"O długi łykendzie
niech chwała Ci będzie
żeś biednej mej duszy
oszczędził katuszy
ciągłego śledzenia
medyjów ględzenia."
Udawszy się na wypoczynek w dalekie kraje zaniedbałem się niemiłosiernie w śledzeniu wpisów na S24, nie mówiąc już o własnej aktywności na łamach, zerwałem też kontakt z krajową rzeczywistością polityczną. I bardzo to sobie chwalę! Okazało się, bowiem, że złudzeniem jest przeświadczenie o rychłym upadku demokracji w kraju, tryumfalnym powrocie wielkiego Ola do polityki i wielu innych katastrofach, jakie czekać miały kraj nad Wisłą, jeśli całe społeczeństwo nie da odporu, nie zaprotestuje, nie podpisze listu, nie zademonstruje przeciw, nie wesprze, nie da odporu, nie narobi rumoru etc. etc.
Spokojny rześki i wesoły oglądałem sobie zabytki kultury europejskiej sprzed średnio 2,5 tyś lat i miłe ogarniało mnie przeświadczenie, że wszystko to już było. Schyłkowa demokracja, odwracanie kota ogonem przez zaprawionych w słownych bojach publicystów, sądy skorupkowe odsyłające popularnych polityków na emigrację by nie zakłócali politycznego status quo. Nawet politycy pełniący swą służbę w sposób tak kryształowy i za tak marne pieniądze, że musieli się osobiście zadłużać by pełnić godnie swoją funkcję. (Jednocześnie o to stanowisko ubiegały się wszystkie liczące się rody-partie.)
A przecież nazwisk tych ludzi dzisiaj nikt nie wspomni poza specjalistycznymi publikacjami historycznymi. Każdy zaś potrafi wymienić imiona twórców tych paru kawałków wygładzonej skały, które wciąż budzą zachwyt wśród oglądających.
Trzeba na nasz czas patrzeć nie tracąc z oczu antycznych proporcji które nadawały to nieprzemijające piękno posągom. Ślady tamtej kultury przetrwały wieki odciskając swoje (karykaturalne niekiedy) piętno na póżniejszych wiekach. Co zostanie po naszej? Chyba tylko elektroniczny szum rozprzestrzeniający się po galaktyce.
Potomkowie tamtego narodu wciąż zachowują humor, werwę i życzliwe nastawienie do przybyszów pragnących zadumać się nad czasami ich świetności. Dzielą się uśmiechem, wodą (która jest wielkim skarbem w ich suchej krainie) i owocami swej spalonej słońcem ziemi.
Tak przez dni siedem podróżuję z optymizmem parząc na świat, nieświadom tego kto po ciężkich bojach sejmowych objął był fotel marszałka. I nawet zły omen z poprzedniego wcielenia w postaci Moniki Olejnik przemykającej wąskimi uliczkami (do butiku z włoskim obuwiem zapewne) nie mąci mi spojrzenia.
Jedźmy na południe, tam musi być jakaś cywilizacja!
PS. Konkurs! Jak nazywa się kraina którą opisuję? (Pytanie podchwytliwe)
PPS. Jedyne co boli to świadomość żę będąć tutaj tracę okazję do nicponiowania w Lesieńcu. Pozdrawiam uczestników zagryzając szaszłykiem baranim!



Komentarze
Pokaż komentarze (4)