W dziewiętnastowiecznych wojnach rolę najistotniejszą odgrywało tzw. „mięso armatnie” – tłum bezimiennych często bytów prostych, który po krótkim przeszkoleniu w obsłudze karabinu z bagnetem, biegł do przodu koszony ogniem przeciwnika, by w końcowej szarży na bagnety przynieść zwycięstwo wodzowi oglądającemu pole walki ze wzgórza. W dupę brało mięso – splendory spadały na wodza.
O tym jak smakuje bycie mięsem armatnim przekonała się już Danuta Hibner. W ciemno obstawiam, że bycie euro-parlamentarzystką nie do końca zaspokaja jej oczekiwania i aspiracje (a kto wie czy i nie obietnice przedwyborcze). Jednak niedwuznacznie dano jej do zrozumienia, że jej rola przypisana dziś przez Donalda Tuska nie przewiduje niczego więcej. Na osłodę zostaje jej niebagatelna gaża.
W gorszej sytuacji będzie – jak przewiduję – Włodzimierz Cimoszewicz. On też w którymś momencie zostanie poinformowany, że jest jedynie przedmiotem politycznej rozgrywki. Pionkiem, lub figurą lekką, która gracz spokojnie poświęci w ramach gambitu, by poprawić pozycję na szachownicy.
Tym prostym sposobem gracze od Tuska upieką ślicznie dwie pieczenie na jednym ogniu.
Po pierwsze – uzyskają dość silną figurę na szachownicy europejskich targów o stanowiska w strukturach naszego kontynentu. Bez wstydu można go wystawić do boju i udawać, że jest ważny jak cholera, a jednak w pewnym momencie można będzie bez żadnego bólu zrzucić go z szachownicy w zamian za ustępstwa w innych, ważniejszych dla PO rozgrywkach personalnych.
Po drugie – spacyfikują dość groźnego przeciwnika w zbliżających się wyborach prezydenckich. Bo po romansie z PO nikt z lewicy nie weźmie „przechodzonej” oblubienicy (pomijam inne cechy, które sprawiają, że nie jest to wymarzony kandydat SLD).
I Hibner i Cimoszewiczowi przypada – patrząc ze strony PO – rola armatniego mięsa, gdy spełnią swą rolę pójdą w odstawkę. Przyniosą również dodatkowe profity PO, gdyż, dając swe twarze innym ugrupowaniom niż macierzyste, przekażą część swoich elektorów nowym patronom a innych wyborców zniechęcą do udziału w przyszłych wyborach. Jak się nie przyglądać, to ich wygrana-przegrana działa na korzyść PO.
Po przemieleniu przez polityczną maszynkę Platformy pozostanie dla tej dwójki (i części ich elektoratu) rola mielonego niepierwszej klasy świeżości. Dziwi mnie – szczerze mówiąc – że ta dwójka niegłupich ludzi tak łatwo idzie na lep „polityki miłości” i dość pozornego otwarcia na wychodzące poza czysty liberalizm poglądy i gna na bagnety, by wspomóc Tuska w walce o Pałac Namiestnikowski.
Hibner zostanie mandat, natomiast Cimoszewicz da ciała za darmo, przy okazji wzmacniając prawą stronę politycznej sceny. Majstersztyk.
Komentarze
Pokaż komentarze