Na świecie od lat trwa wyścig kto najszybciej pozbędzie się etykiety antysemity a do kogo przyklei się ona na zawsze dlatego z Grossem nie należy dyskutować na jego warunkach. Gross podobnie jak środowisko Gazety Wyborczej próbuje uczynić z polskiego antysemityzmu główny temat debaty historycznej sprytnie przez to unikając podjęcia rozliczenia z komunizmem.
Autor „Strachu” wespół ze swoimi polskimi pomagierami usiłuje wmówić nam winę mitycznej katoendecji wygodnie pod tą kategorię podciągając wszystkich, którzy się z nim nie zgadzają. Masz coś do Grossa jesteś katoendekiem. Co ma zrobić taki osobnik jak ja, który za Dmowskim nie przepada (chociaż nie odmawia mu zasług choćby na Konferencji Wersalskiej) i dla którego Gross jest żałosnym propagandystą na poziomie przedwojennych broszurek antysemickich?
Z Grossem i jego adherentami się nie dyskutuje ich trzeba edukować. Nie wolno zapędzić się do przysłowiowych Okopów Świętej Trójcy. Antysemityzm był przed, w trakcie i po Holokauście. Nie jest ani polskim wynalazkiem, ani polski antysemityzm niczym specjalnym się nie wyróżniał. W porównaniu z niemieckim czy rosyjsko-sowieckim był na swój sposób niedorozwinięty.
Słowo „pogrom” to rosyjski import do polszczyzny a niemieckie ostateczne rozwiązanie przerosło dosłownie wszystko co w całej trudnej historii spotkało Żydów. Autor „Strachu” wykorzystuje oraz nadużywa nasze polskie kompleksy i niewiedzę. Sami jesteśmy winni, ze nie potrafimy patrzeć na problem antysemityzmu z szerszej i europejskiej perspektywy a nasze postkolonialne elity łatwo szantażować zawstydzić bądź wpędzić w irracjonalne poczucie winy.
Zamiast zawężać perspektywę( Jedwabne i fakty opisane w Strachu) powinniśmy ją rozszerzać z korzyścią dla własnego, polskiego samorozumienia. Wątku niemieckiego, rosyjskiego, ukraińskiego, węgierskiego i rumuńskiego antysemityzmu nawet nie chcę poruszać, zbyt straszne to karty.
Gross z tezą, że dokończyliśmy Holokaust a polski antysemityzm oznacza współodpowiedzialność za ludobójstwo ośmieszył sam siebie i swoich klakierów. Uczynił z antysemityzmu jakiś tylko polski fenomen przerastający w swojej grozie wszystko co spotkało Żydów ze strony innych narodów.
Rozreklamowany autor zapomniał, że w czasach o których pisze antysemityzm był niestety europejską i światową normą. Powszechność tego zjawiska spowodowała powstanie syjonizmu i dążenie do stworzenia państwa żydowskiego. Gdyby to zjawisko dotyczyło tylko Polski, Żydzi mogliby wyemigrować z naszego kraju by żyć bezpiecznie. Problem w tym, że takie bezpieczne przystanie nie istniały.
Profesor historii jednego z czołowych amerykańskich uniwersytetów powinien coś o tym wiedzieć. Ale jak przystało na wybitnego dekonstruktywistę postanowił swoje urazy przetransponować w historiozoficzną niemal tezę przyznając nam Polakom wątpliwy zaszczyt współudziału i dokończenia Zagłady. Chętnych słuchaczy do swoich tez znajdzie w Ameryce, Europie ba nawet ze strony użytecznych idiotów w Polsce. W co wpisuje się Gross?
W wielką manipulację, która jednych rozgrzesza i uniewinnia wbrew faktom historycznym a innych stawia do kąta. Ten swoisty szantaż moralny ma na celu pacyfikację polskiej opinii publicznej oraz wymuszenie ekspiacji za zbrodnie popełnione i nie popełnione. Wykorzystuje on gotowość pewnych polskich kręgów, które ochoczo przyjęłyby punkt widzenia Grossa w imię uczynienia polskiego antysemityzmu za główny wektor naszej historii.
Po przyjęciu tej tezy odpadają takie tematy jak odpowiedzialność za komunizm, początki III RP, afery okresu transformacji, lustracja, kondycja polskich mediów, które w tym ujęciu okażą się tylko drobnymi epizodami. Wojownicy z endekofaszyzmem i katoendecją chcą nas wmanewrować na grząski grunt rozpatrywania wydarzeń opisywanych przez Grossa w ”Sąsiadach” i „Strachu” w oderwaniu od realiów epoki.
Dlatego polecam książkę Paula Johnsona „Historia Żydów”. Posłużę się kilkoma fragmentami, które mówią o nastrojach panujących w społeczeństwach Francji, USA, Wielkiej Brytanii okresu wojny i tuż po niej. To przecież trzy największe liberalne demokracje Zachodu, które nie miały polskiej katoendecji ale antysemityzm miał się tam całkiem nieźle.
Jak łatwo było wywołać antyżydowskie nastroje burdy i ekscesy. Jak niewiele zrobiono by uratować społeczność europejskich Żydów. Jak niewielkie echo sama Zagłada miała w wolnych i liberalnych mediach. Czyżby teraz chęć zepchnięcia w podświadomość własnych win nie powoduje, że tak chętnie daje się posłuch opowieściom o ludobójczym polskim antysemityzmie? Złodziej krzyczy łapaj złodzieja.
Jak było w ojczyźnie Powszechnej Deklaracji Praw Człowieka i Obywatela?
„We Francji istniało nie mniej niż dziesięć różnych organizacji antysemickich- niektóre z nich finansował rząd nazistowski – żądających zniszczenia społeczności żydowskiej. Szczęśliwie nie mogły one uzgodnić wspólnej polityki. Ich moment nadszedł, kiedy rząd Vichy przyjął kurs antysemicki. Darquier de Pollepix, który w roku 1938 założył Rassemblemat Anti-Juif de France, został w maju 1942 roku Generalnym Komisarzem rządu w Vichy do spraw Kwestii Żydowskiej.
Większość Francuzów odmawiała współpracy z działaniami prowadzącymi do Ostatecznego Rozwiązania, ci jednak, którzy szli na współpracę, byli bardziej entuzjastyczni niż Niemcy. We francuskim antysemityzmie lat wojny istniał bardzo poważny element osobistej nienawiści. W roku 1940 władze Vichy i niemieckie władze okupacyjne otrzymały pomiędzy trzema a pięcioma milionami przesączonych nienawiścią donosów dotyczących pojedynczych osób (nie wszyscy byli rzeczywiście Żydami).”
Tak zachowywali się przedstawiciele Wielkiego Narodu jak mawiają o sobie Francuzi. Jaki piękny przykład masowej i oddolnej kolaboracji. Rząd Vichy to przecież legalna kontynuacja III Republiki. W Holokauście uczestniczyły organy państwa francuskiego a nie tylko ochotnicy rekrutujący się z motłochu.
Jak wyglądała sytuacja w Ameryce? Co działo się pod Statuą Wolności? Jak amerykańskie społeczeństwo odbierało Żydów i Holokaust?
„Przyczyną była wrogość opinii publicznej. Wszystkie patriotyczne ugrupowania, od Legionu Amerykańskiego do Weteranów Wojen Zagranicznych, wołały o całkowity zakaz imigracji. W czasie wojny nastroje w Stanach były bardziej antysemickie niż w jakimkolwiek innym okresie ich historii. Badania opinii publicznej w latach 1938-45 wykazywały, że 35-40% społeczeństwa poparłoby wprowadzenie antyżydowskich przepisów prawnych.
Według badań z roku 1942, Amerykanie uważali, że Żydzi są jedną z najbardziej zagrażających im grup narodowych, ustępując w tym zakresie Niemcom i Japończykom. W latach 1942-44 na Washington Heights w Nowym Jorku zbezczeszczono wszystkie synagogi. Wiadomości o eksterminacji były dostępne począwszy od maja 1942 roku, kiedy Bundowi udało się dostarczyć sprawdzone raporty dwóm żydowskiego pochodzenia członkom Rady Narodowej w Londynie.
Zawierały one pochodzące z Chełmna ruchomych komór gazowych na ciężarówkach oraz podawały liczbę 700 tysięcy zamordowanych już Żydów. „Boston Globe” opublikował tę wiadomość zaopatrzoną w tytuł ”Masowe mordy Żydów w Polsce pochłonęły już ponad 700 000 ofiar”, ale umieścił ją na dwunastej stronie. „New York Times” napisał o „prawdopodobnie największym w historii masowym zabójstwie”, ale poświęcił mu tylko parę linijek. Wiadomość o Holocauscie poświęcono niewiele miejsca i ginęły one w wielkiej masie straszliwych historii wojennych.
Poważną przeszkodę na drodze podjęcia jakichkolwiek działań stanowił sam F. D. Roosvelt. Był lekko antysemicki, a ponadto źle poinformowany. Kiedy sprawa została poruszona na konferencji w Casablance, zaczął mówić o „uzasadnionych pretensjach Niemców do Żydów, a dokładniej, że podczas gdy stanowili oni tylko niewielki procent społeczeństwa, Żydami było ponad pięćdziesiąt procent prawników, lekarzy, nauczycieli i profesorów” (rzeczywiste liczby wynosiły odpowiednio 16,3; 10,9; 2,6; 0,5 procent). Nawet kiedy były już znane dokładne fakty na temat systematycznej eksterminacji, prezydent nie podjął żadnych działań przez czternaście miesięcy.”
aki fascynujący temat dla amerykańskiego profesora wyjaśnić fenomen zbezczeszczenia wszystkich synagog w mieście, które było i jest największym skupiskiem Żydów na świecie. Albo inna kwestia powinna obudzić instynkt badawczy Grossa. Jak to jest, że w kraju o ugruntowanej demokracji, wielokulturowym, zbudowanym przez imigrantów niemal połowa społeczeństwa chce wprowadzić antyżydowskie przepisy prawne? ( Numerus clausus? Numerus nullus?)
Czyżby w Ameryce szalała polska katoendecja z prymasami Hlondem i Wyszyńskim? Czy niechęć Roosvelta do Żydów, którzy skądinąd go popierali to antysemityzm wyssany z mlekiem amerykańskiej matki? Dlaczego w propagandzie wojennej pominięto zupełnie wątek Zagłady europejskich Żydów?
Może obawiano się, że eksponowanie tego wątku osłabi a nie wzmocni morale amerykańskich i brytyjskich żołnierzy. Przecież rekruci to część społeczeństwa, które niemal w połowie uznawało Żydów za zagrożenie dla Ameryki i gotowe było pozbawić tą grupę etniczną części praw obywatelskich. Jaki świetny temat dla badacza i czekający na swojego odkrywcę!
Kiedy żydowski ruch wyzwoleńczy w Palestynie dokonał egzekucji dwóch żołnierzy brytyjskich Johnson opisuje reakcję na to wydarzenie brytyjskiej ulicy:
„Spowodowało to niepohamowane wzburzenie w Wielkiej Brytanii. Spalono synagogę w Derby. Po raz pierwszy od XIII wieku zanotowano w Anglii zamieszki antyżydowskie w Londynie, Liverpoolu, Glasgow i Manchesterze. Pociągnęło to za sobą zmianę polityki brytyjskiej.”
Wystarczył jeden incydent aby wywołać falę antyżydowskich rozruchów i emocji. Brak antysemickich wystąpień w Anglii przez kilka stuleci wynikał z prostego faktu, że angielscy Żydzi zostali złupieni i wypędzeni z tego kraju jeszcze w średniowieczu i przez kilkaset lat nie było żadnych rozruchów z powodu... braku Żydów. Tak działo się w kraju o ugruntowanej demokracji, w którym nie było demoralizującej okupacji, sowieckiej i niemieckiej. W kraju, który nie miał narzuconej władzy w znacznej części opierającej się na żydowskich komunistach.
Dlatego nie wolno grać kartą polskiego antysemityzmu żeby ukryć niegodziwości systemu komunistycznego. Nie należy traktować antysemityzmu jako topora przeciwko każdej autentycznej prawicy. Manipulowanie historią zawsze budzi demony. Być może Grossowi byłoby na rękę obudzić dawne upiory żeby z pozycji moralnej wyższości głosić swoje tezy i głośno krzyczeć - a nie mówiłem? Gross odmówił debaty z polskimi historykami, badaczami tej problematyki. Chętnie spotyka się z czytelnikami, licząc na jakieś antysemickie ekscesy. Jest nie tylko manipulatorem historii ale zwykłym prowokatorem. Zupełnie nie zauważył jak bardzo zmieniła się Polska, jakim dojrzałym jesteśmy narodem.
Przecież próba reaktywacji politycznego antysemityzmu w Polsce w osobie Leszka Bubla zakończyła się spektakularną klęską. Naród po prostu tego nie kupił a dziennikarze pewnych mediów biegają po mieście w poszukiwaniu choćby najmniejszego antysemickiego hasełka na murze. Niedługo pewnie sami je będą pisać? Biedny Roman Giertych- trzecie pokolenie endeckiego rodu- uwierzył w zapewnienia Gazety Wyborczej o powszechności antyżydowskich nastrojów i w ostatniej kampanii wyborczej próbował puszczać oko do rodzimych antysemitów ukazując prezydenta Kaczyńskiego pod Ścianą Płaczu niemal jak Żyda. Efekt-zero mandatów, zero dotacji, polityczna emerytura.
Straszak antysemityzmu działa tylko na podstarzałe ciotki rewolucji o komunistycznym rodowodzie. Dużo łatwiej rozprawiać się z katoendecją niż z własnym życiorysem. Antysemityzm w Polsce istnieje ale Bogu dzięki ma charakter marginalny. Propagują go osoby o profilu charakterologicznym i intelektualnym na poziomie pana Grossa.
W Polsce za to szerzy się masowy antygrosizm co uznaję za bardzo zdrowy objaw wychodzenia z zakłamanej rzeczywistości wymyślonej przez publicystów pewnej wpływowej gazety. Chyba, że pewien Autorytet Autorytetów napisze kolejny esej, w którym udowodni, że antygrosizm jest najwyższym stopniem odwiecznego polskiego antysemityzmu. Wzbudzi tym tylko śmiech i wzruszenie ramion. Nie żyjemy już w Polsce jednej partii, jednej gazety, jednego dyplomaty, jednego ekonomisty....i jednego Nadredaktora.


Komentarze
Pokaż komentarze (3)