Blog
Nickto
nickto
nickto Jestem pszczelarzem
1 obserwujący 71 notek 11294 odsłony
nickto, 12 października 2017 r.

Jak wygrać trzecią wojnę światową?

1271 10 0 A A A

Kiedy bowiem będą mówić: «Pokój i bezpieczeństwo» - tak niespodzianie przyjdzie na nich zagłada, jak bóle na brzemienną, i nie ujdą (1Tes 5,3)


    Grzyby obrodziły nadzwyczajnie - rosną dosłownie wszędzie, kpią sobie z przypisanej im mikoryzy! Tutejsi ludzie, urodzeni w lesie i mieszkający w nim od zawsze, nie pamiętają takiej obfitości grzybów. Tutejszym opowiadali o takim wysypie grzybów ich dziadkowie – ponoć podobny grzybowy wybuch podziwiano w 1939 roku (A na ziemi tego roku było tyle wrzosu na bukiety). Takie to niepokojące opowieści można usłyszeć w okolicy żyznej w prawdziwki i rydze. Rozmawiamy nieopodal leśnego grobu młodej kobiety, która dopiero tutaj, w środku lasu, na wezwanie nadzwyczajnej rasy porzuciła z ociąganiem starą nadzieję i przyjęła nowe życie. Pozostali mieszkańcy wioski, zbudowanej w miejscu kolidującym, jak się po czasie okazało, z kursem III Rzeszy, w większości nie byli tacy uparci i postąpili tak jak jej dwoje malutkich dzieci, które grzecznie zasnęły w zbiorowej mogile, ledwie im tylko powiedziano, że ich płacz przeszkadza niemieckiemu dziełu odbudowy (tak gadzinówki i oficjalne akty prawne nazywały niemieckie porządki w Generalnej Guberni). Leśny grób, mimo że zbudowany z pospolitych, choć trwałych materiałów, zdaje się rosnąć wraz z lasem - na razie wyrósł na punkt orientacyjny dla grzybiarzy i drwali. Jego dyskretna obecność przy skrzyżowaniu leśnych duktów nie zakłóca w niczym idylli sosnowego boru - wszyscy, a na pewno miejscowi, czuje się tutaj dobrze i bezpiecznie. Od wojny mamy święty spokój i żyjemy w „świętych” czasach, robimy wszystko aby niemożliwe trwało wiecznie i w tym celu intensywnie dążymy do popełnienia wszelkich możliwych kompromisów. My sami, mali grzybiarze, i nasi wielcy, którzy nieustannie negocjują w naszym imieniu układy monachijskie – tym razem już nie Hitlera starają się przechytrzyć, ale wychodzą ze skóry, aby oszwabić koalicję Sumienia i Rozumu. Trzeba przyznać, że mają rezultaty: udało się już chyba tych dwóch niewygodnych Aliantów zapędzić na wąską plażę Dunkierki – czekają, nie wiedzą tylko czy padnie rozkaz ewakuacji, czy raczej kontrataku.

    Jak wiadomo, po „Monachium”, tym bardziej po „Dunkierce”, już nic - tylko prawdziwa wojna! A jak wojna to światowa – inaczej być nie może, mamy przecież globalizację. Wypadłoby tym razem wreszcie tę … wojnę wygrać. Ale jak? Oto jest pytanie! Udzielenie odpowiedzi jest trudniejsze niż znalezienie schowanej pod ziemią trufli. Oczywiście, trzeba się zbroić, czyli przygotowywać „siły i środki” zdolne od odparcia ataku i pokonania zła. Dajmy polskim żołnierzom broń, dzięki której wygramy wreszcie jakąś wojnę, najlepiej światową! Kto nie wyznacza sobie celów ambitnych skazany jest na klęskę. No dobrze, ale jakaż to broń może nam zapewnić zwycięstwo w przyszłej wojnie? Wojskowi mają tendencję do kupowania zabawek efektownych, ale za to drogich. Można powiedzieć, że w pewnym sensie wzorują się na Hitlerze, który koniecznie chciał pokazać światu „wunderwaffe” - faktycznie pokazał, ale okazało się, że z tych cudowności skorzystali wyłącznie Amerykanie i Rosjanie, w szczególności do lotów w kosmos. Dla niedużego kraju, jakim jest Polska, posiadanie drogich, i z tej racji zwykle nielicznych zabawek, to na wypadek wojny tylko dodatkowy kłopot – ich zniszczenie to kwestia pierwszych pięciu, najwyżej sześciu minut. Zwykle rozwiązanie tego kłopotu polega na „ukryciu” zabawek w jakimś niezaangażowanym, przynajmniej chwilowo, kraju. Przykłady można mnożyć: polski „Orzeł” i inne oceaniczne okręty w 1939 roku, całkiem nawet liczne i nowoczesne lotnictwo irackie przed wojną w Zatoce, itd. Rekord świata w konkurencji kosztownej bezużyteczności, pewnie niemożliwy już do pobicia, został ustanowiony przez flotę francuską w czasie II wojny światowej – jest to temat do obowiązkowego przestudiowania dla naszych decydentów.

    Drogiej, jak na nas, broni nie warto zatem kupować, chyba że myśli się o paradach, nie o wojnie. W praktyce to z tym myśleniem bywa różnie – jak w przysłowiu: „Czegoś biedny? Boś głupi! Czegoś głupi? Boś biedny!” Biedne kraje kupują drogo – wszystko, nie tylko broń. W biednych krajach żyją biedni ludzi, niektórzy z nich chcą być bogaci i potrzebują wziąć wziątek, gdy nadarzy się okazja – wydaje się im, że oprócz ryb tylko głupi nie bierze, więc jak wezmą to staną się naraz i bogaci, i mądrzy. Wziątki wliczone w cenę broni są już baaardzo drogie - oprócz „zwykłych” kosztów prania pieniędzy, w cenę wlicza się też koszty zarządzania kryzysem w razie wpadki! Podobno polskie przedwojenne okręty podwodne były takie duże i na Bałtyku raczej nieprzydatne, bo wziątki były proporcjonalne do wielkości okrętu. Za chybione zakupy broni, jeszcze bardziej niż pazerni decydenci, odpowiedzialne są uszy polityków nadmiernie wyczulone na „akustykę”: zawsze to lepiej słychać odtrąbianie sukcesu gdy kupi się coś okazałego, chociaż nieprzydatnego, niż gdy kupi się przykładowo 200 tys. zwykłych karabinów, które zawsze mogą się przydać.

Opublikowano: 12.10.2017 18:54. Ostatnia aktualizacja: 12.10.2017 18:56.
Autor: nickto
Skomentuj Obserwuj notkę Napisz notkę Zgłoś nadużycie
NEWSY - TOP 5

O mnie

Jestem pszczelarzem (coraz bardziej).

Ostatnie notki

Najpopularniejsze notki

Ostatnie komentarze

  • @Autor Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus ! Pozwalam sobie zamieścić kilka cytatów i...
  • @Autor Straciłem (nie mogę napisać "poświęciłem", aby Pana nie urazić) na tyle dużo...

Tematy w dziale Polityka