Jadąc do pracy ,przejeżdzam codziennie przez Ursus. I codziennie dwa razy łapie mnie nostalgia. Widzę przez okno ślady dawnej potęgi przemysłowej. Czerwone fabryczne mury , w których kilkadziesiąt lat temu tętniły życiem taśmy produkcyjne i wypluwały nowe egzemplarze poczciwego C 330 - kto w latach 80 tych jezdził na wieś ,ten na pewno pamięta że polska wieś bez Ursusa to nie byłaby wieś - teraz zieją pustką ,częściowo popadające w ruinę a częsciowo obwieszone tandetnymi reklamami. I zawsze wtedy zastanawiam się - jak można było to zmarnować. Na zachodzie taka marka byłaby hołubiona i byłaby chlubą. Pamiętam że jako gnojek gdy jechałem "żółtkiem" czekałem na Ursus aby zobaczyć zlokalizowany przy torach parking fabryczny z nowiutkimi maszynami. Wieczorem czekało się na jedyny w okolicy neon nad biurowcem fabryki złożony z trzech wesołych traktorków kręcących świetlnymi kołami
Dziś Ursus to warszawska dzielnica - sypialnia. Nowe wagony SKM ki wypełniają się co rano nowo uświęconym ludem pracującym. Najczęściej są to Warszawiacy od bardzo niedawna, poodstrajani w modne ciuchy jadący do swoich open spaców, aby zarobić na spłatę wampirycznego kredytu za swoje nowe atanery. Gdy wypełnia mnie ten tłumek , wystarczy tylko przymknąć oczy i cofnąć się do lat 80 tych...
Godzina 14 sta - rozklekotany żółtek wtacza się na peron w Ursusie. Wtedy należało znależć sobie bezpieczne miejsce w wagonie. O 14 stej wychodziła zmiana. W ciagu kilku minut przedziały wypełniały się morzem klasy robotniczej. Wąsaci faceci z reklamówkami w ręku i Przeglądem Sportowym w tylniej kieszeni. Każdy centymetr kwadratowy i sześcienny wypełniony był robotnikiem. Ręce w gorze trzymały obsmarowane towotem torby. SŁychać było rozmowy - ..."wiesz Tadek , a ten k.. jego mać z trzeciej zmiany znów mnie psia jego mać nie oddał 100 zl". Gdy wypadał dzień popularnych imienin tuż po starcie pociągu poczynały krażyć w tłumie flaszki - byłem świadkiem rozlewania wódeczki w spreparowanych na poczekaniu skorupkach po jaju na twardo. Klimatyzacja? Śmiechu warte. Siwy dym mocnych pozwalał widzieć tylko w promieniu pół metra. Spiewy, kłotnie, pogaduchy..
I tak jechał ten wesoły pociąg . Czy było gorzej czy lepiej? Trudno orzec. Ale to wspomnienie uzmysławia mi jak zmienił się świat w którym się poruszam. Echh gdyby któras z tych teraźniejszych damulek przejechała się tym wesołym pociągiem z lat 80 tych..Byłaby na pewno w ciężkim szoku. Zwłaszcza jakby usłyszała -"sianowna pani się pozwoli że się psiedstawię - Lutek mie na imie..:I te tekturowe bileciki z dziurkami ...



Komentarze
Pokaż komentarze (35)