Obłuda niektórych komentatorów nie zna granic. Jeśli przejrzeć komentarze dotyczące polityki zagranicznej, to ci którzy niedawno oślepli patrząc na "dokonania" Fotygi, dziś szukają źdźbła w oku Sikorskiego.
Na początek zagadka dla salonowiczów - kto to napisał?
<< Domorosłym znawcom geoolityki poleciłbym w formie elementarza "Najnowszą historię polityczną Polski 1939-1945" W. Poboga-Malinowskiego. Tam znaleźć można opis, jak wyglądają kulisy rozmaitych negocjacji i jak niewiele z tego, co widać na powierzchni (np. w oficjalnych wypowiedziach) jest tym, co dzieje się naprawdę w stosunkach międzynarodowych. I jak należy być ostrożnym w ocenie ministra spraw zagranicznych.>>
Prawda że wyważona i stonowana wypowiedź? A jaka wyrozumiałość i zrozumienie czym jest dyplomacja.
Ten sam autor po niecałym roku pisze tak: "Niedoszły premier Sikorski wraca zadowolony z Moskwy, jakby wydarzyło się coś ważnego, a tymczasem z tego, co się dowiadujemy, był tylko wesoły oberek (ewentualnie kazaczok), nic więcej. Chyba, że coś przeoczyłem. Czy coś konkretnego zostało ustalone?"
(http://freeyourmind.salon24.pl/22072,index.html i http://freeyourmind.salon24.pl/57598,index.html). Free hYpocritical Mind.
Komentatorzy, którzy niedawno chwalili poprzednią ekipę przyklaskując stylowi "twardej ręki", obwołali już wiele dni temu klęskę, mizerność, zdradę i czołobitność obecnej polityki zagranicznej. Jeśli odniesieniem ma być to mityczne niekończące się "pasmo zwycięstw i sukcesów" poprzedniej ekipy - to oby Sikorski nie próbował się z tym mitami ścigać. Fotyga to było najgorsze co mogło się polskiej polityce zagranicznej przydażyć. I nie zmieni tego samozadowolenie z siebie, że jakoby "wzrosła pozycja Polski w świecie". A że zapytam tak po FYM'owemu "czyli konkretnie na rączkę", co się udało? Gdzie ten osławiony wzrost znaczenia? Może traktat europejski (co tam pani wynegocjowała więcej, poza tym co było wcześniej zaproponowane)? A może Niemcy się ugieły w sprawie rury? A Rosjanie w sprawie mięsa? A Amerykanie po prostu nie mogli się nadziwić naszym negocjacjom w sprawie tarczy, tyyyle żądaliśmy. Tupać nóżką, to sobie można w gabinecie ministerialnym, ale z tego tupania, to najwyżej żyrandol na głowę spaść może. Ani siły, ani znaczenia Państwa nie buduje się w oparciu o butę i obsesyjne poczucie strachu. Ot takie zachowanie w stylu Łukaszenki, który już wojną z Polską groził.
Cóż na to komentatorzy pro-Fotygowi? Sikorski miał przecież przyjechać połajany przez towarzyszy ze Wschodu, mieliśmy się ugiąć, złamać, nie obronić niczego. Posłuchajmy co dziś Ławrow mówi na temat tarczy:
"Rosja nie będzie wywierać nacisku na Polskę w kwestii rozmieszczenia na jej terytorium elementów tarczy antyrakietowej USA". Pytam się czy kiedykolwiek taka deklaracja padłaby za czasów ministrowania Fotygi? Mam wrażenie że nigdy. Każdy kto myśli, że o sile dyplomacji świadczy to ile powiemy zdań na które obrażą się inni, nie wie o dyplomacji zupełnie nic. Słusznie zauważył Sikorski, komentując groźby szefa sztabu o możliwości użycia broni nuklearnej, że takie buńczuczne zapowiedzi świadczą raczej o słabości niż o sile Państwa.
Należy się cieszyć, że polska polityka zagraniczna zeszła ze ścieżki wojennej, z języka właściwego słabiakom. I nie chodzi mi tu o nadzwyczajne chwalenie kogokolwiek z obecnej ekipy, ale o poczucie że nasz kraj nie popada w dalszą izolację, ignorowanie i spychanie do rogu z napisem "wariaci i frustraci z którymi nie warto gadać".



Komentarze
Pokaż komentarze (4)