Janusz Murynowicz Janusz Murynowicz
42
BLOG

Polski oksymoron

Janusz Murynowicz Janusz Murynowicz Polityka Obserwuj notkę 2
 Czemu większość Polaków marzy o wcześniejszej emeryturze? Bo to jedyna szansa na uzyskanie w miarę godziwych dochodów. Że co, że ta emerytura taka wysoka? Nie – po prostu gdy doda się emeryturę do pensji, to przeciętny Polak-„wczesny emeryt” zbliża się do przeciętnego wynagrodzenia.


Znam mniej więcej około setki ludzi na tyle blisko, żeby znać mniej więcej ich poziom dochodów. Z tej racji, że jestem – według niejakiego Dorna – wykształciuchem, to moi znajomi siłą rzeczy też są raczej z tej kategorii. I, pracując w drugim co do wielkości mieście naszego kraju, ci moi znajomi nawet nie zbliżają się do podawanych przez GUS trzech tysięcy z hakiem. Ich dochody to (najczęściej) od około 1.200 do około 2.000 PLN, powyżej tego przedziału zarabia może pięciu, może sześciu (zaznaczam, ze mówię o pracownikach najemnych). Są to ludkowie koło magicznej pięćdziesiątki. Za starzy na harowanie na dwóch etatach, za młodzi by wycofywać się całkiem z rynku pracy.


Jak powstrzymać pęd do wcześniejszej emerytury? Prawem, ustawą, przymusem? Jak działa taki przymusowy system przekonywaliśmy się przez niemal pół wieku. Działa kiepsko, bo motywacja jest do bani.


A teraz powiem coś, co (pozornie) stoi w sprzeczności z moimi lewicowymi poglądami – albo emerytura (boś za stary i za słaby), albo praca. Albo renta (bo pracować nie możesz), albo praca. Nie może być tak, że emeryt bierze od państwa emeryturę (ZUS to tak naprawdę państwowa kiesa), ubezpieczenie zdrowotne wraz ze wszystkim co emerytowi przysługuje i jednocześnie rżnie państwo na kasie nie płacąc podatków (bo przeważnie pracuje na czarno).


Jedynym argumentem dla pracownika, żeby pracował jest wynagrodzenie. Zarabia dobrze – jest zadowolony. Zarabia kiepsko – ma w dupie pracę i pracodawcę. Dopóki różnica pomiędzy dochodem z pracy a zasiłkiem (emeryturą, rentą – niepotrzebne skreślić) będzie zamykała się kwotą pokrywającą jedynie cenę biletów na dojazd do pracy, dopóty będzie trwał napór na wcześniejsze uzyskiwanie świadczeń i olewczy stosunek do pracy.


Skoro mamy mieszany system emerytalno-rentowy, to dlaczego – do jasnej cholery – nie zastosować tego systemu konsekwentnie? Niech emerytura lub renta z ZUS zabezpiecza podstawowe potrzeby na sensownym poziomie. Niech będzie jednakowa dla wszystkich (w kupie krajów tak jest). Kto chce więcej niech zadba o II i III filar i niech płaci w systemie kapitałowym. Niech tak sprytnie zawrze umowę, by mógł pobierać komercyjne świadczenie jak najdłużej i jak najwyższe. Ale niech zapomni o pobieraniu świadczeń z ZUS po to, by móc spokojnie pracować za śmieszne wynagrodzenie „dorabiając” sobie na boku.


Jednak aby taki układ mógł funkcjonować, to wynagrodzenie nie może być niższe niż życiowe (w najprostszym rozumieniu) potrzeby pracownika. Musi on mieć pieniądze, które w ten II i III filar mógłby włożyć. Jeśli - przy takim założeniu - różnica pomiędzy wynagrodzeniem a świadczeniem będzie jak dwa do jednego, to ręczę głową nikt nie będzie uciekał na wcześniejsze a nawet te normalne emerytury. Ale tylko przy założeniu, że płaca nie będzie lekko-pół-śmieszna.


Obecny system niestety promuje cwaniactwo. Niby-emeryci mają niby-emerytury, a tak naprawdę to mają i siłę i czas by pracować w najlepsze – jednocześnie PSUJĄ rynek pracy. Bo emeryt zarazem jest tani dla pracodawcy i godzi się na płacę byle jaką, bo to jedynie dodatek do tego co mu ZUS przysyła. KOŁO SIĘ ZAMYKA.


I tu jest pies pogrzebany. Problemem nie jest taki czy inny kształt listy uprawnionych do wcześniejszej emerytury zawodów. Problem w tym, że w Polsce NIE OPŁACA SIĘ TYLKO PRACOWAĆ. Opłaca się być emerytem i pracować, być rencistą i pracować, lub być bezrobotnym i pracować – taki polski oksymoron.


I tu pojawia się ideologia. Niech lewica nie walczy o wcześniejsze emerytury dla: górników, hutników, nauczycieli, kolejarzy czy tam kogoś jeszcze. Niech weźmie wspólnie ze związkami zawodowymi za łeb pracodawców i tych budżetowych i innych i niech zawalczy o godne wynagrodzenie. By żyło się lepiej – wszystkim (niestety nie pamiętam kto to mówił).


Dopóki dwojga młodych pracujących ludzi nie będzie stać na wynajęcie mieszkania i samodzielne utrzymanie się, nawet jeśli pojawi się potomek, dopóty niech nikt nie mówi, że jesteśmy europejskim średnio rozwiniętym krajem i że lewica nie jest już potrzebna. A jeśli młodzi będą tyle zarabiać, to starzy wcale nie będą wyrywali na emerytury (no chyba, że państwo nadal będzie im fundować swoisty dodatek „wiekowy” niezwiązany z tym, czy ów „stary” pracuje, czy nie).


To dopiero byłaby rewolucja - czyli coś dla lewicy.


Bez obowiązków nie ma prawa,
Dla równych - równy szczęścia świat!

Od zawsze nie podobało mi się to, co mnie otaczało. I - o dziwo - pomimo, że fundament mych przekonań nie zmienił się, to nadal mam wiele zastrzeżeń do rzeczywistości. Nie potrafiłem cieszyć się starym systemem, bo byłem zbyt liberalny, nie mogę i obecnym, bo jestem zbyt socjaldemokratyczny. Jak się człowiek nie obróci to system ma z tyłu, a i system go tam ma.

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (2)

Inne tematy w dziale Polityka