0 obserwujących
27 notek
19k odsłon
  3816   0

Pięciu żołnierzy poległo w Afganistanie - kto dał ciała?

Szok... Niedowierzanie... Potem wściekłość, a na koniec zimna, racjonalna analiza.

Wybuch potężnego IED rozerwał MRAP-a na pół, oderwał sporo mniejszych fragmentów i porozrzucał je w promieniu kilkudziesięciu metrów. Miejsce wybuchu zieje potwornej wielkości lejem, z którego ledwie wystają dwie połówki pojazdu. Sprzeczxne komunikaty na temat liczby ofiar, niestety, najgorsze przewidywania okazują się słuszne. Wszyscy żołnierze jadący w czwartym od czoła pojeździe zginęli.

Eksperci szacują, że IED miało moc ok. 100 kg TNT. Wystarczająco dużo, żeby zniszczyć sześćdziesięciotonowego pancernego kolosa, takiego jak Abrams. Takie IED unosiły czołgi w powietrze, sprawiały, że potężny pancerz kompozytowy rwał się na strzępy, a kilkutonową wieżę czołgu znajdowano kilkanaście metrów od miejsca wybuchu.

M-ATV - pojazd klasy MRAP (Mine Resistant Ambush Protected) produkowany przez Oshkosh na bazie zmodyfikowanego podwozia ciężarówki MTVR, na którym osadzono opancerzoną kabinę produkowaną przez izraelskie przedsiębiorstwo Plasan. DMC niecałe 15 ton. Zaprojektowany, aby zapewniać ochronę na poziomie 4a wg STANAG 4569, czyli zapewniający ochronę przy wybuchu miny o masie do 10 kg TNT pod kołem. Ładunek zdetonowany pod pechowym M-ATV był dziesięciokrotnie silniejszy. Żadnych szans...

Zastanawiające jest, jak zmieniają się wersje wydarzeń w zależności od tego, kto się wypowiada w imieniu MON. Najpierw mówiono, że był to czołowy pojazd w kolumnie, co wskazywałoby na skrajną nieodpowiedzialność organizatorów: stosunkowo lekki, niezbyt opancerzony pojazd na czole, gdzie ryzyko zdetonowania IED jest największe?

Potem pojawiła się informacja, że zniszczony M-ATV był czwarty w kolumnie. Należałoby spytać: jaki pojazd jechał jako pierwszy i czy kolumnie towarzyszył RCP (Road Clearance Patrol)? Jeżeli nie, to byłoby to karygodne zaniedbanie, biorąc pod uwagę częstotliwość ataków przy użyciu IED w okolicach "Highway 1". Jeżeli tak, to jakim cudem przeoczyli tak potężny ładunek? Biorąc pod uwagę fakt, że rzekomo zagłuszarki pracowały intensywnie, ładunek został zdetonowany naciskowo (albo co bardziej prawdopodobne z uwagi, że zaatakowano stosunkowo "miękki" cel) odpalono go zdalnie za pomocą zwykłego kabla, co oznacza, że konwój był obserwowany ze stosunkowo niewielkiej odległości, a mimo to Talibów, którzy zdetonowali ładunek póki co nie znaleziono, więc nikt nie zauważył niczego podejrzanego w okolicy.

Albo więc zawiodło rozpoznanie (przecież to "spokojna okolica" zdaniem rzecznika Dowództwa Operacyjnego), albo uczestników konwoju zgubiła rutyna, która lubi odzywać się tuż przed powrotem do względnie bezpiecznej bazy (miejsce ataku oddalone było od "Gazowni" o 11 km). W każdym razie ktoś dał ciała. Bo zasadzkę przygotowano i zaplanowano perfekcyjnie, czas jej przeprowadzenia wybrano nieprzypadkowo, a samo wykonanie byłoby niezmiernie trudne bez "kreta" informującego o trasie konwoju i czasie przejazdu. Mało tego, przygotowanie takiego zamachu wymagało sporo zachodu, kopania, być może zrywania i kładzenia nowej nawierzchni, a osoba detonująca IED musiała mieć cel w zasięgu wzroku. Mimo tego nikt nic podejrzanego nie zauważył w tej "spokojnej okolicy".

Mam "wiadomość z ostatniej chwili" dla niektórych "geniuszy" w mundurach - w Afganistanie nie ma "spokojnych okolic". Są tylko te rzadziej nawiedzane, atakowane czy słabiej opanowane przez zbrojną opozycję. W samym Kabulu nie jest spokojnie, a nawet "zielona strefa" w afgańskiej stolicy jest zinfiltrowana przez Talibów. Brak aktywności w danym rejonie może więc być po prostu obliczony na uśpienie czujności wojsk ISAF, co tym razem udało się bez pudła...

 AKTUALIZACJA (cytat za portalem RMF24.pl):

"Na miejscu zamachu znaleziono podłączone do bomby przewody; były cienkie, dobrze zamaskowane i miały długość kilkuset metrów. Ich stan świadczy o tym, że bombę przygotowano nawet kilkanaście tygodni temu.

Przewody podłączone do bomby zaprowadziły żołnierzy do niewielkiego opuszczonego budynku, z którego terroryści od wielu tygodni musieli obserwować drogę i swój ładunek.

Zamaskowaną piaskiem minę koło Ghazni zdetonowano tak precyzyjnie, że bardzo możliwe, że zrobił to ktoś uważnie obserwujący konwój i czekający na wóz, który najedzie na ładunek w odpowiedni sposób."

Lubię to! Skomentuj57 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Komentarze

Inne tematy w dziale