Walka z układami to miała być domena poprzedniego rządu. Jak dla mnie jeden z takich układów ułatwia zadanie, bo sam się wychyla i nie trzeba go szukać. Chciałbym, aby postawienie się związkowcom z kopalni "Budryk" i nie poddanie się naciskowi to był pierwszy krok do tego, by nowy rząd potrafił z "układami" rozmawiać jednak z pozycji siły, a nie oblężonej twierdzy.
Polska jak długa i szeroka to pasmo różnych układów, korporacji itp. Jakoś tylko rządzący mają zazwyczaj problem ze wskazaniem palcem tych układów, a jeśli już się ich wskazuje to są to przeważnie grupki słabe i nie mogące się spektakularnie i głośno bronić. Oczywiście Pawlak ma dziś ułatwione zadanie, bo po stronie strajkujących nie ma wcale zbyt wielu związków zawodowych, a niektórzy wręcz krytykują swoich kolegów, broniąc honoru "normalnych związkowców" i "normalnych żądań" i domagając się wręcz zmian w prawie, które ukrócą możliwość "awanturnictwa". Tymczasem scenariusz postępowania tych "normalnych związkowców" to wysuwanie żądań w określonych odstępach czasu, niedługo po spełnieniu ostatniej obietnicy uzgodnionej z nimi w jakiejś perspektywie czasowej. Zaraz po jej spełnieniu, "układ" o sobie przypomina, uzgadnia nowe podwyżki i horyzont czasowy ich wprowadzania, itd.
Górnicy z kopalni "Budryk" rzeczywiście wykazali się wyjątkową butą. Wysyłać własne żony, żeby wykrzyczały rządowi swoje oburzenie, a może nawet wydrapały oczy Pawlakowi za to co powiedział w Zetce, pokazuje że Panowie Związkowcy nie tylko mają się za panów i władców, uzurpując sobie prawa do zarządzania finansami kopalni i prezentując iście socjalistyczne podejście "nam się należy", ale również pokazuje, że zwyczajnie nie cofną się przed niczym, żeby doić kasę ile wlezie.
Nie mieć umiaru w żądaniach - smutne.
Wysługiwanie się żonami - żałosne.



Komentarze
Pokaż komentarze (8)