Wtedy zaczęli się wszyscy jednomyślnie wymawiać (Łk 14,18)
Jak to zatem jest? Jesteśmy stworzeni na obraz Boga Wszechmogącego, który w swoim umyśle nie ma przecież takich śmiesznych ograniczeń, czy też odziedziczyliśmy po naszym Przedwiecznym Ojcu tylko nikłą część Jego przymiotów? A może nasze myślenie zostało tylko czasowo skażone i postępy „ekologii człowieka” sprawią, że kiedyś, może już wkrótce, „będziemy jak Bóg”?
Odpowiedź jest chyba oczywista: chociaż ludzka myśl wygląda na zupełnie niedołężną wobec swojego Wzorca, którym jest umysł Boga, a z którego wyszedł taki chociażby „drobiazg” jak kosmos, to Bóg nasz Stwórca „nie zrobiłby przecież chociażby mnie, konkretnego Nickto, w balona”. Podobieństwo człowieka do Boga tkwi w jego umyśle, przede wszystkim. Nasze umysły, mój i Twój, działają z pewnością na sposób Boski, a przyczyna tego, że rezultaty naszego rozumowania, naszego czyli wszystkich razem i każdego z osobna, są dalekie od doskonałości, nie zasadza się na tym, że Bóg poskąpił nam swoich Darów. To raczej okoliczności, w których działamy, sprawiają, że ciągle sprawiamy zawód Bogu Ojcu i naszym własnym wobec siebie oczekiwaniom.
Najważniejszą „okolicznością” żałosnych rezultatów naszej działalności jest oczywiście zło, które człowiek sprowadził na ten świat, a sprowadził jednak dzięki swojej potędze, w którą od początku był wyposażony. Wstrząs jaki wywarł człowiek na całym uniwersum był możliwy tylko dzięki rzeczywistej potędze ludzkiego umysłu, potędze danej nam wprost przez Boga, danej do swobodnego nią dysponowania, aż do buntu wobec własnego Stwórcy
Nie wszystko też musi jednak wynikać ze zła jakie sprowadziliśmy na siebie samych, są też „przyczyny obiektywne”. Musiały one istnieć zanim pojawiło się zło, w przeciwnym razie zło nie miałoby szans zaistnieć na tym świecie. Najpoważniejszym argumentem za ograniczonymi możliwościami ekspresji ludzkiego, nieograniczonego jednak umysłu, jest zasadnicza sprzeczność w koncepcji wszechmocy ludzkiego umysłu: wszechmoc może być tylko jedna, istnieć dokładnie w jednym egzemplarzu, i nie może być więc przypisana człowiekowi, istocie społecznej „z definicji”.
Gdzie szukać tego zabezpieczenia przed nonsensem? Jedno z nich dostrzegł w pewnym sensie nawet mój wnuk: https://www.salon24.pl/u/nickto/1477109,mysli-nieskromne-pornografia-6 . Bardziej dorośle nazwałbym tę przyczynę „niestacjonarnością ludzkiego istnienia”: aspekt społeczny naszego istnienia sprawia, że każde myślenie MUSI uwzględniać czynnik czasu i to nie tylko w samym przedmiocie rozumowania, ale też w sobie samym, podmiocie myślącym. Bóg jest od tego wolny bo istnieje poza czasem. O tej sprawie napiszę nieco dalej. Ale zagadnienie to, czyli porównywanie swojego myślenia do Umysłu Boga, chociaż jakże często dziś praktykowane, przekracza zdecydowanie to o czym mogę i powinienem myśleć, chociaż pomyśleć mogę wszystko, nie znaczy to jednak, że powinienem.
-----
Ceterum censeo Carthaginem delendam esse
vel
Naród, który zabija własne dzieci skazany jest na zagładę
--------
Wyjaśnienie do stopki.
Od początku mojej pisaniny używam tego łacińskiego cytatu z zamierzchłych dziejów naszej cywilizacji, później dodałem adekwatne tłumaczenie (czyj oryginał i tłumaczenie łatwo sprawdzić). Teraz dodam jeszcze swoje wyjaśnienie.
Skąd tutaj Kartagina? Otóż Kartagina była ostatnim dużym organizmem państwowym z tej strony Atlantyku, który duchowych podstaw swojego istnienia upatrywał w publicznym składaniu ofiar z dzieci (aborcji jeszcze nie wynaleziono). Rzym, zanim stał się na długi czas niepokonany, widział swoje "być albo nie być" w całkowitym zniszczeniu Kartaginy, aż do gołej ziemi posypanej solą. Tak też się stało - 90% Kartagińczyków zabito, reszta "uratowała się" jako towar na targu niewolników.
Jak Ci się zdaje drogi czytelniku: jesteś Rzymianinem, czy Kartagińczykiem? A może Twoje istnienie nie potrzebuje duchowych podstaw, zaś ofiara z dzieci w aborcji jest konieczna, aby się dobrze (z)bawić?


Komentarze
Pokaż komentarze (1)