sytuację, gdy większość lokali spółdzielczych jest w rękach właścicieli nie będących członkami spółdzielni. Spółdzielnia nie będzie mieć sensu istnienia, ponieważ nie będzie mieć majątku, zarządy stracą rację bytu, ponieważ nie będą zarządzać, a tylko administrować własnością prywatną na zlecenie właścicieli. Własnościowe prawo do lokalu bowiem można bardzo szybko i tanio przekształcić w prawo własności.
Ustanie także możliwość budowy nowych mieszkań, bowiem wpływy z administrowania prywatnymi blokami na to nie pozwolą, a zresztą powołane przez właścicieli wspólnoty mieszkaniowe mogą równie szybko podziękować dotychczasowym zarządom i zatrudnić dowolnych zarządców ich własności.W efekcie działania ustawy także cały ciężar utrzymania i remontów mieszkań spadnie na ich właścicieli. Dotychczas spółdzielnia gromadziła od wszystkich członków środki na fundusz remontowy, co pozwalało jej sukcesywnie remontować bloki i mieszkania w kolejności potrzeb. Teraz obowiązek ten spadnie na wspólnoty mieszkaniowe, czyli stosunkowo małe grupy właścicieli dużych i drogich w utrzymaniu bloków mieszkalnych.
Nie bez powodu władze miast pozbyły się komunalnych kamienic, pozwalając mieszkania w nich wykupić najemcą także za symboliczną cenę. Dziś kamienicę z 8 mieszkaniami nie remontuje miasto z wpływów na fundusz remontowy ze wszystkich kamienic miasta, lecz musi to zrobić tych 8 właścicieli.
Powstaje także dylemat prawny: czy uchwalona ustawa nie prowadzi do działań przestępczych. W kapitalizmie własność mieszkania ustala rynek. Jak więc ocenić obowiązkową dla zarządu sprzedaż mieszkania wartego na rynku 200 tys.zł za 800 zł.?Jest to drastyczna, dla spółdzielni mieszkaniowej, utrata wartości majątku.
Co byłoby, gdyby minister sprzedał fabrykę wartą 1 mld. za 50 tys.?
OGRÓDKI DZIAŁKOWE
Jeszcze gorsza sytuacja jest w przypadku ogródków działkowych. Te, tworzone kiedyś na obrzeżach miast, w wyniku nieodpowiedzialnego rozbudowywania przez komunistów spółdzielczości mieszkaniowej, znalazły się … w samym ich środku. W dobie kapitalizmu są więc niezwykle łakomym kąskiem, czyli interesem do zrobienia. By go jednak zrobić, trzeba wpierw, wzorem spółdzielni mieszkaniowych, umożliwić dotychczasowym użytkownikom wykupienie ich za symboliczne kwoty. Działka taka, wykupiona za kilkaset złotych, natychmiast uzyskuje wartość kilkudziesięciu lub wręcz kilkuset tysięcy złotych / centrum Krakowa, Warszawy itp./. Kto z takich właścicieli, zazwyczaj zarabiających 800-1300 zł/m-c, nie ulegnie propozycji, rzeczywiście nie do odrzucenia, wielkiej korporacji budowlanej, która zaoferuje mu np. 100.000 zł.
Kupić za 500 zł. sprzedać za 100.000 – to jest interes!
Potentat budowlany bez zająknięcia wykupi takie pojedyncze działki np. za 20 mln. Lecz w całości teren ten, w środku metropolii, wart będzie 1 miliard, a po zabudowie…
W ten jednak sposób ogródki działkowe znikną błyskawicznie.
Michał Ostrowiecki



Komentarze
Pokaż komentarze (45)