W ostatnim programie „Teraz My" Platforma Obywatelska pokazała osobą posła Sebastiana Karpiniuka jak skutecznie można walczyć o prawicowy i antykomunistyczny elektorat
Twarde stanowisko w sprawie emerytur dla byłych SB-eków jest jednak listkiem figowym braku chęci do poważnej pracy politycznej tej partii.
Poseł PO, Sebastian Karpiniuk i nasz „bohater-kosmonauta" Mirosław Hermaszewski starli się na oczach widzów w programie „Teraz My". Ten pierwszy bronił ustawy pozbawiającej byłych SB-eków i członków Wojskowej Rady Ocalenia Narodowego przywilejów emerytalnych. Ten drugi, członek osławionej WRON-y zabrał ze sobą opasłe tomy książek lotów, które wykonał i za które - jak twierdzi - należy mu się emerytura wynosząca - jak sam powiedział - powyżej 6 tys. zł.
Pomijając już sens samej ustawy, który jest oczywisty, jak i ocenę linii obrony przyjętą przez Hermaszewskiego w stylu „ja brałem udział, ale nie szkodziłem" zastanawiająca jest pasja i determinacja z jaką Karpiniuk atakował Hermaszewskiego i bronił ustawy. Pasja, a nawet furia godna największych „prawicowych oszołomów" III i „IV RP".
W swym bezkompromisowym stanowisku, nie lekkich dla zasłużonego astronauty słowach, a także z pewnym opętaniem w oczach jakie podobno ma zawsze towarzyszyć "prawicowym oszołomom", Karpiniuk bardzo rzetelnie wypełnił misję zagospodarowania prawicowego i antykomunistycznego elektoratu.
Wyborca o takim profilu mógł sobie słuchając „oszołomskiego" Karpiniuka pomyśleć, że ta Platforma nie jest taka zła...
Tymczasem... w tym samym dniu o wiele ważniejsza persona w Platformie Obywatelskiej, Hanna Gronkiewicz-Waltz - prezydent Warszawy, podczas uroczystości na cześć 65. urodzin Lecha Wałęsy i 25-lecia przyznania mu Pokojowej Nagrody Nobla mówiła: „Żadne manipulacje historią nie zmienią pana przeszłych dokonań, ani roli jaką pełni pan obecnie. 25. rocznica przyznania Nagrody Nobla przypada w chwili, gdy fenomen niepamięci ma swoje 5 minut - zawłaszcza się cudze dokonania, przeinacza fakty historyczne (...) Nie dajmy się oblepić błotem po 25 latach".
Ten sam dzień, ta sama partia polityczna, podobne odniesienia do historii - ale jak różne zdania.
Ta misterna gra Platformy pokazuje nie tyle szeroki wachlarz politycznych zapatrywań swoich liderów, ile próbę budowy szerokiej formacji, która ma zyskiwać wobec spadających notowań i erozji utożsamianego z prawicą Prawa i Sprawiedliwości.
Używając jednak argumentów z repertuaru przeciwnika, Platforma głosem jednego z bardziej wyróżniających się posłów ziemi zachodniopomorskiej temperuje w oczach wyborców swoje liberalne i często lekceważące stanowisko względem zbrodni komunizmu.
Uspokaja ich i odsuwa na dalszy plan dyskusję o poważnej pracy politycznej w sprawie służby zdrowia, przemysłu stoczniowego, czy nie do końca jasnych i korzystnych zapisów umowy w sprawie tarczy antyrakietowej.
No bo zastnówmy się. Jaki stoczniowiec ze Szczecina czy Gdańska pracujący całe życie w stoczni, również w czasach stanu wojennego nie zgodzi się z tym co mówił Karpiniuk w „Teraz My"? Prawie żaden. I o to chodzi. Ale wyłącznie o to i tylko o to.
Ireneusz Fryszkowski


Komentarze
Pokaż komentarze (4)