59 obserwujących
1429 notek
1426k odsłon
  346   0

"Gromek" i spółka

"W cukierni Wroczyńskiego na rogu ul. Senatorskiej i placu Zamkowego [Senatorska 2] dokonano sensacyjnego aresztowania.  Około południa do sali wkroczyli wywiadowcy urzędu śledczego w towarzystwie policji mundurowej i zbliżywszy się do stolika, przy którym siedział elegancki mężczyzna, oświadczyli cicho:
— Jest pan aresztowany. Prosimy wstać i udać się z nami.
Mężczyzna usiłował oponować, ale zobaczywszy nakaz aresztowania, podpisany przez sędziego śledczego, machnął ręką i dał się zaprowadzić bez oporu do urzędu śledczego.
Był to znany fałszerz pieniędzy Paweł Gromberg, przed kilkunastu zaledwie dniami wypuszczony z więzienia, gdzie odsiadywał 6-letnią karę za fałszowanie pieniędzy ["Gromek", "Pawełek", "mający za sobą bogatą przeszłość [i przyszłość] kryminalną przyjaciel "Hipka Warjata", osławionego w kronikach policyjnych herszta bandy z ul. Foksal"]. Gromberg zaledwie parę dni cieszył się wolnością. Po opuszczeniu murów więzienia przystąpił natychmiast do zorganizowania nowej fabryki fałszywych banknotów, na której ślad władze policyjne wpadły od razu.
Gromberg zetknął się z właścicielem małego zakładu grawerskiego przy ul. Wileńskiej Bolesławem Margolinem (ul. Św. Wincentego) [Bolesław Margolin przeżyje okupację niemiecką, holocaust]. Szybko doszli do porozumienia i postanowili założyć fabrykę fałszywych 100-złotówek. Potrzeba im było jeszcze kapitalisty, któryby sfinansował uplanowany interes. Po kilkudniowych poszukiwaniach, w czasie których Margolin wyjeżdżał nawet do Małkini, znalazł się kapitalista. Był to handlarz nierogacizną, Szczepan Traczyk (ul. Targowa), którego poznali przez szwagra Gromberga niejakiego Aleksandra Kazimierczaka. Traczyk dał na uruchomienie fabryczki 3 tysiące złotych, za co obiecywano mu 30 tysięcy złotych dochodu.

image

image

image

Nie mając dostatecznych kapitałów na zakup maszyny drukarskiej wypożyczyli ją za 750 zł. od handlarza starem żelastwem Aleksandra Szpera (ul. Złota). Maszynę tę wyremontowano w pracowni Margolina, gdzie również wykonano klisze do druku banknotów. Następnie maszynę tę wywieziono ulicą Grochowską do Gocławka, gdzie umieszczono ją w oddzielnym domku wynajętym od rzeźnika Stanisława Ostaszewskiego. Przewiezienia maszyny podjął się woźnica Henryk Ciborowski (ul. Ostrołęcka). Właściciel domu w Gocławku Ostaszewski nic nie wiedział o planowanej fabryce. Aby go ostatecznie wprowadzić w błąd, fałszerze przywieźli do wynajętego domku trochę mebli, zakupionych na Pociejowie.
Zdołano zaledwie wykonać próbne odbitki 100-złotówek, gdy policja obserwująca Gromberga, zlikwidowała drukarnię, aresztując wszystkich fałszerzy. Z polecenia sędziego śledczego Władysława Chmielarza, osadzono w więzieniu śledczym, herszta bandy Gromberga oraz jego wspólników Margolina, Traczyka, Szpera i Ciborowskiego".


Lubię to! Skomentuj2 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Kultura