Polacy są wielkimi przeciwnikami korupcji. Zgadza się, ale ta korupcja ma odniesienie do osób trzecich, najlepiej bogatych lub publicznych. Będziemy więc popierać walkę z korupcją, której dopuścił się dyrektor naszego zakładu pracy, ale sami jeśli tylko byłaby możliwość dalibyśmy kopertę (i dajemy ), aby to i owo załatwić.
Czasem wygląda to tak, jakby naszą frustrację wywoływało nie samo łamanie prawa w wyniku korupcji, ale to że ktoś inny mógł sobie coś kupić, podczas gdy my nie mamy co włożyć do koperty. Kiedy podają słowa, że społeczeństwo oparte na korupcyjnej hipokryzji nie może rodzić praworządnych elit, komentowane jest to jako zbyt ogólne potraktowanie problemu.
Ja jednak nie o korupcji. Ten przykład posłużył mi do tego, aby wskazać inne istotne zjawisko - traktowania dzisiejszej sytuacji politycznej przez opinię publiczną. Polacy stawiają wiele słusznych zarzutów wobec działań prowadzonych przez czołowych polityków, tak samo jak często słusznie dopominają się walki z korupcją na najwyższych szczeblach. Tak samo bowiem jak w przypadku korupcji tak i w stosunku do polityki te same zachowania, które są krytykowane, są powszechnie obecne w społeczeństwie.
Oczywiście można powiedzieć, że są to puste słowa. Warto jednak zauważyć, że polską polityką ( w tym przypadku - niestety) rządzą zasady wolnego rynku - partie wykonują tylko te działania, na które istnieje wyborczy popyt. W badaniach opinii publicznych często krytykujemy dane posunięcia polityków, ale paradoksalnie oswoiliśmy się z nimi, przyzwyczailiśmy do nich tak, że nieświadomie je akceptujemy. Na tej samej zasadzie mówimy, że męczą nas politycy, że nie możemy oglądać ich sporów, ale mimo to sięgając po pilota codziennie ustawiamy kanał, na którym właśnie te jałowe spory się toczą.
Jakie są główne zarzuty wobec dzisiejszej polskiej polityki? Wymienię przykładowe wśród ważniejszych :
jest niemerytoryczna - politycy codziennie wystosowują tak zwane „komentarze i opinie". Mamy więc całe dnie rozprawiania o tym, czy wypowiedź posła Kłopotka to skandal, skrót myślowy, a może barwna wypowiedź retoryczna jest totalna - wszystko musi być pomalowane polityczną farbą, nic nie może być pozbawione politycznego wymiaru. Jest pozbawiona priorytetów - politycy gdzieś mają np. wizerunek państwa - tak jak w przypadku wizyty C. Rice, kiedy Tusk i Kaczyński wzajemnie robili sobie docinki. Toczy się nieustanna wojna - polityk opcji przeciwnej nie przejdzie obok swojego konkurenta bez sprzedania mu kuksańca. Jeśli polityk PO stwierdzi, że to dobrze, że świeci słońce polityk PiS stwierdzi, że to źle, że świeci słońce, a np. polityk SLD ( dla odróżnienia ) powie, że źle jest, iż świeci słońce i źle by było, gdyby słońce nie świeciło. Wszystko po to, by toczyła się wojna i za nic nie przyznać racji przeciwnikowi.
Mamy więc cztery luźne zupełnie przykładowe zarzuty. Wszyscy się oburzają - tak jak w przypadku korupcji. Wystarczy jednak przypadkowego przechodnia, kolegę w pracy czy też internetowego wpisywacza komentarzy zapytać o tę czy inną sprawę zaraz pojawi się politykierstwo takie samo jak w przypadku polityków z telewizora.
I tak, jeśli zapyta nas ktoś o sytuację polskich stoczni, oto co nam statystyczny Nowak odpowie: ano to jest wszystko wina tych złodziei z * ( tutaj wstaw nazwę partii). Nowak nie powie nam na skutek jakich konkretnie działań skutek nastąpił, powie to co myśli - samo upaść przecież nie mogło, a kto rządził ostatnio... * ( j.w.). Czy aby nie tak samo wypowiadają się posłowie z telewizora? Zarzucamy politykom, że wszystko potrafią upolitycznić, nie pozostawią niczego w spokoju. Czy Szanowny Czytelnik czytuje czasem komentarze pod wydarzeniami sportowymi? Zachęcam. Mamy więc np. olimpiadę, a pod nią opinie internautów w stylu: kryzys naszego sportu to kolejny cud Tuska, albo inne wydarzenie: dostaliśmy się na Euro 2008 w wyniku polityki PiS. Nie, Drogi Czytelniku, to nie są opinie polityków z telewizora, tylko nasze.
Zarzucamy politykom brak priorytetów, ale sami ich tak naprawdę nie mamy. Wiele razy spotykałem się w opiniami w stylu : niech zabiorą nam Euro 2012 wtedy Tusk popamięta, albo dobrze, że lewica krytykuje Kaczyńskich na Zachodzie, może to SLD wróci do władzę.
Kolejny przykład to zarzut o nieustanną wojnę. Żalimy się, że politycy nie mogą się w ważnych sprawach pogodzić. Każdy, kto pisze na tematy polityczne wie, że zawsze będzie ostro krytykowany. Krytykując Platformę spotykam się z zarzutami, że służę Kaczyńskim, i odwrotnie - krytykując PiS zarzuca mi się, że już mnie Tusk opętał. Nie mogę stać z boku i oceniać, muszę opowiedzieć się po jednej ze stron, albo iść precz. Jeśli sam nie wybiorę, społeczni żołnierze obu partii sami zakują mnie w kajdany i przyporządkują wedle własnego gustu.
Może to pusty frazes, ale jak możemy wymagać od polityków, którzy już z założenia są ułomni, aby byli odpowiedzialni, skoro my sami tacy nie jesteśmy. Mogą więc oni z czystym sumieniem powiedzieć : czego się czepiacie, jesteśmy tacy, jak przeciętny Polak, mówimy takim językiem, jak on. Mało tego, nieodpowiedzialny polityk często wie, że to co robi jest nie w porządku, ale też wie, że jeśli swoje zachowanie zmieni, to zwyczajnie przegra w wyborach. Bo paradoksalnie Polacy promują ( poprzez kartę wyborczą) najbardziej to...co najbardziej krytykują.
I tak, Tusk nie będzie mówił o istotnych sprawach rzeczowo ( choćby o tanich mieszkaniach i kredytach dla młodych ludzi - przykład z rękawa), bo Polak woli jak mu się mówi o pedofilach. Kaczyński nie zakopie topora wojennego, bo mu się elektorat rozejdzie. Sikorski nie przestanie dokuczać Prawu i Sprawiedliwości, bo musi stale udowadniać, że to on jest cool a PiS to wieśniaki. Wojna w polityce musi trwać. Nie musi? To dlaczego Polacy zaraz po „Na Wspólnej" przełączają na wieczorne pojedynki Niesiołowskiego z Gosiewskim?
Bartek Królikowski


Komentarze
Pokaż komentarze (3)