Salomon osądzał mądrze, bo wyrokując miał na względzie nie tylko sprawiedliwość, ale również względy ludzkie i społeczne. Dziś Sąd Apelacyjny w Warszawie dał znakomity przykład na to, jak sądzić nie należy.
Równie mi daleko do Platformy jak i do PiS-u. Spot mi się nie podobał – bo był całkowicie oderwany od materii wyborów do euro parlamentu, był agresywny a nawet chamski. Z drugiej strony – sam chciałeś Grzegorzu Dyndało. Nie sposób twierdzić, że Platforma jest czysta jako łza dziewicy, sprawa Misiaka nie istnieje, a obywatel Grad wraz z małżonką nadają się na wzorzec obywatelskiej postawy.
Patrząc na zimno Wysoki Sąd mógł podjąć każdą decyzję, nawet taką jaką przedstawił w swym orzeczeniu. Jednak czy powinien? Moim skromnym zdaniem sąd wybrał najgorsze rozwiązanie jakie tylko jest możliwe. Dla mnie – prywatnie – to kilem kitu wisi, czy w sądzie wygrała Platforma, czy PiS. Ważne jest to, że wyrok rozpęta istne piekło. Platforma ma przechlapane, bo na miejscu spin doktorów PiS-u puszczałbym ten nieszczęsny spot na okrągło, wstawiając w miejsce zakwestionowane przez sąd blank (jak za czasów cenzury). Byłoby to spełnienie w praktyce dowcipu o papudze i policjancie:
Pewna papuga widząc policjanta przechodzącego obok okna, w którym stała jej klatka, niezmiennie darła się na cały głos: Tyyy, niebieski – spierdalaj. Policjant strasznie się denerwował i groził mandatem właścicielowi. Tenże zagroził papudze, że powyrywa jej wszystkie pióra z kupra. Po kilku takich groźbach papuga zmieniła swe zawołanie i z jej dzioba padało: Tyyy, niebieski – ty wiesz co…
Sąd swym wyrokiem spowoduje, że kampania wejdzie na niespotykane obroty i sięgnie… dna. Bo Platforma z pewnością odpowie równie „finezyjnym” i równie „europejskim” materiałem propagandowym. W przypowieści o dochodzeniu do tego, która matka jest prawdziwa, Salomon oprócz dochodzenia do prawdy dawał ludowi Izraela wyraźny sygnał, że należy postępować moralnie. Niech nawet litera prawa ucierpi, byle wyrok skłaniał do rozmysłu i pokazywał kierunek, w którym lud ma zmierzać. A tu co widzimy? Walcie się dalej kijami po łbach, my z wysokości sędziowskiego stołu będziemy oceniać co jest prawdziwe, a co nie.
Co zatem powinien zrobić sąd? Albo podtrzymać orzeczenie o zakazie publikacji w całości (jednak z innym uzasadnieniem, bez oceny co prawdą jest, a co nie, lecz za to z wyraźnym stwierdzeniem, że to nie jest wolnoamerykanka, lecz kampania wyborcza). Albo w całości je uchylić i dopuścić do walenia po goleniach – ze stwierdzeniem, że kampania rządzi się innymi regułami niż publicystyka.
I jedno i drugie rozstrzygnięcie nie byłoby doskonałe. Jednak żadne z nich nie przyniosłoby tylu strat, co orzekanie, że Misiak i Grad to kłamstwo a stocznia i HGW to czysta, potwierdzona wyrokiem, prawda.
Tym prostym sposobem Sąd Apelacyjny w Warszawie wmieszał się w kampanię wyborczą rozdając czupurnym zawodnikom wiaderka gnoju do oblewania się nawzajem. Jednak większe dostał – co by nie mówić PiS. Może teraz w majestacie prawa bić w Platformę jak w bęben stoczniami i Hanią, a biedne Platfusy nawet nie mogą skierować sprawy do sądu – wszak tej samej sprawy sąd dwa razy nie rozpatruje. Witajcie w Europie.


Komentarze
Pokaż komentarze (7)