Jaroslav Hovadik, "Anioł", 27x21, technika mieszana, 1967
Jaroslav Hovadik, "Anioł", 27x21, technika mieszana, 1967
Nessun Dorma Nessun Dorma
351
BLOG

Anioł ocalony spod sowieckiej okupacji

Nessun Dorma Nessun Dorma Kultura Obserwuj notkę 6

Trudno rozpoznać w tej twarzy anioła. Może to rezultat modnej w latach sześćdziesiątych formalnej maniery, a może w ten zaszyfrowany sposób artysta sportretował swojego ojca, więźnia politycznego socjalistycznej Czechosłowacji? Ojciec Jaroslava Hovadika skazany bowiem został za działalność opozycyjną na cztery lata więzienia, a w ramach represji i tak lubianej przez komunistów odpowiedzialności zbiorowej, syna wyrzucono z praskiej Akademii Sztuk Pięknych. Może to właśnie przeważyło o losie artysty, który jak wielu jego rodaków zdecydował się na wyjazd z Czechosłowacji, zaraz po inwazji wojsk Układu Warszawskiego. 


W paradoksalny sposób, granice okupowanego i pacyfikowanego kraju były przez jakiś czas otwarte. Nie było to rezultatem szatańskiego planu pozbycia się opozycji. Zwyczajnie: służby graniczne zliberalizowanej Czechosłowacji, widząc przetaczające się przez kraj dniami i nocami czołgi, pozwalały na masowy exodus ludności. Tak prawdopodobnie wyjeżdżał Jaroslav Hovadik - samochodem, a może pociągiem, które mimo paraliżu komunikacji jakoś kursowały. Do walizki włożył zapewne plik swoich grafik, które w ten sposób dotarły do Kanady, kraju jego emigracji. 


Kiedy w ulubionym sklepie komisowym, gdzie można czasem za grosze kupić piękne rzeczy, zobaczyłem grafikę zatytułowaną "Anioł", datowaną 1967 i sygnowaną czeskim nazwiskiem, byłem w kropce. Czesi przyjeżdżali do Kanady po sześćdziesiątym ósmym roku, grafika zdawała się więc nie mieć żadnej znaczącej historii, a na pewno nie pasowała do politycznej układanki epoki. Dopiero poszukiwania w internecie pozwoliły odsłonić te małe prawdy jednego losu i jednego dzieła sztuki, które w sumie tworzą wielką prawdę o dramacie i fatum całych generacji, mielonych w totalitarnym młynie jedynie słusznej ideologii.


A wywieziony w walizce anioł Hovadika jest symbolem ocalenia najwyższych wartości, za cenę utraty ojczyzny i osobistych dramatów. Emigracja jest zjawiskiem pozytywnym, ale często za poszerzone horyzonty płaci brakiem stabilnego punktu widzenia. Anioły ocalone spod sowieckiej okupacji rozpostarły skrzydła i nie mogły znaleźć miejsca, by wylądować na stałe. Jaroslav Hovadik po blisko trzydziestu latach pobytu w Kanadzie przeniósł się do Francji, a teraz dzieli miejsce zamieszkania pomiędzy Niemcami i Republiką Czeską. 


Jego wywieziona po sierpniu 1968 praca pozostaje tymczasem w Toronto. Trudno rozpoznać w odbitej na pożółkłym papierze twarzy anioła. Klasyczny profil i kreska zagłuszone są współczesnym chaosem i bezmyślną litanią gazetowych fraz. Nie widać skrzydeł, ale nie ma wątpliwości, że mamy przed sobą wizerunek świętego cywilizacji łacińskiej, powoli wypieranej z europejskiej świadomości barbarzyńskim bełkotem. 

Próbuję ocalić niepodległość i zachować wierność przekonaniom. Czasami wymaga to uczciwości wobec siebie i innych.

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (6)

Inne tematy w dziale Kultura