Stara ludowa mądrość mówi o "dorwaniu się do żłoba", czy o "przyspawaniu mordy do koryta", jednym słowem w tradycji nisko cenimy tych którzy doszli do władzy. Pieniądze i władza - to dwie nierozłączne rzeczy. Czy oskarżenia o ciągnięcie korzyści z faktu bycia u władzy są bezpodstawne czy jednak mają pokrycie w faktach? Czy posłowie rzeczywiście odnoszą korzyść z faktu wejścia do Sejmu? Czy jest tak, że jedne partie są dziewicze w tym względzie, a inne "ciągną" ile wlezie?
No to popatrzmy:
-
Poseł jest na "diecie": około 12 tys. złotych miesięcznie. Nieźle się można utuczyć na takiej diecie. Rocznie pensje poselskie kosztują nas 155 mln zł.
-
Poseł przemieszcza się bezpłatnie: w ostatniej kadencji posłowie wydali 6 mln zł na przeloty samolotami, 4 mln zł na pociągi, 125 tys. zł na PKS, na taksówki 150 tys.
-
Poseł śpi spokojnie: wynajem mieszkań dla posłów, którzy nie chcą mieszkać w hotelu, kosztuje rocznie 2 mln zł.
-
Poseł podróżuje za darmo: podróże poselskie (wyżywienie, delegacje, noclegi) kosztują 28 mln zł rocznie.
-
Poseł nie płaci za paliwo: ryczałt na paliwo dla posła wynosi 40 tys. zł rocznie.
-
Poseł nie płaci za utrzymanie biura: dostaje miesięcznie 10 tys. zł. Od nowego roku 12,6 tys.
-
Poseł nie musi zaciągać komercyjnych kredytów: ma możliwość zaciągania (nawet bezzwrotnej) pożyczki z funduszu socjalnego Kancelarii Sejmu.
-
Poseł może być hojny dla swoich pracowników: Kancelaria Sejmu finansuje odprawy i "13" dla pracowników biur poselskich w związku z zakończeniem kadencji Sejmu
-
Na osłodę poseł dostaje 29 tys. odprawy w przypadku kiedy nie dostaje się na nową kadencję.
Nawet nie są to zapewnie wszystkie przywileje jakie mają posłowie, a każda próba odebrania im chociaż jej części spotyka się z natychmiastową reakcją i to niezależnie od klubu, ot chociażby zabranie możliwości darmowego spania w hotelach: http://www.wprost.pl/ar/118669/PO-zabiera-pieniadze-poslom/
Dorzućmy na dokładkę finansowanie działalności partii politycznych. Kwoty te rosną z każdymi wyborami. Partie polityczne dostaną:
-
dotację podmiotową (związaną z kosztami kampanii), której wysokość zależy od poniesionych kosztów i uzyskanego wyniku wyborczego. Za ostatnią kampanię zapłacimy ponad 100 mln.
-
coroczną subwencję z budżetu państwa 106,4 mln.
-
datki sympatyków i lobbystów - kwoty trudne do szacowania.
Tytuł mojego wpisu jest oczywiście prowokacyjny, bo dziś każdy dopatruje się tylko czy czasem nie mówią że "nasi" kradną, a jak biją przeciwników politycznych - to czy się nie dołączyć. Otóż Panie, Panowie - jest w naszym kraju taka armia ludzi, która czerpie korzyści z naszego wspólnie wypracowanego dochodu i ma się zawsze dobrze, niezależnie od tego kto akurat jest u sterów. To nasi politycy.



Komentarze
Pokaż komentarze (4)