To jednak byla inna Wyborcza. Ta ktora pamietam nie przypomnina w niczym tej o ktorej czytam.
Przed pierwszymi wolnymi wyborami podniecenie w spoleczenstwie bylo niewyobrazalne. Mielismy pierwsza wolna od cenzury. Atmosfera dyskusji przenoszona na podworko rodzinne, udzielila sie takze mnie.
Taki jestem, ze jak mnie cos poruszy to trudno mnie powstrzymac. Tak bylo i wowczas. Pyskowano na naszych wiec chwycilem sluchawke i zadzwonilem do redakcji. Byla wowczas taka rubryka w gazecie w ktorej dawano opinie czytelnkow. Nawet nie myslalem o tym kiedy zdecydowalem sie zatelefonowac.
Dzis dokladnie nie pamietam co mowilem. Bylo tam cos o szczekaniu i o tym , ze tak to i moj Aster ( kochane psisko) potarfiby. Dyzurnemu redaktorowi bardzo sie to spodobalo. Powtorzyl to glosno obecnym wowczas wspolpracownikom. Smiechu bylo co niemiara ( slyszalem w sluchawce) bylu jeszcze jakies pytania , wymiana opinii a nastepnego dnia dnia wydrukowano moj o wyborach komentarz. Tak bylo jako zywo, akcja dziala sie na zywo. To byl ten autentyzm Gazety Wyborczej. Naturalny kontakt z czytelnikem. Zadne naciagane sondaze. Ludziska dzwonili i tak poznawano przedwyborcze opinie.
Ja wiem, ze czasy sa dzisiaj inne. Ale ludzie sa ci sami, tacy sami. Gazeta jest zupelnie inna. Trybuna Ludu wydaje mi sie niewinna gazetka szkolna przy tej jadowiznie jaka sie dzisiaj saczy z poczciwej (kiedys)Wyborczej .


Komentarze
Pokaż komentarze (3)