Nikt nie mówił, że pochodzi z:
a) PRL-u
b) siedemnastej republiki ZSRR
c) okupowanego przez Russkich kraju Priwislianskiego
d) czarnej dziury pomiędzy II Rz-plitą a Nowymi Czasy.
Pochodziliśmy (wtedy) z Polski i teraz z Polski. Owa Polska miała wszystkie atrybuty potrzebne Państwu – hymn, flagę, pieniądz, armię i różne służby, które stały na straży tego wszystkiego, co było wtedy naszym państwem.
Jednym z elementów państwowej maszynerii były tzw. służby. Różne, różniste – jak te bombki co je Smoleń z Laskowikiem opisywali. W tych służbach pracowali ludzie – różni, różniści. Jedni pracowali dla idei, inni dla szmalu, jeszcze inni dla władzy. Jedni byli nadobowiązkowi, inni olewaccy i cała masa jeszcze innych, którzy byli pośredni.
Oprócz tego „bijącego serca partii” byli również zwykli, normalni Polacy, którzy w pocie i znoju budowali swe małe stabilizacje i – niejako przy okazji – swą ludową Ojczyznę. Wszyscy (a przynajmniej lwia część) byli zatrudnieni przez Państwo, jako omnipotentnego pracodawcę. Państwo dawało pracę, płacę (jakąkolwiek by ona nie była), emeryturę, wczasy, szkoły, lekarzy. W zamian Państwo, jak każde inne państwo, oczekiwało jednego – zaufania do systemu (no, akurat tego od Polaków nie dostało).
Czy po 1989 roku uznano PRL za byt niebyły? Nie. A może za byt przestępczy? Nie. To może za sen, który nie ma przełożenia na jawę? Też nie. WSZYSTKIE atrybuty tego dawnego państwa (PRL) zostały przejęte przez RP. Niektóre zostały zmienione, to prawda. Ale przecież nikt nie twierdzi, że (za Kononowiczem) nie było nic. Długie lata używano pieniędzy, paszportów, dowodów osobistych, dokumentów i zaświadczeń urzędowych. Do dziś uznawane są dyplomy, tytuły naukowe i świadectwa, księgi wieczyste, akty własności i stanu cywilnego. Uznawano akty prawne: ustawy, rozporządzenia, zarządzenia – była zachowana pełna ciągłość. Nawet Układ Warszawski podpisany przecież jako sztandarowy dokument określający graniczne zasieki dla obozu z naszym barakiem, nie został uznany za niebyły i nieważny, ale został wypowiedziany ze wszelkimi szykanami i z zachowaniem wszystkich zasad prawa międzynarodowego.
Skoro to to samo Państwo – z tym samym hymnem, ze złotówką, armią w polskich mundurach, z tymi samymi nauczycielami, profesorami, z medalami i odznaczeniami, które nie rozpadły się w proch, z tymi samymi motorniczymi i urzędnikami, to czy się to komuś podoba czy nie, nie ma wytłumaczenia, dla którego część jego obywateli ma mieć zaordynowane gorsze traktowanie. To nasi, polscy rodzimi SB-cy, krew z krwi i kość z kości. Taki sam element systemu jak peerelowski: profesor, magister, sędzia, adwokat, nauczyciel, górnik, kanar. To przykre, ale to nasz ziomal. Jak pozwolimy dać mu za bezdurno w dupę, to za jakiś czas może się zdarzyć, że ktoś inny nam dokopie po zadku, bo dojdzie do wniosku, że się nam należy. Bo dlaczegóż to nadaktywny nauczyciel historii i WOS, który wbijał w młode głowy kłamstwo katyńskie i wpajał miłość do Wielkiego Brata, który deprawował młode umysły, ma mieć prawo do szacunku i emerytury? To co, wszyscy nauczyciele won od zusowskiego żłoba?
Czym jest państwo prawa? To państwo, w którym obywatel wie, że żadne widzimisię polityków nie spowoduje, że ktoś mu coś zabierze, że ktoś coś dostanie „po uważaniu”, to państwo do którego obywatel może mieć zaufanie, że swoista umowa pomiędzy państwem a obywatelem będzie dochowana, jeśli tylko obywatel nie złamał jej przez swe naganne (w świetle prawa) zachowanie. To fundament niewzruszalny, choćby jego utrzymanie było gorzkie i niełatwe. DURA LEX, SED LEX. Rządy państwem to nie cukierek, czasem z niesmakiem trzeba zjeść również żabę.
Czy bronię SB-ków? I tak, i... nie. Niech IPN ze swym pionem śledczym ściga tych, których służalczość wobec systemu popchnęła do złamania prawa. Niech przedawnienie ich ominie. Niech dosięgnie ich i kara i niesława. OK. Ale żadne państwo prawa nie ma prawa w ramach zbiorowej odpowiedzialności karać swych własnych urzędników i pracowników. A tak się ma stać, jeśli hurtem zmieni się dziś zasady emerytalne dla niektórych. Wara od gmerania w prawie, by zadowolić czyjekolwiek sympatie polityczne i historyczne fobie.
Często w dyskusjach o odpowiedzialności i karaniu pada przysłowie: „Gdzie drwa rąbią, tam wióry lecą” i zawsze przytacza się je jako wytłumaczenie dla rozwiązań, które siłą rzeczy muszą skrzywdzić jakąś grupę uczciwych w Sodomie i Gomorze PRL-u. Jak III czy nawet IV Rzeczpospolita chce rzeczywiście historycznej sprawiedliwości, to niech da wszystkim emerytom to co mają byli SB-cy. Co – trudne i drogie? A kto powiedział, że wszystko ma być lekkie, łatwe i przyjemne. Łatwe i przyjemne są jedynie populistyczne pohukiwania i gesty. Zaufanie do Państwa ma większą wartość niż chwilowa schadenfreude. Jedno jest pewne liczba tych niesłusznych emerytur (wiórów) będzie spadać z roku na rok, aż w końcu znikną. Martwmy się raczej o emerytury przyszłe niż przeszłe – bo to jest problem.
Chyba, że rację miał A. Jarry, że w Polsce to znaczy nigdzie, że takiego kraju nigdy nie było, wobec swych obywateli nie ma zatem żadnych zobowiązań, bo każdy to tylko grrówno fyskalne, które ma głosować od czasu do czasu w zamian za populistyczne ochłapy i mniej lub bardziej spektakularne igrzyska.


Komentarze
Pokaż komentarze (14)