Państwo jest folwarkiem, prezydent jest dozorcą żyrandoli, a 36. Specjalny Pułk Lotnictwa Transportowego - agencją turystyczną.
Po co nam takie drogie limuzyny, taksówki powietrzne? - zastanowił się Tusk i jeszcze przed wyborami w 2007 r. zapowiedział rezygnację z rządowych samolotów. Piarowcy PO wpadli na pomysł, że ludziom się spodoba, jak Tusk nie będzie szastał forsą, tylko będzie oszczędnie latał samolotami rejsowymi, jak każdy Kowalski. I rzeczywiście, nie było w mediach jakiegoś mocnego echa stukania się w czoła!
Z czasem okazało się, że Tuskowi nie wychodzi za bardzo wchodzenie w skórę zwykłego Kowalskiego i rządowym samolotem latał sobie z pracy w Warszawie do domu w Gdańsku. Zrozumiałe, że nie chciał przywilejem tym dzielić się z byle dozorcą kinkietów.
Teraz, po katastrofie smoleńskiej, gdy jeden TU-154 jest w reanimacji, a drugi przechodzi sekcję zwłok, minister Klich zapowiada likwidację całej tej elitarnej jednostki, która zapewniała loty VIP-pów. Jest decyzja o czarterowaniu samolotów, mówi się o leasingu. Można przecież wynająć inne taksówki.
Już nawet nie żałują wcale tego specpułku luksusowych powietrznych limuzyn. Limuzyny wyszły z mody. A Tusk i ministrowie podążają za modą, więc sprywatyzują to, jak wszystko.
Nie, nie ma dziś żadnego zagrożenia i nie ma co myśleć o tym, co by było w razie jakiegoś zagrożenia bezpieczeństwa kraju! Po co zastanawiać się, czy jest jakieś miejsce, które ma się w odwodzie, żeby prezydent i naczelne dowództwo mieli skąd kierować działaniami obronnymi? Samolot z salonką miałby być najwyższym stanowiskiem dowodzenia armią? Po co?


Komentarze
Pokaż komentarze (5)