PrzeSWOTowaliśmy już niektóre elementy postulowanego systemu wyłaniania i sprawowania władzy w Polsce. Przypomnijmy te elementy-postulaty:
Dyskusja rozwinęła się, ale nie na tyle jak by mogła. Trudno nie uznać niektórych słusznych komentarzy, które pojawiły się poza specyfikacją argumentów i okoliczności. Dlatego do nich się odniosę:
1. Duża presja na jednomandatowe okręgi wyborcze. (JOW). Ten system ma wielu zwolenników, a i to że Marszałek Komorowski zapowiedział walkę o nie w kampanii wyborczej dało im znaczę siłę
2. Ułomność dyskusji nad elementami w sytuacji gdy nie zna się całości. Przyjąłem to jako zachętę do zrobienia SWOT-a prezentującego całość, aby zarówno zwolennicy systemu z definicji Mariana Mazura (system - zbiór elementów i zachodzących między nimi relacji ) jak i Tadeusza Tomaszewskiego (system - zbiór elementów, powiązanych ze sobą relacjami w taki sposób, że stanowią one całość zdolną do funkcjonowania w określony sposób ) byli usatysfakcjonowani. Wkrótce.
Teraz zajmę się problemem JOW i tym dlaczego nie uważam tego rozwiązania za rewelacyjne.
Sądzę, że wyborcy na pracę sejmu patrzą w ten sposób, że ustawy są już napisane a posłowie tylko nad nimi głosują. Każdy wyborca chce mieć posła, który będzie go reprezentował i „głosował” w jego interesie. Istotnie, tak może być, gdy sejm pracuje nad ustawą z „przedłożenia rządowego”. Tylko zastanówmy się czy nie nastąpiło to - bardzo groźne – pomieszanie władzy wykonawczej z ustawodawczą. Rząd, inicjuje prawo, którego później jest wykonawcą. Nie jestem specjalistą w te klocki , ale widzę tu naruszenie tradycyjnego trójpodziału władzy. Według mnie rządowi powinny być powierzone zadania uzupełnienia ustaw rozporządzeniami wykonawczymi. Tyle i tylko tyle. Zatem rodzi się postulat zabrania rządowi inicjatywy ustawodawczej. Ustawy powinien inicjować sejm i prezydent (jeśli by mu się chciało). Rząd ma rządzić. Jeśli rząd chciałby coś zmienić to musiałby się wkomponować w role lobbysty (chociaż uważam, że lobbing jest rakiem złośliwym systemu parlamentarnego.
Gdyby pozbawić rząd inicjatywy ustawodawczej wtedy pojawiło by sięzapotrzebowanienasilne programowo i kadrowo oraz pod względem przywództwa ekipy władzy ustawodawczej i wykonawczej. Dla ustawy trzeba zapewnić większośc parlamentarną, zebrać podpisy, napisać ją, zgłosić do laski marszałkowskiej, przepchać przez komisję ustawodawczą i td... To powinni robić posłowie. Tak jak sarkastycznie kilka razy napisałem: przycisnąć przycisk "za" lub "przeciw" może nawet średnio inteligentny szympans. Po co angażować do tego osoby zacne a nie zawsze merytorycznie przygotowane.
Zatem zgłaszam postulat:
W normalnych sytuacjach (z wyłączeniem zastrzeżonych sytuacji nadzwyczajnych) pozbawić rząd inicjatywy ustawodawczej.
Zapraszam do komentarzy w duchu analizySWOT
Dla przypomnienia:
argumenty:
@ms - mocna strona
@ss - słaba strona
okoliczności:
@s - szansa
@z - zagrozenie
Zachęcam do pisania swoich własnych notek postulatywnych.



Komentarze
Pokaż komentarze (16)