Ray Bohlin
Socjobiologia
Ewolucjonizm, geny i moralność, cz. I
W 1981 roku napisałem artykuł dla Christianity Today zatytułowany „Sociobiology: Cloned from the Gene Cult”. [1] W tym czasie dopiero co zdałem egzamin z genetyki populacyjnej i uczestniczyłem w dwóch seminariach dotyczących socjobiologii. Możecie pomyśleć: „A cóż wielkiego jest w socjobiologii i dlaczego powinniśmy się nią przejmować?”
Są to faktycznie dobre pytania. Socjobiologia bada biologiczne podstawy wszystkich zachowań społecznych, w tym i moralność. Socjobiologia utrzymuje, że w naturalny sposób ewoluowały nie tylko nasze fizyczne ciała, lecz również nasze zachowania i społeczne struktury. Powinno was to obchodzić, ponieważ socjobiologowie utrzymują, że wszystkie moralne i religijne systemy, w tym chrześcijaństwo, istnieją wyłącznie dlatego, że sprzyjają przetrwaniu i reprodukcji grupy.Ci socjobiologowie, znani też jako etycy ewolucyjni i psychologowie ewolucyjni, twierdzą, że są w stanie wyjaśnić istnienie wszystkich ważniejszych światowych religii bądź systemów wierzeń, włączając w to chrześcijaństwo, judaizm, islam, a nawet marksizm i świecki humanizm, w kategoriach doboru naturalnego i ewolucji. W swojej niedawno opublikowanej książce Konsiliencja, E.O. Wilson, biolog z Harvardu i czołowy rzecznik socjobiologii, podsumował:
Rozważ więc alternatywną empirystyczną hipotezę, w myśl której zasady moralne, podobnie jak wiara religijna, są wytworami materialnego umysłu. Od ponad tysiąca pokoleń zwiększały szanse przeżycia i reprodukcji ludzi podzielających wiarę swojego plemienia. Trwało to wystarczająco długo, by zdołały się wykształcić odpowiednie regułu epigenetyczne – dziedziczne dyspozycje kształtujące rozwój umysłu – leżące u źródeł uczuć moralnych i religijnych. Staliśmy się instynktownie podatni na indoktrynację. [2]
Wilson utrzymuje, że materializm naukowy (całkowicie ewolucyjny światopogląd) ostatecznie przezwycięży zarówno tradycyjną religię, jak i każdą inną świecką ideologię. Chociaż Wilson przyznaje, że religia w jakiejś postaci zawsze będzie istnieć, sugeruje jednak, że teologia jako dyscyplina wyjaśniająca, niebawem zostanie unicestwiona. (Wyraża taką opinię, pomimo faktu, że jako nastolatek określał siebie mianem nowonarodzonego chrześcijanina. Porzucił wiarę już w college'u, gdy zapoznał się z twierdzeniami ewolucjonizmu). [3]
Paradoks pierwszy
Chociaż łatwo można dostrzec arogancję socjobiologii, z jej istnieniem wiążą się pewne paradoksy. Paradoks pierwszy polega po prostu na tym, że światopogląd ten nie oferuje nic prócz rozpaczy, jeśli zważy się na jego logiczną konkluzję. Mimo to zyskuje coraz większą popularność w środowiskach akademickich.
Cztery fundamentalne zasady socjobiologii
Rozpacz tkwiąca w socjobiologicznym światopoglądzie i kompletny brak sensu życia, jaki on prezentuje, wywodzą się z tego, co uważam za cztery fundamentalne zasady socjobiologii. Pierwsze zasada mówi o tym, że ludzkie systemy społeczne zostały ukształtowane w procesach ewolucyjnych. Oznacza to, że ludzkie społeczeństwa istnieją w swojej aktualnej postaci dlatego, że sprawnie funkcjonują, czy przynajmniej w przeszłości sprawnie funkcjonowały – nie zaś dlatego, że zostały oparte na jakimś rodzaju prawdy czy objawienia.
Drugą zasadę, idąc za socjobiologiem Robertem Wallace'em, można określić mianem imperatywu reprodukcyjnego. [4] Ostateczny cel każdego organizmu stanowi przetrwanie i reprodukcja. Przetrwanie gatunku jest celem najwyższym. Systemy moralne istnieją tylko dlatego, że ostatecznie wspierają ludzkie przetrwanie i reprodukcję.
Trzecia mówi, że jednostka, przynajmniej z punktu widzenia czasu ewolucyjnego, nic nie znaczy. To gatunki, nie jednostki, trwają przez okres wystarczająco długi, by ewoluować. Dlatego właśnie znaczenie jednostki w czasie ewolucyjnym jest znikome. Ale z redukcjonistycznego punktu widzenia jednostka traci jeszcze więcej ze swojej rangi. Mogliście słyszeć stare porzekadło z biologii, że kura jest tylko sposobem jaja na wytworzenie kolejnego jaja. Wilson zmodernizował to porzekadło mówiąc, że twoje ciało jest po prostu sposobem, w jaki DNA wytwarza nowe DNA. [5] Popęd do rozmnażania jest ponoć wzmacniany przez skłonność DNA, czyli materiału dziedziczenia, do tworzenia własnych kopii.
Z powyższego wynika czwarta zasada, że wszystkie zachowania w swoim najbardziej zasadniczym wymiarze są samolubne, czy przynajmniej pragmatyczne. Kochamy nasze dzieci, ponieważ miłość jest skutecznym środkiem na zwiększenie efektywnej reprodukcji. Wilson całkiem wyraźnie przedstawia łączny rezultat tych praw w książce O naturze ludzkiej, kiedy mówi, że „żaden gatunek, łącznie z naszym, nie posiada celu poza nakazami stworzonymi przez swoją własną historię genetyczną (to jest, ewolucję). [...] Nie mamy miejsca, do którego moglibyśmy zmierzać. Gatunek nie ma żadnego zewnętrznego celu w stosunku do swojej własnej biologicznej natury”. [6]
Wilson mówi, że ponieważ ludzie zostali ukształtowani wyłącznie na drodze ewolucji, nie mają oni żadnego innego celu poza przetrwaniem i reprodukcją. Nawet on sam przyznaje, że jest to mało zachęcające twierdzenie.
Nadzieja i sens
Gdy socjobiologowie twierdzą, że wszystkie zachowania są z gruntu egoistyczne, że jedynym celem organizmu jest przetrwanie i reprodukcja, i że przetrwanie gatunku, nie zaś pojedynczego osobnika, stanowi ostateczny wymóg, natychmiast ulatnia się wartość osoby i jej znaczenie. Reakcje socjobiologów w momencie konfrontacji z tym wnioskiem wydawały mi się zawsze osobliwe. Pamiętam dokładnie, jak podczas seminarium, w którym uczestniczyli studenci biologii i kadra wykładowcza, postawiłem pytanie o nadzieję i cel. Zapytałem wówczas: „Załóżmy, że leżę martwy w ziemi i następuje rozkład mojego ciała. Co za różnicę stanowi dla mnie teraz, czy się rozmnażałem?” Moim celem było wyłuszczenie następującego problemu: jeżeli śmierć jest kresem przez duże „K”, to kogo obchodzi fakt, czy się rozmnażałem? Po chwili kłopotliwej ciszy, jeden z członków kadry odpowiedział, „No cóż, przypuszczam, że w ogóle nie ma to znaczenia”.
W odpowiedzi zapytałem, „Czy nie widzi Pan, że dopiero co dyskutowaliśmy nad tym, jak to jedynym celem w życiu jest przetrwanie i reprodukcja, a teraz Pan przyznaje, że ów cel jest naprawdę złudzeniem. Dlaczego ludzie mieliby chcieć utrzymywać się przy życiu, skoro tak jest? Dlaczego zatrzymują się na czerwonym świetle? Jakie to ma znaczenie?” Po jeszcze dłuższej chwili milczenia ten sam członek kadry rzekł, „No cóż, sądzę, że ci, którzy w przyszłości zostaną wyselekcjonowani, będą wiedzieli, że życie nie posiada żadnego celu, ale będą żyli tak, jak gdyby je posiadało”.
Delikatnie mówiąc, byłem zaszokowany szczerością jego odpowiedzi. Mówił właściwie, że ludzka rasa będzie przymuszona do życia w kłamstwie, w chorym złudzeniu, że istnieje jakaś nadzieja i sens. Jednak jeszcze bardziej intrygujący był fakt, że nikt temu nie zaprzeczył, ani nie zaproponował nawet najskromniejszej dyskusji na ten temat. Pomijając mnie, wszyscy tam zebrani uznawali ewolucję za fakt, musieli więc zaakceptować tę konkluzję. (Dowiedziałem się później, że przynajmniej kilku osobom spośród uczestników seminarium nie spodobała się ona, chociaż nie chcieli dyskutować nad jej słusznością.)
Niedawno odpowiedział na moje wyzwanie profesor filozofii z Uniwersytetu w Minnesocie mówiąc, że „być może istnieją dwa różne rodzaje nadziei i sensu: nadzieja i sens z małych liter (znaczenie przetrwania i reprodukcji) oraz Nadzieja i Sens z wielkich liter (znaczenie wartości ostatecznych i ich waga). Wszyscy posiadamy nadzieję i sens pisaną przez małe litery, i może nie ma tych pisanych przez wielkie litery. I cóż z tego?” Przecież to był dokładnie mój punkt widzenia; nadzieja i sens z małych liter pozbawione są znaczenia, jeżeli Nadzieja i Sens z wielkich liter naprawdę nie istnieją.
dok. nastąpi
[1] Raymond G. Bohlin, „Sociobiology: Cloned from the Gene Cult”, Christianity Today, 23 January 1981, s. 16-17.
[2] Edward O. Wilson, Konsiliencja, z jęz. angielskiego przełożył Jarosław Mikos, Wydawnictwo Zysk i S-ka, Poznań 2002, s. 371.
[3] Tamże, s. 4-6; oraz Edward O. Wilson, The Naturalist, Island Press, Washington, D.C., s. 33-46. Na stronach 45-46 Wilson wspomina wydarzenie, które wskazuje na to, że kontynuuje on walkę ze swoją ewangelikalną przeszłością. W 1984 roku po usłyszeniu, jak chór składający się z czarnoskórych studentów Harvardu śpiewa dawne ewangeliczne hymny, rozczulił się. „Moi ludzie, pomyślałem. Moi ludzie. I jaka jeszcze nie odkryta głębia mieści się w mojej duszy”.
[4] Robert Wallace, The Genesis Factor, Marrow and Co., New York 1979.
[5] Edward O. Wilson, Socjobiologia. Nowa synteza, z jęz. ang. przełożył Mariusz Siemiński, Zysk i S-ka, Poznań 2001.
[6] Edward O. Wilson, O naturze ludzkiej, z jęz. ang. przełożyła Barbara Szacka, Biblioteka Myśli Współczesnej, Państwowy Instytut Wydawniczy, Warszawa 1988, s. 28-29.


Komentarze
Pokaż komentarze (133)