60 obserwujących
1442 notki
1454k odsłony
  232   0

Tak "zadaniowali" w ambasadzie zanim posowieckie służby założyły dodatkowo TV Nosenko

Wspomnienia N. Reya - ambasadora USA w Polsce. Spiritus movens kipiącego inteligencją Reya był Stephen D. Mull, II sekretarz ambasady, pracownik wydziału politycznego czyli pracownik wywiadu, pracujący pod przykryciem dyplomaty (wydział polityczny służył za przykrywkę dla działań służb, co najmniej w czasie zimnej wojny /wprost Agencja albo wywiad Depart. Stanu/). Mull został ujawniony jako pracownik służb pracujący pod przykrywką dyplomaty w czerwcu 1986 r., przez "Goebbelsa stanu wojennego". Zaprezentowanie Mulla jako agenta wywiadu miało miejsce dzień po tym jak FBI, za sprawą dzielnego oficera US Air Force, ogłosiło złapanie i zapowiedziało wydalenie sowieckiego szpiega z GRU, pracującego pod przykrywką dyplomaty. Co ciekawe, Mull - inaczej niż jego kolega, również II sekretarz ds. politycznych, działający w Moskwie (a wcześniej w Warszawie) - nie zostanie wydalony. Będzie wspomniał, że "Polacy [sic!] nie wydalili mnie wtedy". Pewnie nie dlatego sowieciarze nie wydalili Mulla z PRL, że agenci, których prowadził, mieli inną lojalność niż sądził, na pewno były inne jeszcze powody.

Rey o 1996 roku:

"... innym interesującym wydarzeniem medialnym, jakie miało miejsce w Rezydencji był prywatny lunch, jaki zorganizowałem wraz ze Stevem Mullem dla Jerzego Urbana. Urban był rzecznikiem ostatniego rządu komunistycznego, który zasłynął z powodu zbierania koców w Polsce w celu wysłania ich bezdomnym w Nowym Jorku w czasie kiedy Stany Zjednoczone były bardzo krytyczne wobec polskiego [sic!] rządu. Po upadku muru zrobił fortunę jako wydawca NIE, tygodnika satyrycznego, który wykorzystywał erotyzm i wszystko inne by obrzydzić Kościół, Wałęsę, prawicę i takich przedstawicieli Narodów Demokratycznych jak amb. St. Zj., którego nazwał nowym Wielkim Bratem. (...) Steve i ja bawiliśmy się, podszczypując go na ten lub inny temat i naciskając, by traktował nowego prezydenta i kierownictwo SLD w ten sam sposób, w jaki zajmował się Kościołem i prawicą. Trzeba przyznać obiektywnie, że poprosiliśmy go, by obrzucał świństwem po równo - lewicę i prawicę. Jego odpowiedź brzmiała: "Nie mogę tego zrobić. Ci faceci to moi przyjaciele”.
Niemniej jednak, w miarę upływu czasu, zauważyliśmy pewne wysiłki, w atakowaniu prezydenta i lewicy. Podczas lunchu był bardzo uprzejmy i miły, wcale nie był ogrem, jak zachowuje się jako osoba publiczna. Dał mi nawet oprawiony oryginał mojej karykatury jako poety XVI wieku który pojawił się w NIE w artykule, w którym próbowali pokazać, że tak naprawdę nie jestem
potomkiem Mikołaja Reja".


"Bardzo inteligentny Urban" chyba nie pojął od razu tej przewrotności, być może nawet skonsultował się z towarzyszami, zanim uczynił, jak wspominał Rey, to, o co go poproszono. TW Alek i inni TW, te Minimy, Katy, Bolki, Belchy, Carexy, Buyery, czy wciskany pod nie swoim pseudonimem - i podobnie jak pozostali pod błędnie przypisywaną lojalnością - Oscar, wszyscy pełniący funkcje w III RP to zasób używany po dzisiaj, odbierani pod błędną flagą, Nigdypolscy i Nosenki - błędnie uznani za narzędzia realizacji polityki.

A tutaj trzeba znaleźć i wskazać palcem "dyplomatę" Departamentu Stanu pana Mulla i biesiadującego z nim "publicystę" Urbana:

image

***
Dział fajna książka: Tennent H. Bagley (CIA) "Wojny szpiegów" - autor m.in. opowiada o tym, jak Rosjanie z KGB podstawili CIA swojego agenta (Nosenko), który oddał szereg udawanych przysług, żeby wkupić się w łaski i wbrew logice został uznany za prawdziwego uciekiniera.I więcej jeszcze - tamże.

Lubię to! Skomentuj Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale