62 obserwujących
873 notki
1175k odsłon
4851 odsłon

Pendolino - "szczała północy" i kino domowe

Wykop Skomentuj122

Mój stosunek do Pendolino jest zdecydowanie emocjonalny. Ja się z tym naszym Pendolino jakoś tam zaprzyjaźniłem, ponieważ przez bardzo długi czas, widziałem go (je?) dwa razy dziennie – jadąc do i z pracy; całymi miesiącami mijałem to cudeńko zaparkowane na Olszynce Grochowskiej.

Nikt z tych, którzy nie mieli takiej jak ja szansy obcować z Pendolino dzień w dzień, nie zdaje sobie sprawy, że rozmowa o tymże Pendolino, to przede wszystkim rozmowa o emocjach. Pamiętam jak dziś, kiedy w SKM-ce niedaleko mnie zasiadł pewien dżentelmen, który najpierw oświadczył swojej towarzyszce podróży, że właśnie jedzie do pracy, potem otworzył sobie puszkę Królewskiego i już spokojnie konsumował ów przedni trunek w trakcie rozmowy z rzeczoną towarzyszką. W pewnej chwili, gdy właśnie mijaliśmy uśpiony wówczas jeszcze cud z Alstomu, nasz piwosz strasznie się rozrzewnił, oczy zrobiły mu się jakieś takie maślane i rzekł: „mówię ci, jak to kiedyś już ruszy, to ja sobie po prostu kupię bilet i gdzieś nim sobie pojadę”. Nie mam na tyle talentu pisarskiego, by oddać to, co się z nim na tę krótką chwilę zrobiło. Przypominał po prostu małego chłopca, stojącego przed witryną Pewexu i obserwującego wielkiego, pięknego resoraka Matchbox'a. Jeszcze tego resoraka nie może mieć, ale może na niego patrzeć i marzyć. Ta „szczała północy” musiała najzwyczajniej w świecie przebić jego duszę na wylot, skoro aż tak się rozkleił i to przy "pannie". A przecież to nie wszystko, bo wciąż mam w pamięci te odwracane masowo głowy, te zaskoczone spojrzenia, jakby nie dowierzające, że cud z Alstomu nagle stanął jak żywy przed ich oczami, i co z tego, że na tak krótko. „Jaki on piękny” - to zdanie słyszałem nie raz i nie dwa, i wtedy zawsze, choć, jak już wspominałem, nieco już spowszedniałe mi Pendolino znów nabierało w mojej głowie nowego wymiaru. Pendolino to precyzyjny cios w polskie, niezaspokojone dusze.

Ktoś pomyśli, że będzie to kolejny tekst, w którym jakiś profan-grafoman wylewa swoje małomiasteczkowe frustracje i kpi z realnego osiągnięcia. Jeśli tak jest, to tylko w małym procencie. Bo ja naprawdę w miarę na serio chciałbym odnieść się do tego nieszczęsnego Pendolino. W zasadzie jakąś tam inspiracją stał się tu tekst 1Maud dotyczący jej sporu z Krzysztofem Leskim. Nie odniosę się jednak do niego, chciałbym jedynie potraktować go jako punkt wyjścia do pewnych rozważań.

Otóż chodzi mi o to, czy my, jako po prostu ludzie, mamy jeszcze zdolność jasnej oceny pewnych zjawisk. Inaczej: czy nasze poglądy polityczne, ale i te ogólnie światopoglądowe nie zaciemniają nam pewnych kwestii i w pewnych sytuacjach nie wywodzą nas na manowce. Bo przecież mamy to Pendolino i mamy tę całą burzliwą dyskusję, te wyklinania i te zachwyty, te analizy, mamy tę cofniętą dotację unijną i mamy w końcu i tę nieszczęsną białą kiełbasę. No i chyba każdy z nas ma prawo zapytać, o co tu tak naprawdę chodzi, przecież nie jest to jakiś tam drobny odprysk, tu chodzi przecież o, jak to mawiał Leon Kunik vel Kunicki, „grube miliony” i to nasze „grube miliony”, a nie „grube miliony” zerwane z jakiegoś czarodziejskiego drzewka rosnącego pod kancelarią Premiera (są poważni ludzie, którzy szczerze w takie cuda wierzą).

No i tu możemy pójść dwiema drogami. Pierwsza droga: próba analizowania Pendolino w stylu jakiego ja osobiście nie uprawiam, czyli quasi-eksperckiego, blogerzy mieniący się ekspertami w jakiejś dziedzinie natychmiast uruchamiają we mnie wzmożoną ostrożność. Jeśli jeszcze w to wszystko włączą się media, to możemy mieć wówczas pewność, że już nic mądrego się z tego bigosu nie dowiemy. Ja sam pracuję w branży budowlanej i w zasadzie nie zerkam nawet na żadne „doniesienia” związane z tą dziedziną. Kiedyś zwyczajnie parsknąłem na głos – obok mnie ktoś czytał Wyborczą (pech, o budownictwie bredzą gazety i prawe i lewe), a tam znajdował się całostronicowy sążnisty artykuł, o tym, że Wyborcza zajrzała do dokumentacji niektórych stacji metra, zobaczyła tam jakieś „tajemnicze” pomieszczenia pod poziomem peronów (m.in. chodziło dokładnie o stację przy Nowym Świecie) i zadawała dramatyczne pytania, dlaczego projektant nie umieścił tam, uwaga, uwaga, parkingów podziemnych dla samochodów. Tak więc ja mógłbym podobnie jak Krzysztof Leski spędzić i milion godzin nad pisaniem tekstu, w którym musiałbym uzasadniać rzeczy dla budowlańców oczywiste a i tak nie przekonałbym laików, że pragnienia Wyborczej co do wspomnianej stacji metra to po prostu czysty Hobbit.  

Dyskusja pomiędzy 1Maud i Krzysztofem Leskim to nie jest tak naprawdę dyskusja o osiągach nowoczesnej kolei, a po prostu jest to dyskusja ściśle polityczna. Obie strony tak naprawdę wpadły w pułapkę, w którą każdemu z nas zdarza się wpaść, czyli po prostu zamieniamy dość prozaiczne kwestie na polityczną łupankę. Ani 1Maud, ani K.Leski nie są ekspertami od kolei i nimi nie będą, choćby przeczytali cały internet. Dlatego szkoda czasu na przerzucanie się eksperckimi analizami, wydaje mi się, że trzeba spojrzeć na sprawę Pendolino po prostu po chłopsku i jestem pewien, że dopiero wtedy będziemy w stanie właściwie ocenić ten wiekopomny zakup.

Wykop Skomentuj122
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale