Janusz Murynowicz Janusz Murynowicz
64
BLOG

Pies pogryzł psa - a jednak sensacja

Janusz Murynowicz Janusz Murynowicz Polityka Obserwuj notkę 7

W dzisiejszym „Dzienniku” przeczytałem tekst o kłopotach policji i innych tajniaków, którzy – biedni – mają kłopoty z zakładaniem podsłuchów i prowadzeniem wszelkich tzw. „działań operacyjnych”. Powalił mnie.


Na początek – co to są działania operacyjne. To ładniejsze określenie na działania służb, które stoją na krawędzi prawa lub już tę granicę przekraczają. To udział funkcjonariuszy w gangach, to podsłuchy, wszelkie kontrolowane: zakupy, łapówki, propozycje korupcyjne, przekręty kredytowe, przesłuchania przy pomocy bejsbola itp. itd.


Gówno nazwane elegancko guanem nie przestaje śmierdzieć. Podobnie rzeczy niedopuszczalne etycznie i sprzeczne z prawem postępowanie, nazwane „działaniem operacyjnym", nie przestają być sprzeczne z prawem i nie przestają być przestępstwem.


Danie funkcjonariuszom-tajniakom PRAWA do: włamań, pobić, wymuszeń, rabunków, szantaży, handlu narkotykami – bo ma to uwiarygodnić ich „przykrywkę” - spowoduje jedno. GRANICA ZACHOWAŃ NIEDOPUSZCZALNYCH DLA, było nie było, URZĘDNIKÓW PAŃSTWOWYCH NIEBEZPIECZNIE SIĘ PRZESUNIE. I to przesunie się w stronę, która dla nas, obywateli, jest o włos od państwa policyjnego. Bo państwo policyjne to nie państwo, w którym na każdym rogu stoi policjant. Państwo policyjne to państwo, w którym POLICJANT JEST BEZKARNY. A tego żądają nasi spece od służb specjalnych.


Jako egzemplifikację kłopotów naszych orłów, „Dziennik” przedstawia kilka sytuacji. Jedna z nich jest najlepszym przykładem jak blisko jest od tragedii do komedii. Otóż UOP postanowił przeprowadzić sprzedaż kontrolowaną narkotyków, żeby złapać jakiegoś handlarza (ciekawe na cholerę był im potrzebny, bo nie chodziło o konkretnego handlarza, któremu nie mogli udowodnić procederu, ale o "jakiegoś tam", byleby był. To samo w sobie stanowi zaprzeczenie idei zakupu kontrolowanego - ale to inna sprawa). Załatwili sobie „prochy” na handel, ubranka w pepitę i paski, kapelusze i ciemne okulary. Spluwy (dla należytego „imidżu”) mieli własne - służbowe. I zaczęli szukać kontrahenta (dali ogłoszenia do „Życia Warszawy”, albo cóś w tym rodzaju – chyba). W końcu „ustawili” sprzedaż w jednym z hoteli. Jak chcieli zgarnąć „kontrahenta” wyskoczyła obstawa tegoż z długą bronią automatyczną i zaczęła się rozpierducha. Walenie po łbach i paniczna ucieczka przez Pola Mokotowskie. Uff, udało się. Prawie. Bo okazało się, że „kontrahent” był z CBŚ.


Czyli Psy tak węszyły za przestępcami, że wywęszyły inne Psy i Psy się z Psami pogryzły. Śmieszne? Moim zdaniem mało śmieszne. Bo gdyby posługiwać się tą logiką (i logiką autorów proponowanych zmian w prawie), to można wyobrazić sobie, że w ramach działań specjalnych jakaś grupa łapsów wymyśli sobie, że „zrobi” jakiś bank, żeby wyłapać chętnych do takich działań bandziorów lokalnych. Kilku z nich (policjantów) zacznie taki ochotniczy zaciąg zbójów. Zbierze ekipę – jeden w drugiego zbój nad zbóje. „Zrobią” ten bank i zdobędą – powiedzmy – 5 milionów złotych. Załóżmy nawet, że niczego nie spieprzą (wiem, że trudno w to uwierzyć) i nie zabiją przy okazji nikogo.


Wyobraźmy sobie scenę, w której przy podziale łupów i wypłacie doli, nagle w tym samym momencie WSZYSCY zbóje wyciągają tajniackie blachy i mówią: A kuku. Cholera, dziesięciu policjantów (ani jednego prawdziwego zbója) obrabowało bank. Jak sądzicie, spakują szmal na powrót do toreb, pójdą do banku i oddadzą ze słowami – Sorry. Operacja specjalna nam nie wyszła? Jakże bliziutko stąd do filozofii akcji "Żelazo" albo do FOZZ. Że co, że dziś mamy demokrację prawdziwą a nie ludową, że mamy Ćwiąkalskiego i Ziobrę z Piterą? Ludzie, nie takim tuzom tajniacy grali na nosie i kręcili własne lody.


To jedynie śmieszno-straszny kawałeczek sprawy. W innych „przykładach” czytamy, że POLICJANT mówi, że dla uwiarygodnienia swej operacyjnej tożsamości zrobi wszystko, poza jednym – nie zabije. Oooo, to dobrze, że ma jakieś hamulce. Ale jednocześnie to znaczy, że ten FUNKCJONARIUSZ PAŃSTWOWY dopuszcza: obcinanie palców, gwałt, ciężkie pobicie, wsadzenie komuś lokówki gdzieś tam, porwanie itp. I DOMAGA SIĘ OD SWOJEGO PAŃSTWA ŻEBY MU DO TEGO DAŁO OFICJANE PRAWO. Bo łatwiej mu będzie wtedy pracować.

A czy nam łatwiej będzie w takim państwie żyć?


PS

Odsyłam do tekstu, bo warto go przeczytać. To co powyżej, to jedynie jedna z myśli, która mi przyszła do głowy po jego przeczytaniu.

 

http://www.dziennik.pl/wydarzenia/article218743/Policja_bedzie_mogla_napadac_i_porywac_ludzi.html

Od zawsze nie podobało mi się to, co mnie otaczało. I - o dziwo - pomimo, że fundament mych przekonań nie zmienił się, to nadal mam wiele zastrzeżeń do rzeczywistości. Nie potrafiłem cieszyć się starym systemem, bo byłem zbyt liberalny, nie mogę i obecnym, bo jestem zbyt socjaldemokratyczny. Jak się człowiek nie obróci to system ma z tyłu, a i system go tam ma.

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (7)

Inne tematy w dziale Polityka