Kazimierz Jodkowski
O ideologicznym charakterze
ewolucjonizmu (dok.)
(na marginesie książki Ankerberga i Weldona)
W nauce nowe teorie mogą wypierać dawniejsze nie samymi faktami, ale dlatego, że lepiej pasują do ogólnej wizji rzeczywistości czyli z szeroko rozumianych powodów filozoficznych. [1] I z tego samego względu teorii tych nie mogą wyprzeć same nowo zdobyte fakty. Kuhn twierdził, że czynniki pozanaukowe wyznaczają zakres alternatywnych rozwiązań problemów, [2] co w sporze ewolucjonizm-kreacjonizm przekłada się na twierdzenie, że ideologia naturalizmu, która zdominowała myśl ewolucjonistyczną, wyklucza odwoływanie się do rozumnego czynnika w wyjaśnianiu zjawisk biologicznych. [3] Paradygmat określa nie tylko, z jakiego rodzaju bytów składa się świat, lecz również, z jakich się nie składa. [4] Paradygmat mówi uczonym, jakich badań nie warto podejmować. [5] Społeczność uczonych wie z góry, jakie będą wyniki prowadzonych badań, dopuszczalna niepewność mieści się w wąskim przedziale. Jeśli otrzyma się wyniki poza tym przedziałem, to uznaje się to za błąd uczonego. [6] Społeczność uczonych „wie”, jaki jest świat i czym jest nauka. [7] Same fakty niezgodne z tą „wiedzą” nie wystarczą, by ją zniszczyć i zastąpić inną. [8] Jeśli fakty są niezgodne z teorią, to można uratować teorię zmieniając teorię interpretacyjną; teorię, w świetle której fakty są postrzegane. [9] Nauka jest sztywna, trudno zmienić paradygmat, nie odrzuca się go pochopnie. [10]
Dobrym przykładem tego stanu rzeczy może być nieudana próba Richarda Dawkinsa, by przekonać czytelników swojego bestsellera Ślepy zegarmistrz, że teoria ewolucji może być niezgodna z faktami:
Gdyby w skałach sprzed 500 milionów lat występowała choćby jedna niewątpliwa czaszka ssaka, cała współczesna teoria ewolucji ległaby w gruzach. [11]
Dawkins nie ma jednak racji, że znalezienie czaszki ssaka w skałach sprzed 500 milionów lat obaliłoby teorię ewolucji. A kluczem do zrozumienia tego jest użyte przezeń słowo „niewątpliwa”. Czaszka ssaka sprzed 500 milionów lat automatycznie staje się wątpliwa, gdyż jej istnienia nie przewiduje teoria ewolucji. Bo niezgodność z obowiązującą teorią wystarczy, by jakieś odkrycie było wątpliwe. [12] Istnieje całkiem sporo tego typu „znalezisk”, [13] a mimo to (i dodam: słusznie) teoria ewolucji nie tylko nie legła w gruzach, ale ewolucjoniści nie mają ani chęci, ani czasu, by szczegółowo rozprawiać się z „rewelacjami” tego typu. Poza tym paleontologowie używają pojęcia „out-of-place fossils” – wskutek rozmaitych procesów geologicznych skamieniałości mogą znaleźć się w innej warstwie niż ta, która odpowiada tej epoce, w której powstały. [14]
Zaangażowanie Ankerberga i Weldona po stronie uproszczonych i przestarzałych modeli metodologicznych (koncepcji nagich faktów i indukcjonizmu) jest dziwne, bo w książce można jednocześnie znaleźć wypowiedzi bardzo nowoczesne. Autorzy wskazują, że po przyjęciu postawy naturalistycznej dla darwinizmu nie ma alternatywy, jest on filozoficzną koniecznością. Wiedzą i cytują na ten temat wypowiedź Dentona, że wewnętrzna atrakcyjność paradygmatu jest silniejsza niż fakty przemawiające przeciwko niemu (s. 25-26). Przypominają, że jeśli trzeba, to fakty można na siłę dopasować do teorii (s. 25). Historia nauki zna przykład teorii flogistonu, która sama określała, jak postępować z faktami i uniemożliwiała dostrzeżenie tego, że są one zagrożeniem dla teorii (s. 26-27). Autorzy wiedzą też, że problemy nierozwiązywalne przez jakąś teorię nie są jej obaleniem, tylko prowadzą raczej do jakichś zmian w teorii, zachowując samą teorię (s. 27). Współczesna metodologia idzie jeszcze dalej: problemy nierozwiązywalne w ramach jakiejś teorii są z reguły odkładane na bok w nadziei, że przyszłość znajdzie na nie jakieś lekarstwo. [15]
Ankerberg i Weldon wiedzą to wszystko, a jednak upierają się, że obie strony kontrowersji dysponują tymi samymi faktami, różnią się jedynie ich interpretacjami (s. 25: „Fakty świata przyrody znajdują się w posiadaniu każdego uczonego, kreacjonisty czy ewolucjonisty. Sprawą sporną w tej debacie jest interpretacja tych faktów”). Świadczy to, że nie do końca rozumieją poglądy Kuhna, Feyerabenda i Lakatosa, na które (za Dentonem) się powołują. Gdyby było tak, jak to sobie wyobrażają Ankerberg i Weldon, że fakty czy dane, jakimi dysponują uczeni, są te same, i jedynie są odmiennie interpretowane, to rzeczywiście uporczywe trwanie uczonych przy teorii ewolucji mimo wielu niezgodnych z nią faktów byłoby nieracjonalne. Jednak naprawdę trwanie to jest racjonalne, gdyż nie ma niczego takiego jak nagie, nieuteoretyzowane fakty. Wpływ wiedzy obserwatora występuje już na poziomie danych, a nie dopiero ich interpretacji. Fakty od początku są widziane przez pryzmat teorii czy paradygmatu i dlatego zwolennicy odmiennych paradygmatów mają odmienne fakty i odmiennie te fakty wartościują. Te niezgodne z paradygmatem już wskutek samej niezgodności są podejrzane i wątpliwe, wymagają dalszego badania i sprawdzania.
Kuhn podał dwa warunki, jakie należałoby spełnić, gdyby fakty miały decydować o wyborze między rywalizującymi paradygmatami. Musiałby istnieć ten sam zbiór problemów dla obu paradygmatów oraz ten sam zbiór standardów metodologicznych. I uznał, że warunki te nigdy nie są spełnione. [16] Dokładnie to obserwujemy w sporze ewolucjonizm-kreacjonizm. Problemy, jakie rozwiązują oba rywalizujące paradygmaty, oraz standardy metodologiczne są odmienne: z jednej strony chodzi o wyjaśnienie pochodzenia wszystkich struktur biologicznych bez odwoływania się do przyczyn nadprzyrodzonych, z drugiej zaś o wykazanie, że czasami takie odwołanie się jest nieuchronne i zasadne. [17]
Współczesna metodologia wyjaśnia też, dlaczego panujący w nauce ewolucjoniści traktują kreacjonistów niemal jak wyrzutków rodzaju ludzkiego (patrz s. 18-21). Dysydenci od panującego paradygmatu, a takimi niewątpliwie są dzisiaj kreacjoniści, są ignorowani i nie uważa się ich za specjalistów. [18] Długotrwali oponenci przestają być uczonymi [19] i nie można z nimi racjonalnie dyskutować. [20] Interesują się oni innymi problemami, inaczej do pewnego stopnia rozumieją używane pojęcia, inaczej widzą rzeczywistość – można powiedzieć, że żyją w innym świecie. [21] Dowody nie istnieją, ale można używać perswazji: przedstawiać powody pozanaukowe, odwoływać się do czynników biograficznych i osobowościowych. [22] Ciekawe, że Ankerberg i Weldon w polemice z ewolucjonistami stosują wszystkie te Kuhnowskie metody perswazji: dają argumenty religijne (s. 52-55, 63-65), filozoficzne (s. 55-58) oraz społeczno-polityczne (s. 58-63), co znaczy, że intuicyjnie rozumieją istotę debat międzyparadygmatycznych.
Mimo tylu uwag krytycznych uważam, że książka Ankerberga i Weldona jest pozycją wartościową. Jej główną wartość upatruję w bronieniu słusznej tezy, że ewolucjonizm od półtora wieku jest nie tylko teorią naukową, ale czymś więcej. Zaryzykowałbym nawet twierdzenie, że jest przede wszystkim czymś więcej. Wysunąłem kiedyś przypuszczenie, że być może jest podstawą nowej postchrześcijańskiej cywilizacji, jaka powstaje na naszych oczach. [23] Każda kultura, każda cywilizacja musi posiadać mit stworzenia, musi umieć odpowiadać na pytanie, skąd się wzięliśmy? Ewolucjonizm takiej odpowiedzi udziela, [24] a skoro tak, to mniej ważne jest to, czy i w jakim stopniu zgodny jest z faktami.
Kazimierz Jodkowski
[Na Początku... 2003, vol. 11, nr 5-6 (168-169), s. 214-223.]
[1] Zaczyna się już zwracać uwagę, że najbardziej szanowana współczesna teoria fizykalna, teoria superstrun, od kilkudziesięciu lat obywa się bez doświadczenia empirycznego, choć – oczywiście – nie wyklucza go w jakiejś nieokreślonej przyszłości (por. James Glanz, „Even Without Evidence, String Theory Gains Influence”, The New York Times, March 13, 2001; http://www.jodkowski.pl/archiwum/).
[2] Por. Kuhn, Struktura rewolucji..., s. 13.
[3] „Darwin interesował się filozofią i był świadomy jej implikacji. Wiedział, że jego teoria różniła się od innych doktryn ewolucjonistycznych tym przede wszystkim, że przyjmowała bezkompromisowy materializm filozoficzny. Inni ewolucjoniści mówili o siłach witalnych, kierowanej historii, dążeniu organicznym i o istotnej nieredukowalności umysłu – używali pojęć, jakie tradycyjne chrześcijaństwo mogło zaakceptować jako kompromis, gdyż dopuszczały one, by chrześcijański Bóg działał przez ewolucję zamiast przez stworzenie. Darwin mówił jedynie o przypadkowej zmienności i doborze naturalnym” (Stephen Jay Gould, Ever Since Darwin. Reflections in Natural History, W.W. Norton & Company, Inc., New York 1977, s. 24-25).
[4] Por. Kuhn, Struktura rewolucji..., s. 29.
[5] Por. Kuhn, Struktura rewolucji..., s. 46.
[6] Por. Kuhn, Struktura rewolucji..., s. 74, 148.
[7] Por. Kuhn, Struktura rewolucji..., s. 26, 84.
[8] Por. Kuhn, Struktura rewolucji..., s. 143. Wcześniej Neurath nie uważał za naganne, jeśli uczony waha się, czy jakieś dane uznać za poważne podważenie teorii, czy też można je zlekceważyć (por. Otto Neurath, „Pseudoracjonalizm falsyfikacji”, (w:) Artur Koterski (red.), Spór o zdania protokolarne. „Erkenntnis” i „Analysis” 1932-1940, Fundacja Aletheia, Warszawa 2000, s. 159 [153-164]).
[9] Por. Lakatos, Pisma z filozofii..., s. 69.
[10] Por. Kuhn, Struktura rewolucji..., s. 122-123.
[11] Richard Dawkins, Ślepy zegarmistrz czyli, jak ewolucja dowodzi, ze świat nie został zaplanowany, Biblioteka Myśli Współczesnej, Państwowy Instytut Wydawniczy, Warszawa 1994, s. 352.
[12] Pomijam banalną we współczesnej metodologii sprawę nieistnienia definitywnych czyli niewątpliwych obaleń (por. Popper, Logika odkrycia..., s. 47).
[13] Można je znaleźć na przykład w książce Michaela A. Cremo i Richarda L. Thompsona, Ukryta historia człowieka. Zakazana archeologia, Wydawnictwo Arche, Wrocław 1998. Kreacjonista Randy L. Wysong wymienia co najmniej 15 takich przykładów, w tym osławione ślady dinozaurów i człowieka (por. R.L. Wysong, The Creation-Evolution Controversy, Inquiry Press, Midland, Michigan 1976, tenth printing 1997, s. 370-381). Najnowszy przykład to doniesienie, że kreacjonista, dr Steven Austin, odnalazł w Wapieniu Redwall Wielkiego Kanionu szacowane na miliard lat i długie na 24 cale łodziki (nautiloidy) (por. John D. Morris, A Thankful Look Back at 2000, Acts & Facts January 2001, vol. 30, No. 1, s. 1 [12]).
[14] Warto może wspomnieć, że w XIX wieku stopniowy postęp życia w zapisie kopalnym uważano za ideę chrześcijańską: „ (...) duchowieństwo pragnęło stwórczej progresji jako znaku, że Bóg stale rozwijał życie. Ukierunkowany zapis kopalny był dowodem, że od początku miał On na myśli człowieka. Potwierdzało to marsz naprzód, od pierwszego Dnia Stworzenia do ostatniego Dnia Sądu” (Adrian Desmond, Huxley: From Devil's Disciple to Evolution's High Priest, [1994], Perseus, Reading MA 1999, s. 154). Aldous Huxley jako zaciekły antykreacjonista mocno wierzył, że w zapisie kopalnym da się znaleźć resztki garnków paleozoicznych, używanych niegdyś przez „ludzi paleozoicznych” (por. tamże, s. 204-205). Łatwo zauważyć, że dążył do odkrycia czegoś, co przypuszczalnie zdaniem Dawkinsa obaliłoby teorię ewolucji. Dziś kreacjoniści i antykreacjoniści zamienili się miejscami. Kreacjoniści (młodej Ziemi) marzą o znalezieniu czegoś takiego, jak garncarstwo paleozoiczne i nie uważają progresji zapisu kopalnego za świadectwo Bożej opatrzności.
[15] Por. Kuhn, Struktura rewolucji..., s. 149, 151.
[16] Por. Kuhn, Struktura rewolucji..., s. 257.
[17] „Nauka musi być tymczasowo ateistyczna albo przestanie być nauką” (Basil Wiley, „Darwin's Place in the History of Thought”, (w:) M. Banton (ed.), Darwinism and the Study of Society, Quadrangle Books, Chicago 1961, s. 15); „co jest poza materialnym światem, jest automatycznie poza zasięgiem empirii, a więc i poza zasięgiem nauk przyrodniczych. (...) Ciągi przyczyn i skutków, racji i następstw układają się w łańcuchy, które – z założenia uczynionego przez wybór tej a nie innej metody badania – muszą w całości znajdować się wewnątrz materialnego świata” (Michał Heller, „Stworzenie a ewolucja”, Communio. Międzynarodowy Przegląd Teologiczny 1982, nr 4 (10), s. 62 [58-66] oraz tenże, Nowa fizyka i nowa teologia, Biblos, Tarnów 1992, s. 119); „Cała nowożytna nauka, nie tylko biologiczna teoria ewolucji, z definicji wyklucza Boga” (Raymond Grizzle, „Some Comments on the 'Godless' Nature of Darwinian Evolution, and a Plea to the Philosophers Among Us”, Perspectives on Science and the Christian Faith 1993, vol. 45, s. 175-176 [175-177]); „Nauka jako nauka poszukuje naturalistycznych wyjaśnień dla wszystkich przyrodniczych procesów. Chrześcijanie i ateiści w naszej erze w podobny sposób muszą poszukiwać odpowiedzi na pytania naukowe – bez odwoływania się do Stwórcy. (...) Każdy, kto przypisuje cechy organizmów ożywionych inteligencji stwórczej, z definicji wkroczył na teren metafizyki lub teologii. (...) Dobre to czy złe, ale odziedziczyliśmy takie ujęcie nauki, które jest metodologicznie ateistyczne” (Nancey Murphy, „Phillip Johnson on Trial: A Critique of His Critique of Darwin”, Perspectives on Science and Christian Faith 1993, vol. 45, no. 1, s. 33 [26-36]).
[18] Por. Kuhn, Struktura rewolucji..., s. 47-48.
[19] Por. Kuhn, Struktura rewolucji..., s. 276.
[20] Por. Kuhn, Struktura rewolucji..., s. 169-170.
[21] Por. Kuhn, Struktura rewolucji..., s. 259-261.
[22] Por. Kuhn, Struktura rewolucji..., s. 265.
[23] Por. Jodkowski, Metodologiczne aspekty..., s. 199-202.
[24] Warto przypomnieć opinię Dawkinsa, że to dopiero Darwin sprawił, że dziś „ateizm jest w pełni satysfakcjonujący intelektualnie” (Dawkins, Ślepy zegarmistrz..., s. 28).


Komentarze
Pokaż komentarze (66)