Cały świat walczy z Państwem Islamskim. Naprawdę? Z tego co jest mi wiadome, to na terenach rządzonych przez islamistów nie ma ani jednej fabryki: broni, amunicji, sprzętu wojskowego, elektroniki wojskowej itp. drobiazgów, bez których dziś wojny prowadzić się nie da. To czego nie produkują (czyli prawie wszystko co jest potrzebne), islamiści kupują za pieniądze uzyskiwane ze sprzedaży ropy i jej przetworów (zdobyli jedną z rafinerii), oraz zabytków rabowanych i grabionych.
Ktoś jednak kupuje te wszystkie dobra i jestem skłonny uwierzyć, że trudno jest skontrolować czarny rynek dzieł sztuki i zabytków – małe może być cenne a kolekcjonerów nie brakuje. Ale ropa przewożona tankowcami? Śmiechu warte. Mocarstwa, które podsłuchują wzajemnie swoje rządowe sieci łączności specjalnej i potrafią namierzyć kocie gówno na Saharze nie mogą zablokować możliwości „przemknięcia” niepostrzeżenie tankowca? Ropy nie przerabia się w przydomowej bimbrowni, czyli jest kupowana przez koncerny dysponujące rafineriami i resztą infrastruktury. To nie posąg, ani naszyjnik, który schowa się w sejfie i będzie podziwiać w samotności – to towar, który musi trafić na rynek, podobno kontrolowany.
Na cholerę te wszystkie okręty na morzach bliskiego wschodu? Czy tylko po to by wyciągać kolejnych uchodźców płynących w baliach? A może zrobiłyby użytek ze swych radarów, AWACS-ów i innych cudeniek, by namierzyć i skonfiskować KAŻDY statek, który wiezie i w jedną i w drugą stronę to, co jest ważne dla islamistów. Ktoś islamistom sprzedaje: broń, amunicję, sprzęt lekki i cięższy, ktoś na tym zarabia, ktoś ukrywa grube pieniądze i brudne ręce. Może CIA, Mossad, Deuxième Bureau, MI5 i 6, BND i inne „skrótowce” wzięłyby się do roboty i odcięły dostęp do wszystkiego, co karmi raka.
No chyba, że ktoś na tym zarabia tyle, że zaczyna to mieć znaczenie dla interesów nie tylko kilku korporacji, ale również dla całych państw. Poza tym może to jest tak, że są państwa, które mają cichy pakt o nieagresji połączony z zupełnie dobrą kasą – my zamkniemy oczy na to, że niektóre dokumenty przewozowe i świadectwa końcowego użytkownika są pisane na domowej drukarence, w zamian za to, że bomby wybuchną w innym „gdzieindzieju”, a kasy jest tyle, że przestaje śmierdzieć.
Niech „skrótowce” – jak się dowiedzą kto tak postępuje oficjalnie ujawnią nazwy firm i flagi państw, którym wszystko jedno komu sprzedają śmierć. Coś mi się wydaje, że inna kara nie byłaby już potrzebna „wolny rynek” i kostka brukowa by wystarczyły.


Komentarze
Pokaż komentarze (1)