Blog
Józef Kamycki - gospodarka głupcze...
nikander
nikander cybernetyk z wykształcenia, fi
23 obserwujących 417 notek 132717 odsłon
nikander, 16 lipca 2017 r.

Deproletaryzacja - projekt społeczny na sprzedaż

164 4 0 A A A


Chyba już czas aby skończyć z tym bismarkowskim wynalazkiem jakim jest umowa o pracę i zastąpić ją umową o współwłasność. A Ty co o tym sądzisz?

Notkę tę napisałem siedem lat temu: http://nikander.salon24.pl/212736,deproletaryzacja-projekt-spoleczny-na-sprzedaz Jest ona dowodem na to, że przez siedem lat w kwestii deproletaryzacji nie zrobiono niczego a przypominam ją w związku z zapowiadanymi spotkaniami Konfederatów na Podtatrzu na poczatku września. Będzie tam i o tym.

      Pod koniec lat 80-tych brałem udział w pracach jednego z zespołów przygotowujących tzw „drugi etap reformy gospodarczej”.  Naszym faworytem był nadreński model kapitalizmu ludowego. Było to podczas stanu wojennego a parasol polityczny nad zespołem „załatwił” nam ówczesny dyrektor Centrum Badania Opinii Społecznej płk doc.dr hab. S. Kwiatkowski po warsztacie opinioznawczym nt. Szanse Polaków, na którym  wypłynęło pojęcie „deproletaryzacji”. Sądzę, że praca jaką wtedy wykonaliśmy w zespole kierowanym przez prof. Stanisława Rudolfa była kawałkiem dobrej roboty i że warto do niego wrócić.

Chciałbym zwrócić uwagę na następujące zagadnienia związane z deproletaryzacją:

– Przy wyborze form demokracji przemysłowej wzorowaliśmy się na ustawie Mitbestimmungsgesetz  z 1976-go roku wprowadzającej parytetową radę nadzorczą w dużych niemieckich przedsiębiorstwach. Wiemy, że w Niemczech ustawa ta jest ciągle nowelizowana więc zgromadziło się tam spore doświadczenie. Warto by to doświadczenie rozpoznać a zwłaszcza wnioski   komisji Biedenkopf'a. To co wiemy, to kanclerz Angela Merkel zaleciła uwzględnienie wniosków tej komisji przy reformowaniu prawa gospodarczego (
https://de.wikipedia.org/wiki/Mitbestimmungsgesetz)

– Przy wypracowywaniu metod udziału pracowników we współwłasności opieraliśmy się na pracach Luisa Kelso i Mortimera Adlera w zakresie możliwości wprowadzenia ESOP. Warto wspomnieć, że administracja George'a Busha mocno interweniowała w sprawie rozwoju ESOP  (Employee Stock Ownership Plan)w USA uzupełniając ustawę w sprawie tworzenia ESOP w tzw. Korporacjach S stosowną ustawą podatkowa z 2001-go roku.

– Po ustawie Wilczka setki tysięcy osób „zdeproletaryzowało” się samo wybierając samodzielną działalność gospodarcza. Jednak  wypadli oni z gospodarki wielkotowarowej i możliwości ich działania są ograniczone. Aby zapobiec tej sytuacji i przybliżenia przedsiębiorstwom sektora MISP skorzystania z efektów skali zorganizowałem inicjatywę poselską ustawy o klastrach przedsiębiorstw rodzinnych (nr druku sejmowego 204 z poprzedniej kadencji sejmu). Z relacji poseł Haliny Murias, która sprawą się zajęła tylko dzięki przytomności ówczesnego przewodniczącego komisji ustawodawczej posła Kurczuka nad ustawą procedowano. Ciągłe rozwiązywania sejmu nie sprzyjały pracom. Rozwiązania nawiązywały do japońskich keiretsu pionowych.

      Twórca kodeksu handlowego Maurycy Allerhand pochodził z Rzeszowa i jako rzeszowianin nie będę wnioskował o nazwania ulicy jego imieniem. Wręcz przeciwnie. To prawo jest gorsetem duszącym polską gospodarkę. Instytucjonalizuje jedynie taki model gospodarki w którym jedynie „pieniądz rodzi pieniądz”. Zatem działania poszerzające zakres swobody gospodarczej powinny iść w kierunku  zwiększenia oferty możliwości zinstytucjonalizowania rozwiązań organizacyjnych. Sądzę, że medialnie można by to bardzo bezkonfliktowo sprzedać: kto uważa, że najlepszym modelem włączania zasobów do obrotu gospodarczego jest kodeks spółek handlowych niech na tej samej ulicy konkuruje z przedsiębiorstwem mającym radę nadzorczą typu „MONTAM” i jakąś formę ESOP , oraz z organizacją gospodarczą, która zamieniła integrację kapitałowa na integrację produktową (klaster MiSP).

      Sądzę, że koncepcja deproletaryzacji mogłaby którejś z partii  przybliżyć zwycięstwo wyborcze. Wysyłam ten jeden procent inspiracji. Wiem, że potrzebnych jest 99% potu. Trzeba napisać, lub przetłumaczyć dziesiątki aktów prawnych, które deproletaryzacji dałyby prawo do życia. Warto jednak zakasać rękawy, bo pokłady synergii mogące wydobyć nas z kryzysowego odrętwienia zalegają bardzo płytko..

Ps.

Słowo "deproletaryzacja" źle siedzi w uchu. Jak by to współcześnie nazwać?


Chyba już czas aby skończyć z tym bismarkowskim wynalazkiem jakim jest umowa o pracę i zastąpić ją umową o współwłasność. A Ty co o tym sądzisz?






Opublikowano: 16.07.2017 11:13.
Autor: nikander
Skomentuj Obserwuj notkę Napisz notkę Zgłoś nadużycie
NEWSY - TOP 5

O mnie

Józef Kamycki - obecnie na emigracji wewnętrznej

Ostatnie notki

Najpopularniejsze notki

Ostatnie komentarze

  • Tak sądzę, że najpierw należy rozstrzygnąć co w tym bałaganie jest przestępstwem a co...
  • że niby co? - że poprzeczka postawiona za wysoko?
  • Tu nie dzieci są problemem a lichwa i skundlanie. Tatuś i mamusia niczego nie mogą...

Tematy w dziale Społeczeństwo