Pani senator Dorota Arciszewska-Mielewczyk (nie jakiś tam żółtodziób, ale parlamentarzysta tworzący prawo ciurem od 1997 roku) twierdzi:
„Farmakologiczne kastrowanie pedofili jest sprawą oczywistą i jest wielkim niedopatrzeniem polityków że do tej pory nie wprowadzono jej do kodeksu karnego (tak, pisząc „polityków” mam też na myśli siebie)”.
Noooo, cuuudności - jakby tak gadał kowal. Bo mam małe pytanko – A co z paniami, które też mają tę dziwną skłonność? Jest ich niewiele, bo około 10 %, ale są. I co one mają mieć święty spokój? Z tego co wiem, nie ma farmakologicznego sposobu na żeński popęd.
I dalej - co z paniami, które dokonują gwałtów na panach, znów nie ma ich wiele (około 5 % gwałtów to takie gdzie pani przemocą wzięła pana), ale są. Czy będziemy mieli w dziedzinie prawa karnego różne rozwiązania dla panów i pań? Moim skromnym zdaniem byłoby to ewenementem na skalę światową i stałoby w sprzeczności z Konstytucją i mrowiem aktów prawa międzynarodowego, które zostały przez nasz piękny kraj ratyfikowane.
Pomijam inne aspekty szlachetnego szału kastrowania, bo zostały szeroko omówione. Poprzestaję jedynie na tym, bo świetnie pokazuje dlaczego ustawy w Polszcze trzeba czasem nowelizować zanim wejdą w życie. Krzyk i populizm zastępują wiedzę i rozum, chęć przypodobania się jarmarcznemu poczuciu sprawiedliwości powoduje gna do gadania bzdur. tyle, że to nie kowal gada a pt. Senator RP.


Komentarze
Pokaż komentarze