Z każdym obrotem politycznego układu zauważamy, że w miejsce gwiazd pojawiają się coraz to mniejsze i brzydsze karły, zamiast konstelacji – czarne dziury. Gdyby wrócić do opisów politycznych sporów sprzed kilku, czy kilkunastu lat, to ze zdziwieniem można zauważyć, że wtedy chodziło jednak o jakieś zamierzenia, o jakieś projekty o prawdziwe polityczne spory. Partie różniły się od siebie dość wyraziście. Politycy żarli się o rzeczy bliższe pryncypiom, nie zaś o to, kto będzie bliżej szkła i blichtru.
Jednak skoro się okazało, że w walce o zdobywanie popularności wśród wyborców skuteczniejsze jest walnięcie bon motem (najlepiej z podtekstem erotyczno-osobistym, prekursorem był niejaki Miller, następcy pojawili się masowo), albo zrobienie głupiej miny, niż merytoryczne rozłożenie przeciwnika na łopatki – to szybko fighterów zastąpiły błazny.
Mało kto zauważa, że za parawanem wrestlingu w wykonaniu „polityków” ubranych w pstrokate trykoty toczy się również inny nurt życia publicznego. Gdzieś nikną sprawy, które już rozrywkowe nie są: zmiany w służbie zdrowia, problemy z gospodarką i oświatą, mocowanie się Polski w europejskich strukturach. Szoł, pic i nic a reszta toczy się bezwładnie.
Tak jak mierni wypierają lepszych w działaniach politycznych, tak głupsi zamiast mądrzejszych zajmują się sprawami najważniejszymi.
Gdy zerkam na programy z cyklu „Gwiazdy na...” (lodzie, wrotkach, w wannie), jak tańczą, śpiewają, recytują dają d...y i gotują – to tęsknię za kulturą ludową i Kapelą Braci Bździochów. Ale nie mogę nie zauważyć, że 4/5 tych „gwiazd” nie znam. Nie mam pojęcia kto to jest. Tak samo w polityce. Ooo, to ten, co tak ostatnio przysrał Niesiołowi, Kamińskiemu, Napieralskiemu (niepotrzebne skreślić) - to jest wyznacznik politycznego znaczenia, obycia i kompetencji.
Jeśli w Polsce Doda jest wymieniana jednym tchem z Kopernikiem i Janem Pawłem II wśród najważniejszych Polaków – to czemu dziwi nas, że premier Tusk z prezydentem Kaczyńskim nawalają się w nowopolitycznym stylu. Świński łeb znacznie lepiej oddaje poziom tych sporów, niż jakikolwiek szczegółowy opis.
Najwyższe władze wpisują się w ten scenariusz, nota bene słusznie zakładając, że publisia to kupi skoro najwyższą oglądalność mają programy możliwie najgłupsze, w których „gwiazdy” obrzucą się grubym słowem, albo – daj Boże – poszarpią się za kudły.
Jeśli zgodnie z zasadą Kopernika sprawy będą toczyły się nadal, to nie będę zdziwiony jeśli w studio np. TVN24 polityk A z obozu rządzącego zwymyśla mamusię polityka B z największej partii opozycyjnej, polityk B da zatem w ryj politykowi A, ale wspólnie sflekują (dosłownie) rozdzielającego ich polityka C z innej partii opozycyjnej. Ten ostatni widząc, że traci popularność „sieknie z grzywy” Rymanowskiemu, dzięki czemu jego ugrupowanie zyska 6 punktów w rankingach partii a on sam na kilka tygodni stanie się medialną gwiazdą zapraszaną do innych stacji, w nadziei, że powtórzy swój wyczyn.
Czekam.


Komentarze
Pokaż komentarze (12)