59 obserwujących
1414 notek
1406k odsłon
  1126   0

Praussowa i Łokieć czerwonej Tasiemki...

image
Zygmunt Żuławski z PPS (poseł w II RP, uczestnik "konferencji" w Moskwie w 1945 r. i "poseł" w PRL) w towarzystwie posłanki Zofii Praussowej w lokalu Klubu Związku Parlamentarnego Polskich Socjalistów (1925)

Zanim o działalności w Radzie Szkolnej i ustąpieniu z niej. Trochę o filmie.
image
Pażdziernik 1933 r.: "Praussowa zakupiła film sowiecki dla "Zespołu Pracy". Zofja Praussowa, b. posłanka i emerytowana inspektorka pracy, po zgłoszeniu swej rezygnacji z Rady Szkolnej, gdzie popełniono szereg nadużyć, objęła obecnie kierownictwo akcji oświatowej w "Zespołach Pracy", organizowanych przy związku strzeleckim. Stanowisko to nie jest honorowe i przysługuje mu pensja w wysokości 500 zł., którą p. Praussowa punktualnie otrzymuje. Pierwszym objawem działalności p. Praussowej na nowym terenie pracy było kupno filmu sowieckiego "Bezprizornyje", który ma być wyświetlany we wszystkich ośrodkach strzeleckich. Pozatem p. Praussowa ma objąć stanowisko sekretarki w jednej z pomocniczych instytucyj, organizowanych przy Funduszu Pracy. Stanowisko to będzie również sowicie opłacane. Dochodzenie w sprawie nadużyć w Radzie Szkolnej, ze względu na olbrzymi materiał, trwa w dalszymi ciągu".
Chodzi najpewniej o sowiecki film propagandowy z 1923 r. pt. "Bezprizornyje" w reż. W. Karina-Jakubowskiego (58 min, prod. Kino-Moskva). Konsultantem filmu był znany temu towarzystwu z dawnych lat czekista Feliks Edmundowicz Dzierżyński. Film miał zapewne ocieplić wizerunek czekistów i jednocześnie uderzać w NEP, prezentuje ciężkie warunki życia dzieci ulicy - miliony sierot po ofiarach rewolucji i pierwszych lat rządów bolszewików, okupowali oni dworce, porty, centra miast itd., trudnili się złodziejstwem, prostytucją itp. W 1921 r. na wniosek Dzierżyńskiego postanowiono "wziąć je pod opiekę", utworzono specjalną komisję pod kierownictwem naczelnego czekisty, który widział w nich ognisko kontrrewolucji, które przerobić można na oddanych ludzi sowieckich (i oddanych robotników/niewolników). Donoszono później ile to par butów im przekazano, ile dostarczono do bolszewickich kuźni - domów dziecka, nic nie wspominano o tym ile z nich trafiło do łagrów i innych zakładów pracy niewolniczej. Dzierżyński w rozkazie do bezpieki: "Opieka nad dziećmi jest najlepszym środkiem do niszczenia kontrrewolucji. Po podniesieniu dzieci do odpowiedniego poziomu, rząd sowiecki zdobywa swych zwolenników i obrońców w każdym robotniku i w rodzinach chłopskich, a jednocześnie ma szerokie poparcie w walce przeciwko kontrrewolucji". Film "kończy scena spotkania dawnych dzieci ulicy ze swoimi przełożonymi - robotnikami jednej z fabryk - Krasnoprezenzowskiego Sowieta". Możliwe, że poniższe ujęcia znalazły się w zakupionym przez Praussową sowieckim filmie propagandowym, którego konsultatem był Dzierżyński.

image

Walka z bezdomnością dzieci, czekiści i pomoc dzieciom ulicy - WCzK (ВЧК)/GPU (ГПУ) niesie pomoc, na czele z Feliksem Dzierżyńskim.

Praussowa "tuż przed wojną tworzyła tzw. junackie hufce pracy dla bezrobotnej młodzieży". [tu]

"Radna p. Zofja Praussowa której gospodarka w radzie szkolnej w stolicy wywołała ostrą krytykę, zstąpiła [we wrześniu 1933 r.] ze stanowiska delegatki rady miejskiej w radzie szkolnej". Przewodniczącym Rady Miasta był od 1927 r. partyjny kolega Praussowej, również oddany Piłsudskiemu - Rajmund Jaworowski, przełożony gangsterów i działaczy partyjnych - Łukasza Siemiątkowskiego (Tasiemki) - radnego miasta od 1927 r. oraz Judela Łokcia vel Józefa Łokietka "Rabina". Cała grupa m.in. pasożytowała na Warszawie.
Praussowa miała także dwie córki - jedna opisywana jest w biogramach tajemniczo jako Jadwiga, a druga to Ewa Prauss-Płoska.
1931 r. (Wielki Kryzys, Warszawa), interpelacja:  "czy prawdą jest: 1) że kierownictwo kolonij w Przyjezierzu objęła p. radna Praussowa z pensją 700 zł. miesięcznie, przewodnicząca komisji głównej opiek szkolnych, 2) kierownictwo kolonij w Małkini objeła córka p. Praussowej p. Jędrzejowska [częściej jako Jędrzejewska], z tą samą pensją. 3) że został nabyty przez komisję opiek szkolnych samochód specjalnie dla spraw kolonij".
06. 1933 r.: "Złodziej urzęduje dzięki protekcji posł. BBS p. Praussowej. Pod protektoratem posł. Zofji Praussowej z BBS, powstała w Warszawie instytucja przy magistracie pod nazwą, "Rada Szkolna m. st. Warszawy". P. Praussowa potrafiła owładnąć całkowicie organizacją tej rady i obsadzić wszystkie naczelne stanowiska swoimi zaufanymi ludźmi. Miedzy in. na referenta działu zakupów przy akcji dożywiania dzieci powołany został p. Józef Jędrzejewski ["lecz również i w innych dziedzinach m.in. w sprawie dostarczania odzieży dla ubogiej dziatwy szkolnej"]. P. Jędrzejewskiemu, jak o tem donosił "Wieczór Warszawski", postawiono ciężki zarzut, iż pobierał łapówki i domagał się szeregu świadczeń za udzielenie zamówień. Ponieważ p. Jędrzejewski na zarzuty odpowiedział tylko ordynarnym napadem bandyckim na ich autora [chodzi o pobicie przez nieznanych sprawców, z których jeden miał zostać ujęty p. Zastowskiego dyr. "Polskiego Instytutu Graficznego", który w gazecie oskarżył Jędrzejewskiego i szereg urzędników z Rady Szkolnej o nadużycia], warto zająć się jego osobą, by władzom nadzorczym ułatwić dochodzenie w tej skandalicznej aferze. Po powrocie z niewoli niemieckiej, gdzie zdołał się nieco poduczyć języka, skromny ślusarz z trzema klasami szkoły powszechnej, Józef Jędrzejewski [w PPS od 1907 r.], otrzymał pracę w fabryce Petscha przy ul. Grochowskiej nr. 30, t.zw. "Dzwonkowej". Fabrykę tę nabyło następnie min. poczt i telegrafów. Popierany przez swych towarzyszy partyjnych Jędrzejewski w krótkim czasie z pomocnika magazyniera awansuje na dyrektora technicznego. Dzięki poparciu b. prezesa Rady miejskiej, Jaworowskiego, kieruje następnie budową fabryki, która kosztowała skarb państwa przeszło 5 miljonów złotych [Zakł. Telefoniczno-Radjotechniczne, ul. Grochowska 30]. Wszystkie stanowiska w fabryce obsadza swymi kolegami. I tak: bileter z kina „Apollo" zostaje brygadzistą, a palacz parostatku, p. Krupiński, kierownikiem działu telefonów, z pensją przeszło dwa i pół tysiąca złotych. Jędrzejewski razem ze swymi przyjaciółmi spędza wesołe noce w restauracjach i na dancingach warszawskich, aż wreszcie w roku 1930 bomba pęka: Jędrzejewskiego i kilku jego towarzyszy zamknięto w więzieniu pod zarzutem nadużyć i przywłaszczenia przeszło 400 tys. zł. na szkodę skarbu państwa. W toku dochodzenia ustalono, iż Jędrzejewski kradł cegłę, przeznaczoną, na budowę fabryki telefonów i vis a vis przy ul. Grochowskiej 67, wybudował sobie dom 3-piętrowy. Robotnicy zatrudnieni przy budowie prywatnego domu Jędrzejewskiego, jak ustaliło dochodzenie, figurowali na listach płacy, za które następnie płacił skarb państwa. Pozatem Jędrzejewski przywłaszczał sobie olbrzymie sumy pieniędzy, które urządzał wraz ze swymi kompanami orgje pijackie, obdarzając biorące udział w zabawie kobiety lekkich obyczajów drogocennymi futrami. Kilka z tych futer zdołała policja odebrać. Jeszcze za czasów pobytu w więzieniu, z którego po kilku [ośmiu] miesiącach zwolniono go za kaucją, wyszła na jaw zagadkowa sprawa śmierci żony Jędrzejewskiego, która popełniła samobójstwo w jego gabinecie i z jego rewolweru. Wśród robotników rozeszły się podówczas pogłoski, iż nie było to samobójstwo, lecz zabójstwo, a wypadek miał mieć przebieg następujący: Jędrzejewskiego odwiedziła w biurze jego żona, czyniąc mu wymówki za zaniedbywanie domu i stałe orgje pijackie wtedy w czasie awantury padł strzał i Jędrzejewska padła trupem. Dochodzenie, przeprowadzone przez urząd śledczy ustaliło jednak, iż Jędrzejewska popełniła samobójstwo. Po kilku miesiącach pobytu w więzieniu Jędrzejewski zwraca się do p. Praussowej, która już po kilku tygodniach daje swemu pupilowi świetną posadę w Radzie Szkolnej, czyniąc go najpierw referentem działu zakupów przy akcji dożywiania dzieci, a następnie mianuje go przewodniczącym komisji handlowo-gospodarczej przy Radzie Szkolnej. Ci, którzy znali kryminalną przeszłość Jędrzejewskiego ostrzegali p. Praussową przed człowiekiem tego rodzaju, ale ostrzeżenia nie odniosły skutku. Wkrótce też Jędrzejewski rozwinął szeroką działalność w tym samym stylu jak i w fabryce na Grochowskiej tj. domagał się od poszczególnych dostawców wysokich łapówek, uzależniając od nich przyznanie dostawy. Śledztwo w sprawie olbrzymich nadużyć, których dopuścił się Jędrzejewski, spoczywa od 3 lat w rękach sędziego do spraw wyjątkowego znaczenia p. Przewołockiego. Podobno nie jest jeszcze ono zakończone [będzie trwało prawie 6 lat [!] 1929 do 1935, dopiero w 3 tyg. po śmierci Piłsudskiego zapowiedziano rozprawę sądową, i zdaje się na tym koniec], co ułatwi niezmiernie dalsze dochodzenie przez przyłączenie do sprawy afer Jędrzejewskiego, których dopuścił się na terenie Rady Szkolnej. Podkreślić tu należy, iż Jędrzejewski, który na postawiony mu zarzut łapownictwa zareagował jak wspomnieliśmy brutalnym napadem jest w dalszym ciągu urzędnikiem Rady Szkolnej i pełni swe funkcje..." [Jaworowski, Praussowa i tow., oświadczenie okr. Egzuktywy PPS-dFR: "Towarzysz Józef Jędrzejewski do PPS należy od 1907 r. Prowadzone przeciwko niemu od przeszło 3 lat dotychczas nieukończone dochodzenie sądowe w niczem nie poderwało głębokiego szacunku, jakim zawsze był i jest nadal darzony"].

"Nadużycia w warsz. radzie szkolnej zataczają szerokie kręgi.Przed kilku miesiącami prasa donosiła o fatalnej gospodarce Rady Szkolnej m. Warszawy, w której główne role grali b. posłanka na Sejm Zofja Praussowa, oraz dyrektor biura Łapiński [także jako dyr. Łopiński]. Działalnością Rady zajęła się prokuratura pociągając do odpowiedzialności karnej sekretarza biura Wiśniewskiego i członka zarządu Jędrzejewskiego. Tymczasem w dalszym ciągu wychodzą na jaw szczegóły, jak gospodarowano w Radzie Szkolnej, a zwłaszcza w komisji opieki szkolnej, na czele której stała Praussowa i która za tę gospodarkę ponosi całkowicie odpowiedzialność, jako przewodnicząca komisji. Zarówno Rada Szkolna, jak i komisja opieki, wydawała pieniądze na prawo i lewo, pieniądze, otrzymane z drobnych ofiar społeczeństwa lub subsydjów państwowych, samorządowych i Kas Chorych. Objadano dosłownie biedne dzieci. Na funduszach tych tuczyli się różni protegowani i zausznicy p. Praussowej".    

Afer w związku z działalnością lewicowej tzw. Rady Szkolnej było więcej, np. afera kalendarzowa - oszustwa na szkodę drukarni - trochę w stylu "nie mamy waszego płaszcza". To tylko zapowiedź prasowa nic im się raczej nie stało: "Sprawa znajdzie się w sądzie wobec powództwa cywilnego, zgłoszonego przez drukarnię "Polski Instytut Graficzny", a na ławie oskarżonych zasiądzie cała Rada Szkolna, w osobach: p. Praussowej, dyr. Łopińskiego , jego kuzyna Młodzińskiego, Jędrzejewskiego i Wiśniewskiego. Pozatem na ławie oskarżonych zasiądzie p. Grabowiecki, który z ramienia Rady załatwiał akwizycję ogłoszeń i
sprzedaż kalendarza. Sprawa ciągnie się od listopada ub. roku [1932]"

Na koniec jeszcze relacja księdza dr Marcelego Godlewskiego z 1929 r. na temat jednej z imprez z udziałem Praussowej, (skądinąd wiadomo, że  "przemawiającej basem z trybuny sejmowej").

"Ks. Godlewski O zajściach na Grzybowie. List otwarty księdza doktora. Godlewskiego  do red. konserwatywnego "Dnia Polskiego".
Dziennik krakowski " Czas" , pisząc o zajściach na placu Grzybowskim 1904, potępił je tak, jak każdy obywatel polski, bez względu na przynależność partyjną, powinien potępić. Wszak ówcześni socjaliści z Kwiatkiem, żydem na czele, którzy urządzili manifestację na placu, wprowadzili po prostu w zasadzkę ludzi Bogu ducha winnych, przeważnie robotników polskich, i nadużyli kościoła katolickiego, w którym wówczas rzeź się odbyła. Sprawcy zbiegowiska uszli bezkarnie, a ucierpieli modlący się w kościele robotnicy!
Potępienie słuszne.  
Redakcja jednak "Dnia Polskiego" potępiła dziennik "Czas" za słuszną i sprawiedliwą ocenę zbrodni popełnionej przed 25 laty.
"Dzień Polski" oswoił się już, jak sam pisał, z wyrażeniami fornalskiemi i do swoich salonów zapewne je wprowadził, nic zatem dziwnego, że już i o zbrodniach ma inne pojęcie, aniżeli większość społeczeństwa.
A jednak jeżeli istotnie pomimo to wszystko, za katolicki dziennik "Dzień Polski" chce uchodzić, to dlaczego nie wystąpił przeciwko przeszkadzaniu w nabożeństwie przez obecnych socjalistów, którzy zebrali się 10 listopada rb. przed kościołem na placu Grzybowskim podczas sumy? B.B.S. z Jaworowskim i Praussową na czele wygłaszała mowy, przy okrzykach, tak, że kaznodzieja nie mógł mówić kazania.
P.P.S. z partji Daszyńskiego była o wiele taktowniejsza, bo urządziła zebranie po sumie.
Ja, jako proboszcz kościoła Wszystkich Świętych przy placu Grzybowskim, słyszałem głosy potępienia 25 lat temu nawet z tego obozu, do którego "Dzień Polski" należy, słyszę to samo i dziś od ludzi, którzy zbrodnię przez kogokolwiek bądź popełnioną, nawet po 25-iu latach, zbrodnią nazywają.
X. Dr. M. Godlewski".

Lubię to! Skomentuj1 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale