Pan prezydent wyleciał. Leci. Doleciał (do Azerbejdżanu). Pan prezydent jedzie (drobne 1000 km). Jedzie. Jedzie. Jedzie. Jedzie. Dojechał. Serwisy głównych polskich mediów elektronicznych szczegółowo informowały o powyższym.
Wiec w Tbilisi. Prezydent przemawia (to: o czym i jak mówi nie ma żadnego znaczenia dla tematu). Oklaski. Wiwaty. Rączki splecione w górę. Oklaski. Wiwaty. Kwiaty. Flagi. Rączki splecione w dół. Oklaski. Wiwaty. Flagi. Flesze.
Didaskalia.
W tym samym czasie w nieco innych miejscach. Też prezydent, też nieduży, tylko trochę taki bardziej szczurowaty i czarniawy, rozmawia z jeszcze innym prezydentem (cholera, kolejny kurdupel) o jakichś tam pierdołach. Nie ma flag powiewających, wiwatów, fleszy i splecionych rączek. Nuuuuda.
Nieobiektywne światowe agencje nie zauważają niebywałego sukcesu pięciu prezydentów występujących w na scenie w Tblisi w „Tańcu z szablami” a skupiają się na szczurowatym żabojadzie. Zgroza. Że co, że ten szczurowaty wynegocjował w nudnych rozmowach jakiś tam skundlony pokój? A gdzie honor? Gdzie duma mołojecka?
Czy jestem dumny ze swojego prezydenta? No ni pieruna mi to przez gardło nie chce przejść, bo rozum mi nie pozwala. Byłbym dumny jak cholera, gdybym mógł w czasie, gdy NAPRAWDĘ rozgrywała się kwestia pokoju pomiędzy Rosją i Gruzją, zobaczyć MOJEGO prezydenta w Moskwie, gdy RAZEM z prezydentem Francji negocjuje rozejm dla Gruzji.
Przed prawdziwym koncertem wypuszcza się na scenę wykonawców, którzy mają za zadanie rozgrzać publiczność pod prawdziwe wydarzenie – występ gwiazdy. Co by nie mówić, Polska ze swą dyplomacją (i rządową i prezydencką) dała ciała, gdyż prezydent naszego kraju stał się „częścią artystyczną” uroczystości podpisania prawdziwych dokumentów przez prawdziwych polityków.


Komentarze
Pokaż komentarze (5)